Category Archives: Odgrzewany Kotlet

O starości, zrzędzeniu, sprzedaży i innych takich pierdołach na czasie

fart_dust

Namnożyło się nam wpisów erpegowych ostatnio, takich co to ludzie zgrzytają i narzekają (w większości), albo wprost przeciwnie – piszą, że jest dobrze (w mniejszości). No to też postanawiam dorzucić swoje pierdnięcie.

Teoretycznie tak naprawdę nic się nie zmieniło na przestrzeni 15 lat. W praktyce zaś, mamy większy wybór erpegów na rynku. I tu jest (według mnie oczywiście, bo każdą teorię można starać się obalić) pierd pogrzebany.

Jestem starym graczem. Widzę nasz rynek, widziałem jego początki i mogę się do niego jakoś odnieść. W kategorii “jak było kiedyś, i jak jest dzisiaj”.

Kiedyś panie to było tak. Kupowałem Magię i Miecz. Kupowałem wszystko jak leci do Łorhammera. I postanowiłem, że będę kupował wszystko, co rypygy na rynku naszym, zwanym dalej rynkiem polskim. Niestety, postanowienie szybko poszło w cholerę, kiedy okazało się, że kieszonkowego jest mało. I tak przeszło koło nosa wszystko co Cyberpunk (kumpel kupował), Cthulhu (jeszcze inny kumpel kupił) czy MERP (nikt nie kupił). A wracając do kupowania – kupowałem też Talizmany, Złote Smoki i inne fanziny K6 (czy jakoś tak). Ale do czego zmierzam. Inni moi znajomi nie kupowali. I to nie pojedyncze przypadki. Powiem, że większość moich znajomych graczy (i z grupy, i z zabrzańskiego klubu Rivendell) nie kupowała.

Teraz, kiedy poznałem grupę młodych erpegowców (takich co to nie udzielają się na poltkach), widzę tam dokładnie to samo podejście. Kupuje mistrz gry, gracze nie inwestują (bo i bieda w Polsce panie) w podręczniki. Co najwyżej wolą kupić sobie kilka boosterów do Magica (swego czasu Trzewiczek bardzo kurwował i jechał po karciarzach na łamach swojego pisma).

Nic się nie zmieniło. Repek napisał u nerv0 – “RPG nie umiera w sensie grania. Pojedź na Pyrkon – erpegowców jest tona i chcą grać oraz rozmawiać. Tylko nie bardzo gry chcą kupować”. Tylko, że kiedyś było tak samo.

Ale jak to? Co z Warhammerem? Co z późniejszymi dedekami? Co z Neuro? Przecież sprzedawały się tak dobrze!

Oczywiście. Ale każdy z tych systemów trafił do sprzedaży w okresie jakiejś tam posuchy. Bo nadchodzi taki moment, kiedy rynek jest wypchany na maksa. To przytrafiło się z Deadlandsami (tymi pierwszymi) i Gasnącymi Słońcami – trafiły na rynek w złym momencie. Tak jak dzisiaj – jest tyle erpegów do wyboru, że hej. A nie tylko Warhammer i Zły Cień.

Powiedzmy, że jest 100 kupujących Masterów. Wychodzi pierwszy system. Każdy z nich kupuje swój egzemplarz. Później wychodzi drugi system – egzemplarz kupuje już tylko 80 osób. Później trzeci – w system inwestuje już 60. I tak dalej.

A wy stare dziadki w której grupie jesteście? Półka z książkami zaczyna pomału wam puchnąć? Ile gracie sesji w tygodniu? Jedną? Dwie? Jak wiele jesteście w stanie przemielić kampanii i systemów RPG w ciągu 5 lat? I raczej nie kieruję tutaj pytania do wyjątków, bo one tylko potwierdzają regułę.

No i masz na półce powiedzmy 6 systemów. Kupisz siódmy?

Czyli nic się nie zmieniło na przestrzeni ostatnich 15 lat, tylko systemów jest więcej do wyboru. Kupujących jest tyle samo, tylko zamiast 10 systemów, mają do wyboru 500.

Wpis powstał równo dwa lata temu. Z mojego punktu widzenia – teoretycznie, nic się nie zmieniło. Może tylko na Pyrkonie jest mniej chętnych do grania w RPG? Powstały też grupy ludzi którzy grają – tworzą własne systemy, albo sięgają po darmowe produkcje. A tych przecież tak mało nie ma.

Więźniowie Narracji

Tharizdun

Może to znacie , może nie. Sesja miała się odbyć normalnie jak co tydzień, wszyscy zjawili się oczywiście na umówione spotkanie, miało być pięknie jak zawsze.

A wychodzi kupa. Może to ciśnienie, może MG się nie przygotował, albo boli go ząb. Może po prostu nikomu tego dnia nie chciało się grać, albo jeden element na sesji spowodował, że zaczął się zjazd na równi pochyłej. Albo MG bardzo źle dobrał przeciwników i skończyło się jednym wielkim TPK. Albo macie czternaście lat i zgwałciliście właśnie postać jedynej waszej graczki, bo 40-letni bezrobotny erpegowy guru wam wmówił, że tak jest realistyczniej.

Do czego porównujecie sesję RPG? Zazwