Grało się w RPG – Masks: A New Generation

05FB-1024x536

Miałem okazję poprowadzić “Masks”, system o młodych superbohaterach na mechanice Apocalypse World. Tym samym jest to premiera nowego nieregularnika “Grało się w RPG”, czyli połączenie recenzji, prezentacji systemu i przemyśleniami po sesji.

“Masks” to system który zebrał na Kickstarterze ponad 100000$, czyli pięciokrotnie więcej niż inny system o superbohaterach na mechanice AW – “Worlds in Peril”. I nie dziwię się, bowiem mi też odpowiada bardziej to, co zaproponowano w “Masks”.

“Worlds in Peril” starało się zostać takim “Mutants & Masterminds” na mechanice AW. Spowodowało to jednak, że gra się rozrosła i stała się zbyt “crunchy” (jak to się slangowo określa systemy z dużą złożonością mechaniczną) jak na moje gusta. Znaczy nie zrozumcie mnie źle, lubię też pograć w bardziej złożone mechanicznie tytuły z możliwością robienia combosów i innych takich. Ale od systemów na mechanice Apocalypse World wymagam przede wszystkim prostoty.

Prostoty jaką oferuje własnie “Masks”.

Cover_logo-1-1024x758

“Masks” nie stara się być systemem uniwersalnym o superbohaterach. Narzuca odgórną konwencję, która wrzuca nas w rolę młodych, często dopiero “raczkujących” superbohaterów. A co za tym idzie, dopiero walczymy o zasłużone miejsce na podium dla wybawicieli ludzkości. Dorośli patrzą na nas z góry, podobnie większość superbohaterów starej daty.

Jeżeli ktoś z was zna “Apocalypse World” (czyli “Świat Apokalipsy” po naszemu, system wydawany przez Wydawnictwo Gindie), to napiszę, że wszystko jest tu jeszcze bardziej uproszczone. Dostajemy odgórnie setting, nie ma aż takiego kombinowania przy “playbookach” (dostajesz odgórnie statystyki przydzielone do danego “superbohatera), wiele zasad da się odnieść do bohaterów innych graczy, jak i bohaterów niezależnych (w AW często niektóre ruchy miały wpływ tylko na jedną z grup).

Jeżeli zaś ktoś z was nie zna zasad rządzących mechaniką “Apocalypse World” to zapraszam na ten filmik.

tumblr_nv3mykj2HX1r41zlxo1_1280

Jak napisałem, poprowadziłem “Masks”. Niestety, była to sesja “jeden na jeden”. Niestety, gdyż gry oparte na mechanice AW zazwyczaj najlepiej sprawdzają się w grupie MG + 3 lub 4 graczy. Niemniej “Masks” wydaje mi się pod tym względem o wiele prostszy do przystosowania do sesji “jeden na jeden”, niż inne bliźniacze systemy z rodziny “Powered by Apocalypse”.

Na początek należało wybrać nasz “playbook” (czyli to, czym chcemy zagrać). Podobnie jak w innych systemach z rodziny AW, tak i tutaj mamy zasadę, że naraz może być jeden “playbook” w grupie. Zwrócę tutaj uwagę, że “playbooki” (obecnie jest ich 10, kolejne 10 będzie w dodatku) bardziej niż na mocach bohaterów, skupiają się na tym, kim są i na ich miejscu w życiu. I tak “Beacon” to ktoś zwyczajny, kto postanowił zostać superbohaterem i udowodnić, że należy do drużyny. “Delinquent” to ciągły buntownik, który ma kłopoty z działaniem w grupie. “Doomed” staje się coraz potężniejszy, ale kosztem ostatecznej (na 99% kończącej się unicestwieniem) konfrontacji ze swoim Nemezis. “Janus” (jak ten bóg o dwóch twarzach) stara się pogodzić dwa życia – zwykłego nastolatka i superbohatera.

0b2bb1592d7526d36ebe0d51c5a9cdd3_original

U nas wybór padł na “Protege”. Jest to ktoś, kogo superbohater wychowuje na swojego następcę, i szkoli w superbohaterskich arkanach. Czyli taki Robin od Batmana. Należało tylko ułożyć na szybko bajkę.

Amanda Cain to dziewczyna z ulicy. Nie była jednak zwykłą nastolatką, bowiem posiadała nadludzką siłę. Dzięki temu potrafiła przeżyć na ulicy, nie zawsze jednak przestrzegając prawa. Pewnego dnia postanowiła okraść pewnego człowieka… Nie wiedziała jednak, że to tak naprawdę “Raven”, nocny postrach przestępców.

“Raven” przygarnął Amandę, która od tamtej pory zaczęła działać jako “Crow”. Oprócz tego, zamieszkała z Haroldem, jej nowym oficjalnym opiekunem, a tak naprawdę geniuszem komputerowym i partnerem “Ravena” (taki Alfred na sterydach intelektualnych). Z czasem pozwolono jej samodzielnie rozwinąć skrzydła, i tak stworzyła grupę młodych superbohaterów, w skład której wszedł chłopak “Lighting” potrafiący manipulować elektrycznością, oraz dziewczyna “Shadow String”, potrafiąca przejmować kontrolę nad ciałem obcej osoby. I mogliśmy zacząć grać.

Było kilka scen, od razu zresztą przeszedłem od wrzucenia naszej bohaterki w środek akcji. Niczym klasyczny Batman stała na dachu, i obserwowała jak gang Bozosów (takie tam klauny, inspiracja poniżej) stara się włamać do magazynu.

Mercenary Garage Design Dublin Ireland Custom Motorcycle Workshop Clowns Capsules Akira

Udało się jej uśpić granatem kierowcę furgonetki. Z samymi Bozosami jednak już tak łatwo nie poszło. Teoretycznie przy walce “Crow vs. jeden Bozos” nie musiałbym nawet kazać rzucać (systemy oparte na mechanice AW mają taką specyfikę, że rzucają tylko gracze), ale system pozwala mi grupę pomniejszych łotrów traktować tak samo jak pojedynczego Superłotra. Crow zastraszyła Bozosów i ci uciekli, chociaż wcześniej szef gangu powalił naszą młodą bohaterkę wystrzałem z rewolweru. Kiedy na miejsce przyjechał Lighting, to nie był zbyt zadowolony. Crow, zamiast czekać na niego, bo rozpracowywali Bozosów od jakiegoś czasu, i chcieli ich przymknąć, postanowiła samodzielnie zabawić się w strażnika sprawiedliwości. Razem odjechali do ukrytej bazy. Lighting trochę wkurzony oraz Crow obolała i pełna wyrzutów sumienia.

e5f8c413925f28754672054b59a138a5_original

I tu zatrzymam się na chwile, by przedstawić jak działa system w akcji (dla tych, którzy nie znają systemów na mechanice AW). Zacząłem klasycznie – superbohater na dachu, banda podrzędnych łotrów, włamanie do magazynu. W tym momencie ja, jako MG, nie musiałem wiedzieć nic więcej. Crow stara się w tym momencie oszacować sytuację (to jeden z ruchów, który pozwala zadać mi, jako mg różne pytania, na które to muszę odpowiedzieć najbardziej szczerze, jak się tylko da). Crow pyta się między innymi, kto jest w największym niebezpieczeństwie. Odpowiadam, że ochroniarz, typowy emeryt, śpi w magazynie, i jest niewątpliwie najbardziej narażony na skutki nieoczekiwanej wizyty Bozosów.

Zauważcie, że na początku wcale nie było w środku żadnego ochroniarza. Został wygenerowany ad hoc, od odpowiedniego pytania zadanego od gracza. Jasne, mógłbym odpowiedzieć “nikt nie jest w niebezpieczeństwie”. Ale po co? System wspiera improwizację, i pozwala kształtować sesję na podstawie ciągłych pytań i odpowiedzi. Wszystko oczywiście w ramach sensu istnienia rzeczy w fikcji.

Bozosy weszły do magazynu, został tylko kierowca w samochodzie, który palił papierosa. Crow stwierdziła, że skoro pali papierosa, to musi mieć otwarte okno. Nie widziałem powodu, by temu zaprzeczać jak jakiś tępy MG. Crow więc tam się zakradła i wrzuciła usypiający granat do środka. Bo Crow ma dwie zdolności specjalne – jedną jest Nadludzka Siła, a drugą Broń i  Gadżety. Nie określaliśmy z góry jej sprzętu, bo i znowu po co? Twierdzi, że ma granat usypiający, to pewnie ma.

Później doszło do walki w magazynie. Niezbyt jednak dobrze dziewczynie poszło. Jasne, z pojedynczym Bozosem nie widziałbym powodów, by rzucała – po prostu by go pokonała i już. Jednak system pozwala mi grupę pomniejszych złoczyńców traktować mechanicznie jak jednego superłotra.

Crow przyparta do muru postanowiła sprowokować chłopaków do ucieczki.

“Ha ha, na waszym miejscu bym stąd zjeżdżała, bowiem powiadomiłam policję, zaraz tu będą!”

I… Prawie jej się udało. Zabrakło jednego punktu to pełni szczęścia (wynik to 9, czyli nie uzyskuje tego, czego chce, ale otrzymuje coś w zamian). I tu dochodzimy do punktów Team. Wydaje się je, gdy ktoś komuś w czymś pomaga (mogą to robić gracze, jak i bohaterowie niezależni) by dodać +1 do wyniku rzutu. Ale gracz może też wydać punkt sam dla siebie, by działać “samolubnie”. Obniża wtedy jedną cechę o jeden, drugą zwiększa o jeden (co może zmienić finalny wynik), ale przy okazji w jakiś sposób to może wkurzyć resztę drużyny. Crow była sama, nikt nie mógł jej pomóc, wybrała więc opcję “samolubną”. Zwiększyła więc odpowiednią cechę o jeden i banda Bozosów stwierdziła, ze chyba ma ona jednak rację i zwiała. Chwilę później podjechał Lighting, cały wkurzony, że Crow zaczęła akcję bez niego.

I znowu – na początku sceny wcale nie było wiadomo, czy Crow w ogóle miała na kogoś czekać. Okazja wprowadzenia wkurzonego Lightinga nadarzyła się sama. Po prostu przekułem mechanikę (Bozosi uciekają, Crow działała “samolubnie”, drużyna nie będzie zadowolona) na fikcję.

f5f70ba08f7caaaccd2e5deff0eb5aa0_original

Tutaj uwaga do współczynników w tym systemie. Są one zmienne jak diabli. Można zmieniać je samemu poprzez “samolubne” wydawanie punktów Team, mogą je nam zmieniać osoby, które mają na nas Wpływ. Dlatego, by sobie ułatwić, Crow dostała do dyspozycji taką ściągę:

20161030_204603

Dalej było jeszcze kilka scen. Nie będę rozpisywał ich wszystkich, przytoczę tylko kilka przykładów działania ruchów i wpływania na fikcję w tej grze.

Crow, jako Amanda, poznała dziewczynę z poparzoną twarzą, na którą wołali Rex. Dziewczyny się zaprzyjaźniły, Amanda nawet dała namówić się na zapalenie trawki. Stwierdziłem, że to może oznaczać, że Rex ma Wpływ na Crow, i czy gracz się na to zgadza. Crow stwierdziła, że tak.

Później okazało się, że Rex posiada moce wytwarzania wysokiej temperatury i topienia różnych przedmiotów. Pomagała nawet Bozosom w kolejnym włamaniu! I gdy doszło do konfrontacji Crow vs. Rex, to gracz zadał (z powodu udanego rzutu na jeden ze swoich Ruchów) pytanie – jak najszybciej zakończyć konflikt? Odpowiedziałem – jeżeli odkryjesz swoją tożsamość, konflikt się zakończy. Przyznam się, że nie sądziłem, że Crow to zrobi… A jednak! Słowo się rzekło, zszokowana Rex straciła zapał do walki i zaczęła uciekać.

Późniejsza walka z Dynamiteman nie była też tym, co Crow chciałaby zapamiętać. Podczas walki straciła kontrolę nad swoimi supermocami (znowu – wyszło z rzutu na Ruch) i potężnym ciosem zabiła biedną wschodzącą super gwiazdę półświatka. Załamana później tylko się wypłakiwała Haroldowi i Ravenowi. Ten ostatni, musiał dobrze porozmawiać z naszą biedną dziewczyną. Skorzystałem z tego, że miał na nią Wpływ i w wyniku rozmowy pozmieniały się jej współczynniki na karcie. Crow mogła zaakceptować lub oponować, jednak przyjęła bez zająknięcia te zmiany.

d0604f1f04fcc9b9d5e88f0552b763a3_original

“Masks” to bardzo fajny system. W stosunku do “Apocalypse World” jeszcze bardziej uproszczony, pozwala prawie natychmiastowo wskoczyć do gry. A to jeszcze nie koniec przygody, bowiem w przygotowaniu są kolejne materiały (nowe playbooki, nowe settingi). Polecam każdemu miłośnikowi AW, jak i ludziom, którzy szukają lekkiego systemu o superbohaterach.

Saga Rodu Stingów część III

 

tyrellhousegraphic

Kolejna sesja za nami, a oto co się wydarzyło. Ale uwaga, wpis zawiera spojlery do przygody z podręcznika “Czarne chmury nad Królewska Przystanią”, dlatego potencjalnym graczom nie zalecam czytania dalej.

O poranku orszak Ser Alistaira pomału zbierał się do drogi. O ile było im wiadomo, przed zmierzchem powinni dotrzeć do następnej karczmy, Pod Wielkim Jeleniem.

Podróż raczej przebiegała spokojnie, chociaż większość spotkanych na Różanym Trakcie osób patrzyło z nieufnością na naszych bohaterów. Największy problem sprawiło spotkanych trzech młodzieńców z Rodu Claviger, którzy byli królewskimi posłańcami. Zachowywali się oni bezczelnie i bardzo obraźliwie w stosunku do Stingów. Mogło się skończyć nawet źle, bo poirytowany Ser Alistair wyciągnął miecz w pewnym momencie, ale cała sytuacja została uspokojona przez resztę bohaterów. W dalszej drodze kasztelan schował symbole, które mogłyby zdradzić jego przynależność (dziedzic jednak tego nie zrobił). W końcu wieczorem dotarli wszyscy do karczmy.

EsEBAJj

Sytuacja jednak wyglądała tak jak poprzedni. Większość odnosiła się chłodno do naszych bohaterów, a właścicielka nawet powiedziała, że nie mają pokoi. W ruch musiały ruszyć dyplomatyczne sztuczki… i znowu się udało przekonać ludzi, że “my, to nie jesteśmy tymi złymi”.

I wydawało się, ze to będzie kolejna spokojna noc w karczmie, ale Ser John postanowił zagadać do trochę nerwowego typa, który wyglądał na najemnika. Najemnik jednak nie okazał się zbyt rozmowny, chociaż był już trochę pijany. Ba, wprost kazał spierdalać naszemu błędnemu rycerzowi (bełkocząc też pod nosem, że “on tego nie zrobił”). Mówił też coś, że pokonał pięciu bandytów. Całością zainteresował się kasztelan… Który postawił dzban najemnikowi.

Najemnik był coraz bardziej pijany i coraz bardziej rozmowny, a Jason Sting coraz bardziej był jak dobry wujek. No to więc nasza pijaczyna zaczął gadać wujowi o wszystkim.

…O tym jak został najęty wraz z kilkoma innymi najemnikami przez Lisiego Rycerza, który służy Dannettom. O tym jak napadli na chłopów na ziemiach Dannettów. Jak ich pozabijali. I jak tam tarczę zostawili z herbem Stingów. O tym, jakie to musiało być głupie, by wynająć najemników, by napaść na własnych ludzi, ale najemnik jest od machania, nie od myślenia. O tym, że parę dni temu Lisi Rycerz wszystkich pozabijał we śnie. I że tylko on został oszczędzony. Ponoć przez to, że służył Targaryenom podczas Wojny Uzurpatora. I…

I tyle, bo najemnik padł pijany. Postanowiono więc zawlec go do jego pokoju, tam go związać solidnie i przeczekać do rana. W międzyczasie Brant i Kay(a) wyszli zaczerpnąć świeżego powietrza i trochę porozmawiać. Brant obiecał, że będzie też uczyć jeździć konno młodego giermka Ser Johna.

O poranku przesłuchano jeszcze raz najemnika, chociaż dowiedziano się jeszcze tylko, że nazywa się Hamish Flowers. Pozostała tylko decyzja, co zrobić z najemnikiem. Początkowo Jason Sting chciał zawlec go do Królewskiej Przystani jako świadka, ale Maester Donal stwierdził, że słowo które nie pochodzi od arystokraty, jest nic nie warte. Jakoś też nikomu nie chciało się zabijać nieszczęśnika, zwłaszcza, że mogłoby to być “dowodem”, że Ród Stingów to faktycznie krwiożercza rodzina mordująca kogo popadnie. Wypuszczono więc Hamisha, a Jason Sting kazał mu ruszyć do Barci i tam zgłosić się do Buły na służbę.

Na początku droga przez las była spokojna, a Brant skupił się na uczeniu Kaya podstaw jeździectwa. Niestety w pewnym momencie wystrzelona zdradziecko strzała trafiła Ser Alistaira, a z lasu wyskoczyło dwóch najemników, krzycząc “Dannett!”…

I jak szybko wyskoczyli, tak szybko padli. Jednego rozłożył Jason, drugiego Brant i Ser John. Na ich szczęście, ciosy nie okazały się jednak mordercze. Strzała która wbiła się w dziedzica również nie zrobiła na szczęście większej krzywdy. Po strzelcu nie było już żadnego śladu.

Przesłuchani najemnicy powiedzieli, że zostali wynajęci przez samego Lorda Alfrica Dannetta. Mieli ze sobą tez kontrakt na najem. Kasztelan znał jednak Lorda Dannetta z dawnych czasów, i opis pracodawcy najemników się w ogóle nie pokrywał (zwłaszcza, że wspominali coś o tym, ze miał on tarczę z lisem w herbie) z tym, co pamiętał Jason. Sam kontrakt zresztą też wyglądał na sfałszowany. Przeklinali też pracodawcę, bowiem ich zdradził. Miał im bowiem towarzyszyć mały oddział łuczników, a tu najwyraźniej zostali sami na placu boju.

Drużyna puściła najemników i ruszyła (już bez większych kłopotów) do Królewskiej Przystani.

king-landing-telltale-game-thrones

Był już wieczór, kiedy przybyli pod Królewską bramę. Niestety strażnicy zgarnęli ich (puścili tylko kupca) na dosyć dogłębną rewizję. Na szczęście sierżant Simoen był starym znajomym Jasona (który dosyć często tu przyjeżdżał w interesach). Powiedział, że tylko trochę ich przetrzyma i puści po znajomości. Zdradził też, że był tu jakiś człowiek od Dannettów, który mu zapłacił, by uprzykrzyć bohaterom trochę życia. Ale koniec końców, drużyna mogła iść dalej.

Niektórzy powrócili tu po 10 latach, inni byli tu pierwszy raz w życiu. Tylko kasztelan Jason czuł się jak u siebie w domu. Zebrał wszystkich i ruszył na drugi kraniec miasta, na Ulicę Jedwabną, do karczmy “Pod mosiężnym knurem“.

 

Karczma okazała się dużym przestrzennym budynkiem, który był wypełniony ludźmi, którzy przybyli na Królewski Turniej. Właścicielem okazał się Duncan Porter, bardzo stary znajomy Jasona Stinga.

barman

Duncan Porter – “Kochajmy się jak bracia, rachujmy się jak Żelazny Bank.”

W karczmie wydarzyło się kilka rzeczy.

Najpierw Jason poróżnił się z Ser Alistairem, co spowodowało, że dziedzic postanowił udać się na spoczynek i zostawić resztę na dole karczmy.

Duncan dopytywał się Jasona, czy ten ma zamiar odwiedzić pobliski burdel “Czerwona Lilia“. Co najwyraźniej zainteresowało też Ser Johna i Branta, oraz speszyło trochę Kaya. Jako że tylko Stingowie nie znają sekretu naszego giermka, Jason zaczął opowiadać o tym, że młody jest w odpowiednim wieku, by się dowiedział w końcu co i jak.

Do bohaterów dosiadł się później młody szlachcic, niejaki Rick Lugus, miłośnik alkoholu i kobiet. Był bardzo rozmowny… Dopóki nie przedawkował alkoholu.

rick

Rick Ludus – “A zawołanie me rodowe, to: Piwo, Wino, Wóda!”

Kiedy grupa wznosiła toast za ród Stingów, doszło do niezbyt miłego zaznajomienia się z Ser Casterem Castleyork (herbu 8 zajęcy na zielonym tle), który bardzo donośnie powiedział, co myśli o Stingach. A myślał tak, że ocenzurujemy dalsze jego wypowiedzi. Skończyło się jednak tylko na opryskliwej wymianie zdań.

Caster2

Ser Caster Casteryork – “Chuj ci w dupę.”

Po tym dosiadła się do naszych bohaterów jeszcze jedna osoba, która przedstawiła się jako Orten Castleyork. Bardzo różnił się od brata Ser Castera, bo jak sam powiedział, kiedy tworzyli ich bogowie, to on sobie wybrał sobie rozum, a Caster resztę. Powiedział też, by nie przejmować się bratem, bo “on tylko tak dużo gada, a wojownik z niego co najwyżej średni”.

orten2

Orten Castleyork – “Służę mojemu rodowi umysłem.”

Duncan wskazał siedzącego obok i palącego fajkę Ser Jorisie Landseer, który twierdził, że Dannettowie cały czas kłamią o Stingach. Powiedział też, że rycerz poluje na Lisiego Rycerza, który nie złożył hołdu Królowi Robertowi Baratheonowi, a który to od jakiegoś czasu terroryzuje okoliczne ziemie, gnębiąc “popleczników uzurpatora”. Jason dosiadł się do Ser Jorrisa, by dowiedzieć się parę rzeczy. Stary rycerz poznał kiedyś Lorda Waltera Stinga, i ma o nim dobre zdanie. Powiedział też, że poluje na Lorda Claytona Archaya, zwanego Lisim Rycerzem. Już miał kilka razy dopaść łotra, ale ten zawsze jakimś cudem umykał. Na wspomnienie o ostatnim z Archayów, Orten przyznał się, że zna tego człowieka. Jakiś czas temu Lord Archay złożył bowiem hołd Lordowi Castleyork, ale ostatnio poszedł w samowolkę. Ser Joris wspomniał też, że o świcie rusza znowu “zapolować na lisa”, i jeżeli ktoś tego pragnie, może się do niego przyłączyć. Drużyna poruszyła też temat innych rozbójników i “zbójcerzy” w okolicznym lesie. Usłyszeli więc przy okazji legendy o Upiornym Rycerzu, który ma całą twarz obandażowaną, a na zbroi ma wygrawerowaną kość do gry.

landseer

Ser Joris Landseer – “Już prawie go dopadłem, lisiego syna…”

Brant natomiast podsłuchał rozmowę jakiegoś przybysza z Dorne. Rozmawiał on z kimś o ludziach, którzy potrafią wchodzić w ciało zwierzęcia i przejmować nad nim kontrole, czyli o Wargach. Brant zapamiętał jego twarz.

warg

Ten od warg… Znaczy wargów.

W końcu Kaya poszła na spoczynek, Jason, Ser John i Brant udali się do burdelu, a Maester Donal poszedł się przejść…

brothelmadame1200_tizianobaracchi_by_thaldir-d9549y9

Czerwona Lilia” okazała się jednym z tych lepszych burdeli w mieście, ustępował chyba tylko domom uciech podległych pod Littlefingera. Jakie było jednak zdziwienie, kiedy pojawiła się właścicielka (z ewidentną domieszką dornijskiej krwi) tego domu, i w akompaniamencie kolejnych plaskaczy wymierzonych w twarz kasztelana, zaczęła go wyzywać. Kiedy kobieta już się uspokoiła, została przedstawiona jako Jasmin Tiren. Dodatkowo okazało się, że jest to córka Jasona Stinga!

corka2

Jasmin Tiren – “Macie być dobrzy dla moich dziewcząt.”

Chwile później doszło do kolejnego incydentu. Kiedy przedstawił się Ser John Egerton, wyskoczył nagle jakiś młody chłopak szybko wciągający spodnie. Był bardzo zdenerwowany, i najwyraźniej bardzo, ale to bardzo nienawidził Ser Johna. Oskarżył rycerza o zamordowanie ojca… i swojego brata. Ser John Egerton odparł tylko smutnym głosem, że to była uczciwa walka na placu boju. Bratanek naszego rycerza, Kevan Egerton zaczął się coraz bardziej unosić, ale ostudził go cios Jasmin. Ten, szybko opuścił lokal, odgrażając się wujowi.

Kevan3

Kevan Egerton – “Witaj, nazywam się Kevan Egerton! Zabiłeś mojego ojca! Szykuj się na śmierć!”

Rycerzowi i bękartowi zaproponowano dwie nowe dziewczyny. Bursztyn była trochę starsza, o mniejszych piersiach i przeciętnej urodzie, ale ponoć była bardzo dzika i nieujarzmiona w łożu. Lidda była nieśmiałą młodą 18-letnią dziewczyną, która mogła poszczycić się ładnymi dużymi piersiami. Brant zabrał się za dziką, rycerz wybrał nieśmiałą. Ich wyczyny łóżkowe były jakże inne. Pierwszy miał noc pełną dzikich żądz i zwierzęcego instynktu, po której to pozostały mu pamiątki w postaci szram na plecach i ugryzieniach na szyi. Drugi był spokojny, romantyczny, bardziej mu chyba zależało na bliskości… I zadowoleniu dziewczyny. W ogóle jakoś rycerz wyglądał na smutnego. Psiarczyk całkiem przeciwnie.

Lidda

Lidda – “Przepraszam panie, jestem mało doświadczona.”

Tymczasem Maester Donal postanowił odwiedzić Jonasa “Cwaniaka” Tumbleweeda, kupca w Królewskiej Przystani i ojca jego żony. Niestety, stróż przekazał złe wiadomości. Ponoć kupiec i jego rodzina spłonęła na statku który posiadali. Było to jakoś rok temu, a jego majątek został przejęty przez Greenwitchów. Najwyraźniej nie tego spodziewał się biedny Maester…

c213c07ff714c8e83b7dfde389f61e6e

Jason Sting z ciekawości zapytał się o te nowe dziewczyny. Bursztyn przybyła tutaj sama z siebie jakieś pół roku temu i teoretycznie można byłoby na tym zakończyć jej historię. Natomiast Lidda została ponoć uprowadzona przez niezbyt miłych ludzi, którzy ją najpierw wykorzystali, a później postanowili odsprzedać ją w burdelu. Dziewczyna najwyraźniej miała szczęście, że przynajmniej trafiła do Czerwonej Lilii, a nie do jakiegoś podrzędnego burdelu. Zaciekawiony kasztelan postanowił też porozmawiać z dziewczyną na jej temat, i poznać powód dla którego została uprowadzona. Ta jednak trzymała się tego, że po prostu była zbyt ładna, i to ją zgubiło. Jason jej uwierzył.

Wszyscy mogli udać się na spoczynek…

Kasztelan obudził się pierwszy i postanowił postawić wszystkich na nogi i zobaczyć, czy ktoś chce wyruszyć polować na lisa. Jakie było zdziwienie, gdy pod drzwiami do pokoju Ser Alistaira znaleziono mały pakunek. Ser John ostrożnie sprawdził zawartość i okazało się, że to bardzo pięknej roboty sztylet z rękojeści wykonanej ze smoczej kości. Była też karteczka z ładnym pismem, na której było napisane “Niech ci dobrze służy”.

2004x5.151_2

Chwilę później pojawił się Ser Joris Landseer i spytał się, kto idzie na łowy. Z zaproszenia skorzystał kasztelan, Maester i psiarczyk, natomiast dziedzic, błędny rycerz i giermek postanowili zobaczyć miejsce, gdzie ma się odbyć turniej…

CDN.

Saga Rodu Stingów część II

game-of-thrones--i737469

Uwaga, spojlery do przygód “Podróż do Królewskiej Przystani” i “Czarnych Chmur nad Królewską Przystanią“.

Kiedy Maester Donal poszedł do kruków, by jednego z nich wysłać z odpowiedzią do Królewskiej Przystani, zauważył, że nie ma jednego z czarnych posłańców. Padło podejrzenie, że być może ktoś wysłał kruka do Beesburych lub Danettów, ale nie było wiadomo było z jakimi informacjami. Maester Donal przypuszczał, że być może dotyczyło to informacji, kto i ilu ludzi wyrusza do Królewskiej Przystani. Postanowiono więc rozpuścić plotki, że jednak Stingowie nie wyruszą na królewski turniej, w nadziei, że szpieg postanowi wysłać kruka jeszcze raz z nowymi wiadomościami. Zastawiono pułapkę, ale najwyraźniej szpieg (jeżeli istnieje) okazał się sprytniejszy, albo wiadomość dotyczyła czegoś całkiem innego.

W końcu po przygotowaniach, można było wyruszyć na turniej. Ser Alistair Sting i Jason Sting jako przedstawiciele rodu, oraz Maester Donal, Ser John Egerton i Brant Flowers (z Kłem) jako świta.

Podróż do Różanego Traktu, jak i do samego Wysogrodu przebiegała spokojnie. Kłopoty zaczęły się później.

7dc2faf7dccbb21ee940640980518460

Stado wron i innych padlinożernych ptaków zostało spłoszone. Bohaterowie odkryli w rowie trzy ograbione ciała. Nie znaleźli żadnych innych śladów, ale okazało się, że jedna z ofiar jeszcze jakimś cudem żyje. był to Jodrell, giermek Ser Tymona. Powiedział ostatkiem sił, że zostali napadnięci przed dobrze wyszkolonych bandytów, którym bliżej w działaniu było do wojskowych, niż do zwykłych bandytów. Dla chłopaka nie było jednak już ratunku, Jason Sting szybko skrócił jego cierpienia. W końcu, gdy zaczęło już zbierać się na solidny deszcz, grupa dotarła do zajazdu “Trzy Kwiaty“.

916ffca9cd26a7a9d4a64ae33c80606d

Stingowie nie zostali jednak miło przywitani. Wcześniej bowiem gościł tutaj młody Ser Adham Dannett, który naopowiadał o tym, jak ludzie Stingów pozabijali wieśniaków na ziemiach Dannettów. Dodatkowo świeżo upieczony rycerz wiezie ze sobą tarczę z herbem Stingów do Królewskiej Przystani, jako dowód zbrodni. Udało się jednak jakoś przekonać karczmarkę, że Ser Adham kłamie.

Było kilku gości, ale najbardziej wyróżniał się pokasłujący najemnik Corvin i jego bardzo młody pomocnik Kay, którym to przy każdej okazji pomiatał. Maester Donal chciał mu służyć pomocą, by pomóc coś na przeziębienie, ale najemnik nie przyjął pomocy. Również Ser John trochę poróżnił się z Corvinem (poszło o traktowanie chłopaka), ale obyło się bez większych scysji i rękoczynów.

O poranku (po tym jak został wysłany kruk do Ula, mówiący o oskarżeniach Dannettów) grupa wyruszyła dalej, nie zauważyła jednak nigdzie Corvina i jego chłopaka. Ale to wcale nie znaczyło, że ich jeszcze nie spotkają. Bo spotkali ich szybciej, niż sądzili.

To była zasadzka, Corvin w towarzystwie jakiegoś rycerza i z trzema łucznikami ukrytymi w krzakach, zaatakował Stingów na trakcie. Walka jednak była dosyć szybka. Szarżujący rycerz szybko został załatwiony przez Ser Johna. Górna połowa nieszczęśnika pacnęła na ziemię, zaś dolna część ciała pogalopowała na koniu dalej. Corvin okazał się lepszym przeciwnikiem, nawet ranił Maestra, ale Ser Alistair w końcu go (żywego) powalił. Dwóch łuczników zostało zabitych przez Jasona i Donala. Trzecim łucznikiem okazał się młody chłopak, który zaczął uciekać. Za wolno jednak biegł i Ser John… Nie, nie zrobił mu Szarżującego Dzieciobójczego Cięcia Ogara, tylko wciągnął go i przewiesił przez swojego konia. I gdy tak klepał go po tyłku, stwierdził, że chłopak jest… dziewczyną w przebraniu.

Kaya

Kay… Znaczy Kaya

Brant poszedł szukać konia który uciekł, natomiast reszta mogła przepytać jeńców. Ich zeznania pokrywały się ze sobą. Wyglądało na to, ze nie była to pułapka na Stingów. Po prostu upadły rycerz Ander napadał na rycerzy (w tym na martwą grupę, na którą natrafiono wcześniej) by zabrać ich ekwipunek. Robił to, bowiem chciał wystąpić na królewski turnieju i odzyskać część chwały. Jeńcy zaprowadzili też grupę do ich obozu. Tam postanowiono powiesić Corvina, ale ubłagał on o szybką śmierć z miecza. Chłopak Kay został przygarnięty natomiast przez Ser Johna.

Drużyna mogła znowu ruszyć dalej, tym razem wioząc ze sobą też tarcze z herbami poległych rycerzy (złota kura na zielonym tle, i rycerska rękawica na błękitnym tle), w nadziei, że odnajdą jakiś ich krewnych i przekażą złe wiadomości. Dotarli do kolejnego zajazdu.

inn_by_ideljenny-d5pjzzl

Sytuacja tutaj się powtórzyła, ludzie niezbyt chętnie odnosili się do Stingów (przez młodego Danetta oczywiście). trzeba było trochę dyplomacji, by załagodzić całą sytuację. Później wszyscy się zdziwili, gdy Ser John stwierdził, że Kay zostanie jego giermkiem (nie zdradził się, że zna jej tajemnicę, postanowił kontynuować tą zabawę). I jak to na giermka przystało, pomoże mu przy kąpieli. Brant trochę się zapomniał i zażartował z Ser Johna, za co został przez tego drugiego zbesztany, a Jason kazał Flowersowi iść do stajni. Później kasztelan rozmówił się z bękartem na osobności.

Tymczasem Maester Donal przysłuchiwał się plotkom. Zaciekawiło go to, że ktoś morduje członków rodu Greenwitchów. Ten pomniejszy ród urósł w siłę po zakończeniu wojny, gdy przejął majątki rodów, które nie złożyły hołdu Królowi Robertowi, w tym oczywiście majątek Crooków. Co ciekawe, na ciałach zabitych ktoś pozostawiał kość do gry.

Ser John w końcu powiedział, że zna tajemnicę Kaya… Czy tez Kayi. Przyrzekł, że przy nim będzie bezpieczna, pod warunkiem, że go nigdy nie zdradzi. pozwolił się też dziewczynie umyć w spokoju, jak na rycerza przystało. Rano, po pucowaniu, Brant Flowers przejrzał też młodego “chłopaka”, chociaż nic więcej nie powiedział.

ce86ac15466c16875efbbf7df87bbe8b

Niebezpiecznie musi być najwyraźniej w okolicy, bo znowu zauważono stado padlinożernych ptaków. Gdy tam podjechano, zauważono pięć ciał rozszarpanych przez wilki. Stado drapieżników szybko rzuciło się na Stingów, ale po szybkiej eliminacji dwóch zwierzaków, reszta stada uciekła.

Ciała wyglądały tak, jakby ktoś pozabijał ich we śnie. Twarze zostały pożarte i trudno było zidentyfikować zwłoki, ale jeden z nieszczęśników miał przy sobie charakterystyczny miecz. Rękojeść przyozdobiona była jeleniem, herbem Baratheonów, ale jeszcze bez korony. Nic więcej nie dało się odkryć, drużyna zabrała miecz i po oskórowaniu wilków przez Branta ruszyła dalej.

thumb-1920-511306

Karczma u Daga” przywitała tak samo niechętnie Stingów, jak poprzednie. Znowu trzeba było przekonywać o tym, jak to młody Dannett kłamie, jest tchórzem, i że to nie my ich, ale oni nas napadli. Troszkę tak od “niechcenia” grupa wypytywała też tutejszych, czy widzieli jakąś grupę ludzi zbrojnych tutaj ostatnio.

Karczmarz coś wspominał, że było tutaj sześciu najemników (ciał przy wilkach było pięć), których wynajął jakiś rycerz z lisem w herbie. Ale nic więcej nie pamiętał. Natomiast najemnik Garth Beczka, stały bywalec tej karczmy, był bardziej rozmowny.

garth

Garth Beczka nie porozmawiał sobie z Maestrem Donalem w cztery oczy…

Wspominał on Lisiego Rycerza, oraz że ten zbierał grupę najemników do “bardzo łatwej roboty”. było to jakieś 10 dni temu. Garth chciał też się wynająć, ale rycerz spławił go słowami, że nie poszukuje on “miejscowych”. Opisał też rycerza jako ponuraka (Garth natomiast sprawiał wrażenie wesołego i rubasznego człowieka).

W międzyczasie Maester Donal też przejrzał przebranie “Kaya“, natomiast Brant zaproponował “chłopakowi” lekcje strzelania z łuku.

Grupa w końcu udała się na spoczynek…

Saga Rodu Stingów część I

603246-a-song-of-ice-and-fire-emblems-game-of-thrones-garyck-arntzen-house-house-baratheon-house-greyjoy-house-lanniste

Nasza historia zaczyna się w roku 294 Podboju Aegona. Wtedy to w Cytadeli zakończył swoje nauki Maester Donal. Został on przydzielony do Twierdzy Ul znajdującej się we władaniu rodu Stingów. Wystarczyło tylko ruszyć w podróż.

Niestety, plotki mówiły, że były to bardzo niebezpieczne okolice. Całe szczęście w tamtym kierunku podążał również Ser John Egerton, który wyglądał na zaprawionego w boju rycerza. Nasza dwójka bohaterów udała się więc razem do siedziby Lorda Waltera Stinga.

Podróż raczej przebiegała spokojnie. Dopiero będąc na ziemiach Lorda Waltera jakaś niezbyt przyjazna grupa chciała zaczepić maestra i rycerza. Ser John szybkim ciosem swojego miecza rozciął jednego z napastników na dwie połówki, co przeraziło resztę, która nagle stwierdziła, że lepiej szybko się ewakuować.

Niedaleko Ula nasi podróżni spotkali i zapoznali psiarza Branta Flowersa, który powiódł ich do nowego domu. Okazało się bowiem, że Ser John postanowił złożyć hołd Lordowi Stingowi, z którym znał się jeszcze z czasów Rebelii Roberta Baratheona.

Czas później mijał spokojnie. Kolejne dni mijały na wykonywaniu swoich obowiązków lub na zapoznawaniu się z mieszkańcami Ula. Jednym z ważniejszych wydarzeń był chyba pojedynek pomiędzy Ser Johnem Egertonaem, a Kasztelanem Jasonem Stingiem. Pojedynek był przez jakiś czas dosyć wyrównany, gdyż kasztelan pomimo swojego wieku i tuszy, bardzo zwinnie i szybko się poruszał. Kto wie, czy by nawet nie wygrał tej walki, gdyby władał mieczem bravooskim, a nie mieczem treningowym. Z drugiej strony, kto wie, czy i walka nie zakończyła się szybciej i brutalniej, gdyby rycerz walczył mieczem dwuręcznym, a nie patykiem…

anna

Anna, córka koniuszego Karla, “przyrodnia siostra” Branta, jedna z mieszkanek Ula

Niestety, pewnego dnia doszło do zdradzieckiego ataku. Tuż przed świtem ktoś zaatakował Zieleniec i podpalił małą wioskę. W Ulu szybko postawiono ludzi do działania. Lord Walter Sting zebrał kawalerię i popędził do Zieleńca, natomiast Ser John i kasztelan Jason wraz z pomocą Branta ruszyli do oddziału złożonego z więźniów. Trzeba było doprowadzić ich do stanu używalności. Ser Alistair i Roderyk przejęli dowodzenie nad garnizonem twierdzy.

Niestety, oddział początkowo niezbyt chciał współpracować, co skończyło się śmiercią trzech łotrów, którzy mieli pecha zmierzyć się rycerzem, kasztelanem i psem Branta, Kłem. Dalej było już łatwiej i można było ruszyć za Lordem Walterem.

bula

Buła, jeden z przestępców na służbie Lorda Stinga

Zieleniec został prawie cały zniszczony, z życiem uszła tylko połowa mieszkańców. Smutny Ser John odnalazł jeszcze w jednej z chat żywe niemowlę (rodzice już nie żyli). Odtransportowano żywych do twierdzy, gdzie Maester Donal szybko zajął się opatrywaniem ich ran. Tymczasem Lord Sting wydał dalsze rozkazy. Już był dzień, więc zabrał konnicę na patrol, objeżdżając pozostałe podległe wioski. Oddział łotrów z Jasonem Stingiem, Ser Johnem Egertonem i Brantem Flowersem ruszył natomiast tropem bandytów.

Poszukiwania na początku nie szły dobrze, ale w końcu Brant i jego psy podjęły odpowiedni trop. Niestety, wszystko wskazywało na to, że łotry przeszły przez granicę i znajdują się na ziemiach Lorda Alfrica Danneta, chorążego w służbie Beesburych.

Kasztelan Jason wydał jednak rozkaz “Przechodzimy!”, i tak po pewnym czasie natrafiono na łupieżców, którzy zaatakowali zdradziecko Zieleniec. Wywiązała się regularna walka. W boju dowodzenie przejął Ser John, który zmusił tą nędzną zbieraninę, by słuchała jego rozkazów. A tymczasem przeciwnik… No cóż, regularna walka, to nie napad na bezbronną wioskę. Przeciwnicy zostali wyrżnięci w pień. Pozostało tylko pole pełne trupów. Niewątpliwie walka wywarła największy wpływ na Branta Flowersa, który pierwszy raz w życiu zabił człowieka.

Wszystko pomału zaczęło wracać do normy. Zieleniec odbudowano, z bandy oprychów zrobiono bardziej zdyscyplinowany oddział. Wzmożono tylko patrole. Doszły plotki, że daleki kuzyn Dannettów został zabity…

Pewnego dnia przyleciał kruk z pieczęcią Królewskiego Namiestnika Jona Arryna. Było to zaproszenie na wielki turniej, jaki miał organizować Król Robert w Królewskiej PrzystaniLord Walter zadecydował, że na turniej pojedzie jego najstarszy syn, Ser Alistair Sting. Będzie mu towarzyszyć Ser John, Jason Sting, Maester Donal (bo będzie tez konklawe maestrów), oraz Brant Flowers.

Tego samego dnia co przyleciał kruk, pojawili się też goście. Przybył z obstawą Ser Adham Dannet, 16-letni syn Lorda Alfrica Dannetta.

rycerzyk

Ser Adham Dannet

Gość twierdził, że byli świadkowie, którzy mówili, że daleki jego kuzyn został zamordowany na ziemiach Dannetów przez bardzo wielkiego mężczyznę. A jedynym bardzo wielkim mężczyzną w okolicy jest Ser John.

Lord Sting stwierdził, że Ser John cały czas przebywał w twierdzy, od kiedy tutaj przybył. Rycerz tylko przytaknął. Młody Ser Adham nie dawał jednak za wygrana, i nawet coś wspominał o “Próbie Stali”, ale gdy Ser John jedną ręką podniósł miecz dwuręczny i rozciął spory pieniek na dwie połówki, młodszy z rycerzy opamiętał się.

Nieoczekiwani goście odjechali, a w Ulu zaczęto pomału przygotowywać się do wyjazdu do Królewskiej Przystani.

KONIEC

Pierwsza sesja za nami. Albo raczej wstęp i sesja, bo graliśmy dwa razy. Powyżej ważniejsze wydarzenia z tego, co się wydarzyło.

Większość sesji to były różne rozmowy pomiędzy graczami, albo z bohaterami niezależnymi.

Oprócz tego rozegrano jeden pojedynek i jedną małą bitwę. W świecie gry minęły dwa miesiące. Zasoby się powiększyły, Najważniejsze chyba jest to, że kara za niskie Prawo spadła z -10 do -5 do rzutów na Losy Rodu.

Oddział przestępców awansował na Doświadczonych Przestępców. Nawet słuchają teraz rozkazów i nawet maszerują tam gdzie trzeba.

Saga Rodu Stingów (Gra o Tron) – Dramatis Personae

e005d0_5452366

Tutaj będę w miarę regularnie wrzucał bohaterów jacy przewijają się przez naszą kampanię “Pieśń Lodu i Ognia RPG”. oraz uzupełniał ich opis o ważniejsze wydarzenia.

Coat_of_Arms_of_Vidzy

RODZINA STINGÓW

Ród Stingów powstał podczas Podboju Aegona. Wtedy doszło do rozłamu w rodzie Beesburych, i tak praprzodek dzisiejszych Stingów obrał nowe nazwisko. Rywalizacja i zła krew pomiędzy tymi dwoma rodami trwa do dnia dzisiejszego.

Ich ziemie nie są zbyt duże. Ród rezyduje w twierdzy Ul otoczonej dużymi łąkami, w której przebywa dobrze wyszkolony garnizon oraz 20 zaprawionych w boju kawalerzystów. W twierdzy znajduje się też Sept, a niedaleko znajdują się trzy małe wsie, Pszczółka, Zieleniec i Miodek.

Trochę dalej znajduje się duża wieś Barć (około 250-300 mieszkańców), która słynie z produkcji wyśmienitego miodu. Nie jest tajemnicą, że o tytuł najlepszego miodu w Siedmiu Królestwach rywalizują ze sobą Stingowie i Beesbury’owie.

Od jakiegoś czasu w okolicy zaczęły się nasilać napady bandytów. Problem jest o tyle duży, że Stingowie postanowili ogień zwalczać ogniem, i stworzyli oddział złożony z pojmanych łotrów, zbójów, okolicznych wioskowych brutalów i zabijaków, oraz przestępców których zwabiła wizja darowania im win. Nie wszyscy są z tego zadowoleni. Plotki mówią, że za atakami bandytów stoi Ród Beesbury.

Ród Stingów w herbie ma złotą pszczołę na czerwonym tle, a ich zawołanie rodowe to “Żądlimy do końca!”.

LORD WALTER STING

lord

Lord Walter Sting to 40-letni mężczyzna oraz głowa rodziny Stingów. Został Lordem, gdy 10 lat temu podczas Rebelii Roberta zginał jego ojciec. Jak inne rody z Reach, tak i ród Stingów walczył wtedy po stronie szalonego króla.

Lord Walter Sting to człowiek pełen pasji. Kocha walkę i kobiety, i jak się mówi, któraś z tych jego pasji zapędzi go kiedyś do grobu. Złośliwcy za jego plecami mówią, że ma więcej bękartów, niż król Robert Baratheon.

Lord wypełnia jednak swoje obowiązki. Tak jak chciał jego ojciec, pojął za żonę niezbyt urodziwą Melissę Florent. Ze związku narodził się syn Alistair Sting, który zdecydowanie więcej cech odziedziczył po ojcu, niż po matce. Niestety pewnego dnia wydarzył się wypadek i Lady Melissa wypadła z okna twierdzy. Ród Beesbury ma jednak całkiem inną teorię na temat tego, czy faktycznie to był wypadek.

Walter Sting jednak nie próżnował i dosyć szybko znalazł sobie drugą żonę, Myrcellę Tarly. Ma z nią dwoje dzieci, Randylla i Alyssę.

LADY MYRCELLA STING

lady

Myrcella Tarly kiedy miała 14 lat wyszła za mąż za Waltera Stinga, i została jego drugą żoną. Od tamtej pory minęło 16 lat, a ona obdarzyła Waltera dwójką zdrowych dzieci.

To miła i pełna ciepła kobieta, jednak trudno jej znosić ciągłe wyskoki męża. Dlatego też, pomimo dobrego charakteru, bardzo chłodno odnosi się do wszelkich Flowersów w okolicy. Chciałaby też, by to jej syn był dziedzicem Stingów, a nie jej pasierb.

SIR ALISTAIR STING

alistair

Sir Alistair Sting to wykapany ojciec, który wiele cech odziedziczył po Walterze (za wyjątkiem chyba nadmiernej miłości do wszelkich kobiet). Wiele się po nim oczekuje, jako po przyszłym dziedzicu.

Był giermkiem Sir Frederica Appletona, trzy lata temu został jednak pasowany na rycerza. Wówczas to zmienił też swój herb na złotą pszczołę na zielonym tle, który to miał symbolizować jego oddanie nie tylko dla rodziny, ale też dla Reach.

Obecnie ma 20 lat i ojciec szuka dla niego dobrej partii. Jednak sir Alistairowi najwyraźniej nie spieszno mu do ożenku.

RANDYLL STING

randyll

Bycie drugim synem, zwłaszcza pochodzącym od innej matki niż pierworodny dziedzic, jest pewnym brzemieniem dla 15-letniego Randylla. Dlatego często postępuje pochopnie i ryzykownie, by pokazać innym, że należy się z nim liczyć.

Imię dostał na cześć Randylla Turly, i jeżeli wierzyć, że wraz z imieniem kształtuje się charakter, być może wyrasta kolejny doskonały wojownik.

ALYSSA STING

młoda

Alyssa Sting to najmłodsze dziecko Lorda Waltera i jego jedyna córka. Ta 12-letnia dziewczynka jest pełna życia i życzliwości, i wszyscy w Ulu ją kochają. Mały promyk który przynosi wiele radości.

SEPTON FILIP STING

Filip

Filip Sting jako starszy brat Waltera powinien zostać głową rodu. Ale Walter i Filip są tak różni, jak Robert i Stannis. Filip wybrał służbę dla Siedmiu i zrzekł się swoich praw do Ula. Dalej jednak wspiera brata swoimi radami.

JASON STING (POSTAĆ GRACZA)

Jason

Jason to ponad 60-letni mężczyzna, miłośnik trunków, kasztelan Ula i wuj Waltera Stinga. Trochę gburowaty, trochę sarkastyczny, ale rodzinę wspiera całym sercem.

Nie należy jednak dać się zwieść, to szczwany lis o bystrym umyśle. Również jest bardzo dobrym i zwinnym wojownikiem, co moze zaskoczyć jego przeciwników. Niestety, nigdy się nie ożenił, i ponoć nie posiada żadnych potomków.

MAESTER DONAL (POSTAĆ GRACZA)

Donal

Maester Donal był kiedyś rycerzem i nosił nazwisko Crook (herbu kość do gry na czarno-białej szachownicy). Walczył po stronie szalonego króla i pod koniec wojny został ciężko ranny. Do dzisiaj kuleje, a jego oszpecona twarz nie posiada jednego oka.

Rodzina Crooków mieszkająca w Królewskiej Przystani nie złożyła nigdy hołdu Robertowi. Większość z nich uciekła, inni zostali skazani na śmierć. Kiedy sir Donal powrócił na rodzinne włości, okazało się, że najlepiej będzie, jeżeli sam też zniknie. Udał się do Cytadeli w poszukiwaniu rożnych odpowiedzi… Ale wyszedł po 10 latach z własnym łańcuchem i został przydzielony do Ula, gdzie ma teraz służyć Stingom.

BRANT FLOWERS (POSTAĆ GRACZA)

brant

Brant Flowers to tak naprawdę najstarszy syn Waltera… i jego bękart. Kiedy zakończyła się wojna, Lord Walter Sting przygarnął młodego chłopaka i dał mu posadę psiarczyka.

Brant jednak skrywa pewien sekret. Jest Wargiem, czyli człowiekiem potrafiącym wchodzić w ciało zwierzęcia i przejmować nad nim kontrolę. Tym zwierzakiem jest Kieł, jego bardzo wierny ogar.

SIR JOHN EGERTON (POSTAĆ GRACZA)

john

Sir John Egerton walczył po stronie szalonego króla. I pozostał mu wierny nawet wtedy, kiedy ród Egertona przeszła na stronę Roberta. Spowodowało to, ze ten rycerz nie był już mile widziany w rodzinnych stronach. musiał po wojnie ruszyć na szlak. Zmienił wtedy też swój rodzinny herb, zielono-białą szachownice, na zielono-czarną szachownicę.

10 lat po wojnie odwiedził Lorda Waltera Stinga, swojego dawnego druha z pola walki, i złożył mu hołd.

John to wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna, który bez problemu walczy dwuręcznym mieczem, i to trzymając go w jednej ręce.

KONIUSZY KARL

karl

Rubaszny, przyjazny mężczyzna z lekkim piwnym brzuszkiem, 40 lat. Dawniej zajmował się też psiarnią i innymi zwierzętami. Potem dostał na ucznia Branta. Odkąd odpowiedzialność za psy i kruki spadła na barki Flowersa, zajmuje się już tylko końmi. Poniekąd można go też uznać za weterynarza. Pogodny gość o pokojowym usposobieniu, ale potrafi być surowy gdy się zdenerwuje. Ma żonę i dziesięcioletnią córkę (obie pracują w kuchni). Brant przezywa koniuszego wujaszkiem i pozostaje w dobrych stosunkach z nim i jego rodziną. Córka koniuszego traktuje go jak starszego brata i często namawia go na jakieś zabawy, albo biega po twierdzy wraz z Kłem (podobnie jak Alyssa, choć lady rzadziej ma ku temu okazję).

MYŚLIWY FRANZ

franz

Chorobliwie ambitny i zakompleksiony mężczyzna w wieku Branta. Jest zbrojnym z garnizonu lorda Waltera, ale z uwagi na jego zdolności dostał także rolę myśliwego. Potrafi zakładać wnyki, tropić i oprawiać zwierzynę. Służba plotkuje, że to kłusownik, który uciekł tu przed prawem albo bękart jakiegoś lorda z dalekich stron. Jeszcze inni że to syn któregoś z tych bandziorów, co regularnie napadają na Barć i okolice. Nikt nie wie jak jest naprawdę, Franz z nikim nie rozmawia o swojej przeszłości. Po prostu zaciągnął się do garnizonu parę lat temu, przybył tu z północy. Liczy, że namówi kiedyś sir Alistaira by wziął go na giermka i że szybko zasłuży na własny rycerski pas. Podlizuje się rodzinie lorda, szczególnie Stingowi i jego dziedzicowi. Kiedy tego chce, potrafi być wyjątkowo szarmancki i czarujący. Za to nisko urodzonym uparcie zatruwa życie lecząc swoje kompleksy. Gardzi Brantem (i innymi Flowersami w okolicy) – poniża go przy każdej okazji. Nieraz doszło między nimi do bijatyki. Brant go nie cierpi, zaś Franz znalazł sobie hobby w uprzykrzaniu życia Flowersowi. Mało kto ze służby lubi Franza, ale jest on faworytem lorda i przyjacielem dziedzica, więc nikt się nie skarży. Poza tym obowiązki wykonuje dobrze.

MISTRZ MIECZA RODERYK

Roderyk

Niewiele wiadomo o Roderyku, oprócz tego, że to doskonały wojownik oddany Lordowi Stingowi. Mimo młodego wieku, został nie tylko mistrzem miecza w Ulu, ale też dowódcą garnizonu.

Zawsze cichy, spokojny i skromny. Do wszystkich zwraca się z należytym szacunkiem. Wiele panien wodzi za nim swoim wzrokiem, ale on najwyraźniej nie zwraca na to uwagi.

SŁUŻĄCA REBEKA

rebeka

Dwa miesiące temu rodzina Rebeki przybyła do Pszczółki. Niestety, nie minął miesiąc, i zostali oni zabici podczas napadu. Zdruzgotana osierocona dziewczyna zwróciła się o pomoc do Lorda Stinga, a jego urzekła jej uroda. Rebeka dostała posadę służącej i pomocnicy kucharki, ale służba szepcze, że tak naprawdę chodzi o to, że “Żądło zapyli kolejny kwiatuszek”.

Jak stworzyliśmy ród w Grze o Tron

1

Czy też raczej w “Pieśni Lodu i Ognia RPG”. Ale i tak każdy mówi “Gra o Tron”.

Zebraliśmy się dzisiaj, stworzyliśmy nasz ród, jego historię, oraz czworo bohaterów z nim powiązanych. Zeszło nam na to jakieś pięć godzin, jeżeli kogoś by interesował czas poświęcony na tą przyjemność. Sesyjnie zdążyliśmy odegrać tylko wprowadzenie.

Na początek należy wybrać krainę z której pochodziliby nasi milusińscy. Gracze zastanawiali się pomiędzy Żelaznymi Wyspami albo Dorne. Nie byli zdecydowani, również nie bardzo się upierali przy swoim, postanowiono zdać się na los. Wypadło Dorzecze, ale padło stwierdzenie, że to już lepiej być z Reach. I tak już zostało.

Losowanie rodu było raczej zabawne. Gracze na zmianę rzucali kościami i decydowali o poszczególnych elementach. Koniec końców, jeżeli kogoś interesuje ostateczny wynik, oto on:

Bogactwo: 39
Ludność: 24
Prawo: 10
Siła Zbrojna: 20
Warowność: 28
Wpływy: 35
Ziemie: 21

No i wyszedł ród bogaty, ale o małej ilości ziemi i sporych problemach z bandytami. Jak gracze wydali swoje zasoby?

Ziemie: Równiny z wsią (15), równiny z łąką (6)

Warowność: Twierdza na równinie z łąką (20)

Bogactwo: Maester (10) i Sept (15) w twierdzy, mistrz rzemiosła (+1 do rzutów na losy rodu) (10) we wsi

Siła Zbrojna: Garnizon Weterani (7), Kawaleria Weterani (10), Przestępcy Początkujący (2)

Wpływy: Pierworodny (20), młodszy syn (10), młodsza córka (5)

Ludność daje modyfikator +1 do rzutów na los rodu.

Prawo daje modyfikator -10 do rzutów na los rodu. Grubo!

Uwaga, błędy w podręczniku: Koszt Siły Zbrojnej Garnizonu podany jest w tabeli 6-8 na str. 108 jako +3, a powinno być +2. Koszt przykładowej Straży Dworskiej na stronie 110 jest liczona poprawnie.

No i powstał początkujący zarys naszego rodu. Trochę burzy mózgu, i wyszedł oto on. Ród Stingów z herbem złota pszczoła na czerwonym tle. Dewiza? Żądlimy do końca! Początkowo miało być co prawda ‘Strzeż się żądła!”, ale okazało się, ze już jest ród o podobnym zawołaniu, i to też z Reach… Dwa do dwóch i wyszła nam taka oto historia:

Ród Stingów powstał podczas Podboju Aegona. Wtedy doszło do rozłamu w rodzie Beesburych, i tak praprzodek dzisiejszych Stingów obrał nowe nazwisko. Rywalizacja pomiędzy tymi dwoma rodami trwa do dnia dzisiejszego, i wszystko wskazuje na to, że grasujące po ziemiach Stingów bandy rabusiów opłacane są przez zawistnych Beesburych.

Podczas buntu Roberta Baratheona Stingowie walczyli oczywiście po stronie króla, jak całe Reach. Wtedy zginął ojciec Waltera Stinga, obecnego lorda Sting.

Lord Walter Sting to przystojny 40-letni mężczyzna, niestety straszny kobieciarz. Obecnie jest już drugi raz żonaty, z 30-letnią Myrcellą z rodu Tarly. Ma z nią dwoje dzieci, 15-letniego syna Randyll’a (nazwanego tak na część prawdziwego twardego męskiego skurczybyka, Randylla Tarly) i 12-letnią córkę Alyssę (dziewczynkę którą kochają wszyscy). Dziedzicem rodu z pierwszego małżeństwa jest 20-letni Alistair Sting, syn brutalnie zmarłej Melissy z rodu Florentów. Ta niezbyt urodziwa kobieta wypadła przez okno, a złośliwe plotki rozsiewane niewątpliwie przez Beesburych mówią, że pomogły jej osoby trzecie.

Lord Walter jednak zapylił wiele kwiatuszków, i wielu bękartów spłodził. Nie podoba się to Lady Myrcelli. Również niewątpliwie na miejscu dziedzica chciałaby widzieć swojego syna Randylla, a nie pasierba Alistaira.

inni ważni członkowie rodziny to starszy brat Waltera, Septon Filip Sting. Porzucił on dawno temu prawo do dziedziczenia i poświęcił swoje życie Siedmiu. Przebywa w Sepcie w Ulu (Ul to nazwa twierdzy Stingów) i stara się nieskutecznie kontrolować swego brata. Jest jeszcze kasztelan Jason Sting, wuj Waltera (brat jego ojca), ale o nim trochę później.

Wioska Barć leżąca we włościach Stingów znana jest z tego, że wytwarza bardzo dobry i znany w okolicach miód.

Po stworzeniu rodu, przyszła pora na stworzenie naszych bohaterów. jest ich czworo, i oto oni:

Kasztelan Jason Sting – ten 66-letni mężczyzna pomimo wieku dalej jest znakomitym wojownikiem. A nawet nieźle sobie radzi z zarządzaniem włościami (albo tym “burdelem na pszczołach”, jak to mówi), kiedy jego bratanek akurat bzyka kolejną panienkę. Jest sarkastycznym starym dziadem, wszystko krytykuje, cały czas pod nosem mamrocze niepochlebne opinie na jakiś temat. Dużo pije i może pochwalić się sumiastymi wąsami. Nigdy nie był ponoć żonaty, nie wiadomo też nic o jego ewentualnych bękartach. Był młodszym bratem ojca Waltera Stinga.

Brant Flowers – jest 22-letnim psiarzem, ale ogólnie opiekuje się większością zwierząt w twierdzy. Jest najprawdopodobniej najstarszym synem Waltera Stinga. Po zakończeniu ostatniej wojny kiedy panem na Ulu został Walter, pozwolono mu zamieszkać w twierdzy. Towarzyszy mu cały czas wierny ogar Kieł. Brant ma jeszcze jedną tajemnice, oprócz tej, że jest synem lorda. Jest Wargiem i potrafi przejmować kontrolę nad swoim psem.

Maester Donal Crook – 44 letni wysoki mężczyzna o oszpeconej twarzy i jednym oku. Walczył po stronie króla, tak jak jego ród Crooków. Jego herb to kość do gry na czarno-białej szachownicy, według legend, praprzodek wygrał tytuł szlachecki w grze w kości od Aegona. Crookowie nie złożyli nigdy hołdu Robertowi i zostali wygnani. Donal który pod koniec wojny został ciężko ranny, gdy powrócił w rodzinne strony, nie zastał nikogo ze swojej rodziny. Dowiedział się też, ze niezbyt mądrze jest odnosić się ze swoim pochodzeniem. Wyruszył to Cytadeli, bo myślał ze tam znajdzie wskazówki do odszukania swojej rodziny… A spędził tam 10 lat, wykuł swój łańcuch, i przestał używać swojego nazwiska. Ostatnio przybył do Ula, gdyż rodzina Stingów zdobyła dostateczne wpływy, by znowu mieć Maestra na swoje usługi (a Beesburowie nie mają Maestra, kolejny powód do zazdrości i nienawiści). 10-letni okres kiedy szlifował swój umysł odcisnął jednak swoje piętno na jego umiejętnościach bojowych, które trochę “przytępiały”.

Sir John Egerton – 38-letni rycerz który walczył ramię w ramię z Lordem Walterem Stingiem podczas Buntu Roberta. Jego rodzina (herb to biało-zielona szachownica) kiedy armia króla zaczęła przegrywać, zmieniła stronę konfliktu i opowiedziała się po stronie Roberta. Sir John jednak został dalej po stronie króla, gdyż stwierdził, ze to właśnie jemu przysiągł wierność. Jak to powiedział Lord Walter – “byłeś wierniejszy od Królobójcy”. Po wojnie poróżnił się totalnie z rodziną (zmienił herb na czarno-zieloną szachownicę) i błąkał się po traktach przez wiele lat. Ostatnio jednak miał okazję eskortować pewnego Maestra do twierdzy Ul, w której to rządził jego dawny przyjaciel Walter. Sir John Egerton złożył hołd Lordowi Stingowi. Rycerz ten charakteryzuje się bardzo duża posturą, z daleka można go nawet pomylić z sir Gregorem Cleganem. W walce używa dwuręcznego miecza trzymanego w jednej ręce!

I tak to wygląda na wstępie naszej przygody z erpegiem “Pieśń Lodu i Ognia”.

Recenzja – Pieśń Lodu i Ognia Księga Zasad

got_k_cover_kolor3.849497.800x0

Trzeba było troszeczkę poczekać na “Księgę Zasad” do “Pieśni Lodu i Ognia”, ale oto jest. Zapraszam do lektury recenzji.

NAZWA SYSTEMU

Jeżeli ktoś jakimś cudem nie wie czym jest “Pieśń Lodu i Ognia”, to śpieszę z wyjaśnieniem. “Pieśń Lodu i Ognia” to seria książek napisana przez Geaorge’a R. R. Martina, których akcja osadzona jest w fantastycznym świecie Westeros. Popularność książek spowodowała, że szybko powstała cała komercyjna machina wokół tego tytułu, i tak narodziła się kolejna bardzo znana franczyza (częściej znana jednak jako “Gra o Tron”, od nazwy pierwszego tomu powieści). Powstało wiele rzeczy – serial, gry komputerowe, gry planszowe, gry karciane, komiksy i… I właśnie gra fabularna. A nawet kilka gier fabularnych, ale tutaj skupię się na ostatniej oficjalnej grze autorstwa Roberta J. Schwalba (tego od Shadow of the Demon Lord i kilku rzeczy do 2 edycji Warhammera).

Jak widać, nazwa systemu odnosi się więc bezpośrednio do cyklu książek, na podstawie którego powstała gra.

plios1

COŚ O ŚWIECIE

Westeros to fantastyczny świat, nie znajdziemy jednak tu typowych klisz wzorujących się na Tolkienie czy innych klasycznych światach fantasy. Nie ma elfów i krasnoludów, magia i smoki to tylko legendy, kapłani nie dzierżą cudownych mocy nadanych im przez ich bogów… Przynajmniej na początku ma się takie wrażenie. Świat przypomina nasze średniowiecze, chociaż oczywiście jest kilka cech charakterystycznych. Nie ma na przykład pór roku, a zima czy lato mogą trwać kilka czy kilkanaście lat.

Świat określany jest jako Dark Fantasy. W większości przypadków nie ma jasnego podziału w tym świecie na czerń i biel, świat jest pełen przemocy i okrucieństw. Bohaterami są zwykli ludzie, którzy mogą bez problemu zginąć od zabłąkanej strzały czy kaprysu króla-gówniarza.

Seria książek “Pieśń Lodu i Ognia” skupia się na okresie, kiedy to na polowaniu ginie król, co pociąga za sobą łańcuch kolejnych wydarzeń, które powodują, że znaczące rody szlacheckie rzucają się sobie do gardeł, a cały znany świat pogrąża się w wojnie. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by umieścić naszą opowieść w innym okresie historycznym.

W tym podręczniku jednak jest mało informacji o świecie, bowiem skupia się on na mechanicznym aspekcie gry. O historii świata i najważniejszych rodach jednak poczytacie w bliźniaczym podręczniku “Przewodnik po Westeros“.

plios5

TWORZENIE BOHATERA I MECHANIKA

Jak to się mówi, przed wyruszeniem w drogę, należy stworzyć swój Ród. Tak proszę państwa, by zacząć grę, należy stworzyć Ród z którego wywodzą się nasi bohaterowie (lub któremu służą nasi milusińscy). Proces tworzenia Rodu to grupowa burza mózgów, ale też wiele rzutów w różnych tabelach. Na koniec otrzymamy jednak wszystkie najważniejsze dane o naszym Rodzie, jego historię, jakie posiada ziemię, twierdze, wojsko, wpływy i tym podobne. Stworzymy też nasz herb. Przy okazji, wersja kolorowa strony z tworzenia herbu dostępna jest na stronie wydawcy.

Po określeniu co i jak z naszym rodem, możemy stworzyć nasze alter ego. Wraz z innymi graczami określimy, kto ma jaki status i czym się zajmuje. I tak jeden z graczy może grać pierworodnym lorda, ktoś maestrem, ktoś wiernym rycerzem rodu, ktoś łowczym. Tworzenie bohatera oparte jest na wydawaniu punktów, które przeznaczymy na nasze zdolności (coś jak mieszanina atrybutów i umiejętności), specjalizacje (dalsze umiejętności) i cechy (odpowiednik przewag, atutów i zdolności specjalnych z innych systemów). Ilość punktów jakie mamy do wydania uzależniona jest od wieku naszego bohatera. Im postać młodsza (zasady pozwalają nam grać bohaterami którzy mają 9 lat lub mniej) tym ma mniej punktów. Im starsza (stworzenie postaci 80-letniej lub starszej to też tutaj nie problem), tym więcej wie, więcej umie, ale o też za darmo otrzymuje kilka wad.

Testy oparte są na pulach kości k6, ale nie sprawdza się sukcesów (jak np. w Wampirze Maskarada), tylko sumuje się wynik i porównuje do stopnia trudności. Rzuca się tyloma kośćmi, ile wynosi testowana Zdolność (przeciętny mieszkaniec Westeros ma większość Zdolności na 2 poziomie). Możemy też oczywiście dorzucać dodatkowe kości wynikające ze specjalizacji, chociaż pod uwagę możemy wziąć tyle kości, ile wynosi wartość Zdolności.

Przykład? Mamy Zdolność Kondycja na 3 i Specjalizację Bieg 2. Kiedy wspinamy się po wieży by oglądać kazirodczy stosunek bliźniaków, to rzucamy 3k6. Ale kiedy uciekamy przed Ogarem który chce nas rozpłatać swoim mieczem, to rzucamy 5k6, ale sumujemy wynik tylko z trzech najlepszych kości. Proste? Jasne, że tak.

Świat Westeros to niebezpieczny świat. By pożyć trochę dłużej, do dyspozycji dostajemy Punkty Losu. Te uzależnione są też od wieku naszego bohatera. Im młodszy bohater, tym więcej Punktów Losu.

Punkty Losu mają wiele zastosowań (tak jak Punkty Przeznaczenia w drugiej Edycji Warhammera, czy Fate Points w Edge of the Empire). Można je wydawać lub palić (czyli wydawać permanentnie). Wydawanie ma mniejsze efekty – można dokupywać kości, przeszkodzić trochę przeciwnikowi, dodawać małe elementy do sceny. Spalanie natomiast ma o wiele większe efekty – pozwala nam uniknąć śmierci, odnieść automatyczny sukces, narzucić komuś swoją wolę, albo dodać coś bardzo istotnego do sceny.

Gra posiada też swoje własne specjalne zasady do rozgrywania dwóch specyficznych konfliktów. Pierwszy taki konflikt to Intryga. Tak naprawdę jest to po prostu konflikt społeczny. Nasz bohater chce coś osiągnąć – zaciągnąć księżniczkę do łoża, wpłynąć na Lorda by ten głosował po myśli bohatera, wyciągnąć informacje od kapitana straży. To wszystko to Intryga, chociaż w zależności od jej rodzaju, może być ona prosta (zaciągnięcie lubieżnej księżniczki na siano), standardowa (wyciągnięcie informacji od kapitana straży) lub złożona (przekonanie Lorda do odpowiedniego głosowania).

Drugim specyficznym rodzajem konfliktu jest Wojna. Cały 10 rozdział poświęcony jest prowadzeniu wojen, bitwom, oblężeniom, fortyfikacjom, oraz temu, co mogą robić nasi bohaterowie, kiedy dowodzą oddziałem na placu boju.

plios2

CO ROBIMY?

Bierzemy udział w Grze o Tron, gdzie się zwycięża lub ginie. A tak poważnie, system narzuca, że gramy ludźmi lojalnymi wobec jednego Rodu. Oznacza to teoretycznie, że jakiekolwiek działania sił trzecich na nasz Ród, dotyczą też naszych bohaterów. Eliminuje to też problem z zawiązywaniem drużyny, czy wyznaczaniem wspólnych celów. Dla mnie osobiście, bardzo duży plus systemu.

Ci którzy znają powieści i/lub serial, to wiedzą, że możliwości fabularnych jest wiele. Intrygi, zdrady, pojedynki, turnieje, romanse, zemsta, wojna. Duża część bohaterów ma też swoje obowiązki, co narzuca pewne “kajdany” na ich zachowanie. I tak rycerz ma służyć panu, Maester służyć dobrą radą, dziedzic prezentować dobrze swój ród, młodsza siostra ma udawać dobą pannę na wydaniu. Oczywiście, w świecie wyobraźni nic nie stoi na przeszkodzie, by zerwać “łańcuchy tradycji” i zacząć podążać inną ścieżką. Co niewątpliwie też będzie miało duże skutki na losy Rodu.

plios3

WYDANIE I OPRAWA GRAFICZNA

Podręcznik liczący 310 stron wydany jest bardzo solidnie. Klejony, szyty, w twardej oprawie. Papier jest też dobrej jakości o zadowalającej gramaturze. Nie ma wrażenia, że kartki są przeźroczyste, albo mogą się potargać.

W przeciwieństwie jednak do oryginału, lub do “Przewodnika po Westeros”, zdecydowano się na czarno-biały druk. Z mojej strony powiem, że trochę szkoda, ale pewnie przez to mamy solidny podręcznik w śmiesznej cenie 80 zł. Przypominam, że takie same zagraniczne podręczniki w kolorze, chodzą teraz w cenach 150 – 280 zł.

Niestety, czasami są błędy, jak na przykład dwie tabele nazwane “Warowność” na str. 100. Tymczasem druga tabela powinna nazywać się “Ziemie”.

PDF podręcznika jest w wersji Low-Res, daleko mu więc do jakości tego samego podręcznika w wersji angielskojęzycznej na DTRPG. Za to bardzo szybko się wczytuje na komputerze, o co chyba chodzi w wersji elektronicznej.

Są też subtelne różnice w niektórych grafikach. Niektóre na przykład są trochę przycięte, ale strzelam, że chodziło tu o to, że przetłumaczony tekst zajmuje o wiele więcej miejsca, i trzeba było część ilustracji skrócić. Poniżej przykład tej samej ilustracji z oryginału i polskiego wydania:

strona2 strona1

Na koniec ciekawostka. Pisze, że podręcznik jest “Print in China”. Ciekawe czy faktycznie tak było.

715755711f03e8f34a11488ee48c11a1

MOJE ODCZUCIA

Jakimś wielkim fanem tego świata nie jestem. Przeciwnikiem też nie. Znaczy ja ogólnie nie jestem jakimś wielkim fanem jakiegokolwiek świata, by nie było.

Przeczytałem co prawda 4 pierwsze książki, uważam, że były nawet fajne, ale nie oglądałem na przykład serialu. Dlatego też sam świat osobiście mnie ani nie ziębi, ani nie grzeje.

Założenia systemu i mechanika to jednak inna para kaloszy. I tutaj jak dla mnie jest cholernie dobrze. Podoba mi się założenie, że tworzy się własny Ród, że wszyscy są mu lojalni (na początku przynajmniej) i że bohaterowie już na początku są ze sobą powiązani. Mechanika jest prosta, dodatkowo wydawanie punktów przy tworzeniu bohatera nie jest tak meczące jak na przykład w Shadowrunie czy Polaris. Dobrze pójdzie, w najbliższym czasie zacznę kampanię.

Dużym plusem dla mnie jest też zamieszczenie w podręczniku dużej przygody “Czarne chmury nad Królewską Przystanią”, która w 2010 roku była nominowana do Ennies.

Co mogę powiedzieć? Jak ktoś lubi klimaty Dark Fantasy, a znudził już go Warhammer i jego ograniczenia (tak, tu możesz mieć rycerza, który dobrze strzela z łuku), niech śmiało sięga po ten tytuł. A jeżeli ktoś nie lubi Gry o Tron…

7cc686d2fafd

NIE TYLKO PIEŚŃ LODU I OGNIA

Mechanika która jest opisana w podręczniku nazywa się “Chronicle”. I tak jak “Przewodnik po Westeros” można połączyć ze swoją ulubioną mechanika, tak “Księgę Zasad” można połączyć ze swoim ulubionym światem fantasy, gdzie istnieje możliwość grania rodem szlacheckim. Można też, jak na przykład w “Apocalypse World”, stworzyć z graczami od podstaw całkiem nowy świat, albo chociaż na początek, jakiś jego mały wycinek.

Samo wydawnictwo “Green Ronin” wydaje też czasami małe dodatki właśnie bezpośrednio do mechaniki “Chronicle”. Mamy więc na przykład zasady dla broni palnej, albo zasady rozwijające magię. Chyba mała szansa, by pojawiły się po polsku, ale kto tam wie, jeżeli sprzedaż podstawki będzie zadowalająca.

Co na koniec ode mnie? To dobry, solidny mainstreamowy system, dobrze wydany i o bardzo niskiej cenie. I pomimo kilku małych błędów, osobiście bardzo polecam.

Recenzja – Mechanik Konfrontacja

_D3S2056.NEF

_D3S2056.NEF

Parę słów o filmie Mechanik Konfrontacja.

Jeżeli komuś nie będzie chciało się czytać moich przydługich wywodów o tym współczesnym arcydziele kinematografii, to dla nich recenzja w pigułce:

Wyszliśmy z filmu w połowie.

A teraz dla ciekawskich recenzja właściwa. Spojlerów w chuj.

Na początek, tytuł. Oczywiście tytuł to Mechanik Zmartwychwstanie. Ale być może w Polsce opacznie by ktoś pomylił mechanika z cieślą, i pomyślałby, że idzie na Pasję 2. Być może tytuł oryginalny wydawał się też mało męski… Bowiem Mechanik Zmartwychwstanie brzmi jak dramat obyczajowy o prywaciarzu zmagającym się z niezapłaconymi składkami dla ZUSu, a Mechanik Konfrontacja brzmi jak film sensacyjny o prywaciarzu który ZuSowi dostarcza kilkanaście serii z karabinu maszynowego. I tak pół biedy, że jakiś mądry tłumacz nie stwierdził, że Mechanik Rezurekcja brzmi zajebiście.

No ale przejdźmy do tego, co jest fajne. Początek. Pierwsze minuty nawet cieszą. Podstępnie obiecują fajną akcję. Jeb, łub, pierdu, tratatata. Start z gatunku “najpierw trzęsienie ziemi”. Niestety zamiast “a później niech napięcie pomału narasta”, mamy “a później puścimy kołysankę”. Teoretycznie po skoku Mechanika na lotnię można wyjść z kina.

Okazuje się, że nasz bohater, super zabójca, udaje martwego (bo jest to część druga, gdzie niestety w części poprzedniej bohater przeżywa, inaczej niż w oryginale z Charlesem Bronsonem). Niestety ktoś odkrywa to, i go szantażuje. Szantaż na zasadzie “ty no, stary, zabij dla mnie trzech ludzi, no… Bo inaczej wszystkim powiem, że żyjesz”.

No i nasz główny bohater, bo to twardziel jest, odpowiada coś w stylu “ni chuja, nie zabiję dla ciebie nikogo”. I spierdala.

I teraz zaczyna się przydługa bezsensowna akcja pod tytułem “główny bohater będzie teraz romansował, by mu później porwali kobietę i zmusili do zabicia 3 ludzi”.

Najlepsze jest to, że główni bohaterowie o tym wiedzą od samego początku. Serio. Mechanik zdobywa swoja blondi, ratuje ją z rak chłopca-przemocowca i tako jej rzecze: Ciebie to wynajął ten zły, byś udawała damulkę w opałach, bym ciebie uratował, bym się w tobie zakochał, by cię później porwali, i by mnie szantażowali tobą, że ci kri-kri-kri zrobią, jak nie zabiję dla głównego złego trzech ludzi.

A ona na to: Tak, to prawda.

I co? I chuj za przeproszeniem. Przez kilka dni siedzą na tej wyspie, udają zakochanych, naprawdę się zakochują (w dwa dni!) i czekają jak przyjadą, ją porwą, i jak Mechanik pójdzie pozabijać trzech ludzi, mimo, że cały czas się zarzekał, ze nie zabije dla głównego złego nikogo.

LOGIKA FILMÓW PORNO JEST BARDZIEJ LOGICZNA! No chyba że gracz zostawił na tej wyspie swojego bohatera, bo liczył na ciekawszą fabułę, więcej pedeków, albo bo ja wiem…

A nie, sorry, wróć. Chodziło o szantaż emocjonalny. No bo ona to jakaś nauczycielka z Afryki, i jak go nie rozkocha, to główny zły pozabija jej dzieciaczki. To takie “i tak kurwa zrobisz tego questa, jako MG ci to mówię”.

Sceny romantyczne są najnudniejszymi scenami romantycznymi nagranymi w tym millenium. Najpierw gadka-szmatka, tańce, picie i smarowanie kropek na czole… A później… A później on głównie tak twardo milczy i twardo patrzy, a ona co chwile rechocze. Im bardziej on twardo i milcząco patrzy, tym bardziej ona rechocze. Możliwe, że to po prostu nie było planowane w scenariuszu, i nasza blondi rży cały czas ze Stathama, który stara się wyglądać tak twardo i milcząco.

Albo rży ze smutnej historii naszego Mechanika. Oto ona, ta historia znaczy się: Kiedy byłem mały zostałem sierotą, został mi tylko ten zegarek po tacie, i wziął mnie pod skrzydła taki jeden bandzior i wyszkolił mnie na super zabójcę. Nie, wcale nie brzmi to jak moja ostatnia historia dla bohatera do Warhammera. I do DnD. I do Star Warsów…

No dobra, pora na bezsensy dalsze. Teraz nasz heros musi dostać się do trzech ludzi i zabić ich tak, by wyglądało to na wypadek. i teraz smaczek, bowiem o każdym celu i miejscu w którym się on znajduje mówi główny zły. A mówi on to głosem batmana z trylogii Nolana. Czyli brzmi to trochę tak:

Tekst gadki też nie lepszy. Bo idzie to jakoś tak: Tam jest ten zły, ale nikt się tam nie dostał, wszyscy zginęli, nikt się nie wydostał, to niemożliwe, mają tam wielkie mury, są na wyspie, mają zasieki, bazooki, helikoptery, armie zombie, rekiny, wielkich murzynów, białych ochroniarzy, elektroniki w chuj, nikt tam się nie dostanie i nikt nie wydostanie, no nikt nie dał rady, a nawet jak się tam dostaniesz, to się nie wydostaniesz, a nawet jak się dostaniesz i będziesz miał plan by się wydostać, to i tak nie dostaniesz się do celu, a w ogóle to wielu już poległo. A tak, pamiętaj, ma to wyglądać na wypadek.

I tak w kółko, trzy razy.

Głosem Batmana Nolanowskiego.

No dobra, wracamy do kretynizmów. Pierwszy cel jest w więzieniu, więc mamy Prison Break w przyspieszeniu. Co śmieszne, wielu chce tam nasz cel zabić. I nawet im się to udaje. Ale nasz mechanik ratuje życie naszego celu, po to, by później go zabić.

“To mój quest kurwa, i moje pedeki!”

Nie wiadomo dlaczego śmierć celu musiała wyglądać na wypadek lub inny zgon bez udziału osób trzecich. No ale musiała i nie mogła wzbudzać podejrzeń. Ha ha ha…

Tak… Teraz najlepsze… Mechanik naszego więziennego watażkę poddusza, faszeruje śmiertelną dawką jakiś narkotyków i skleja jak jakiś mebel z Ikea na pozycję modlitewną. Że niby tamten się modli. I widzą go, ze jest ostatnim, który wyszedł od wielkiego bossa. I teraz znajdują jakiś czas później trupa. Co robi Mechanik? Przemyconym materiałem wybuchowym rozpierdala mur więzienny i skacze do wody. Widzi to cała masa więźniów, strażników, jest nawet nagranie na kamerze. Nie kurwa, wcale nie podejrzane, co nie?

Później następuje zabójstwo numer dwa. Możecie je prawie całe zobaczyć na trailerze, więc nie będę strzępił klawiatury.

I tu wyszliśmy. Przed celem numer 3. o którym wiedziałem, że go Mechanik nie zabije. bo jest to w trailerze.

A na końcu blondi całuje Mechanika. Wiem, bo powiedział mi kumpel, który miał lepsze rzuty na siłę woli podczas seansu. Oczywiście główny zły wcześniej ginie.

Przeczytaliście? Dobrze, nie musicie oglądać tego gówna.

Beamhit Zalicza – Golden Axe 2

1413469483307

Tak jak mówiłem, kontynuuję moje komputerowe podboje w barbarzyńskich klimatach. Przeszedłem “Golden Axe 2”.

20160828215343_1

Na początek może parę słów wyjaśnień. W 1992 roku wyszły dwie kontynuacje “Golden Axe”, i są to dwie różne gry. Dwójka właściwa (ta tutaj opisywana) wyszła tylko na konsolę SEGA Mega Drive. “Golden Axe: The Revenge of Death Adder” natomiast wyszedł (niestety) tylko na automaty.

“Golden Axe” oznaczone numerkami 2 i 3 są raczej mało znane, bowiem w przeciwieństwie do jedynki, kontynuacje wyszły tylko na jedną platformę. Mamy więc podobną sytuacje jak przy Capcomowym “Final Fight”, gdzie pierwsza część jest znana prawie przez wszystkich (albo przynajmniej prawie przez wszystkich starych dziadów komputerowych), bo wyszła chyba na wszystkie platformy growe z tamtego okresu. Natomiast część 2 i 3, które wyszły tylko na SNES, są już zdecydowanie mniej znane.

20160828214602_1

Jeżeli kogoś interesuje rysunek znajdujący się na wstępie, jest to okładka do gry. Wykonał ją sam Boris Vallejo, artysta znany ze swoich prac w klimatach barbarzyńskich.

20160828212955_1

Jakie różnice w stosunku do poprzedniej części? Jeżeli chodzi o bohaterów, mamy tą samą trójkę co poprzednio. Główna różnica do ich poprzednich wcieleń, to chyba animacja ciosu specjalnego. Najfajniej chyba wygląda to u krasnoluda, który wbija topór w ziemię i zakręca się na nim niczym zawodowy tancerz go-go.

Zmieniono system magii. Znaczy można ustawić w opcjach na klasyczne odpalenie magicznej bomby atomowej, ale po co? Po prostu tym razem mamy możliwość odpalenia czaru za mniej many, nie musimy zużywać całego zebranego zapasu punktów magii.

Wyleciały gdzieś małe złodziejskie skrzaty, które się butowało dla łupów w poprzedniej części. Na ich miejsce weszli mali czarodzieje, którzy w przeciwieństwie do skrzatów, mogą oddać nam teraz cios.

Pojawiło się kilka nowych stworów. Są jaszczuroludzie, minotaury i ożywione zbroje.

Poprawiono grafikę, gra jest też dłuższa, częściej atakuje nas też naraz 4 przeciwników.

Główny zły nazywa się Darth Maul! Tfu… Dark Guld! Gnojek nie jest tak trudny jak Death Bringer w jedynce, ale cały czas przywołuje upierdliwe szkielety.

O wiele dłużej można sobie teraz pojeździć na różnych bestiach. Bo w jedynce zabawa kończyła się, nim zaczęła się na dobre.

Podobnie jak w jedynce (wersja Mega Drive), tutaj też mamy możliwość rozegrania kolejnych pojedynków w “The Duel”.

20160901002753_1

Dwójka jest zdecydowanie ciekawsza i lepiej zrobiona niż jedynka. Dostępna jest na platformie Steam, jeżeli kogoś to interesuje. A ja pomału zabieram się za trójkę.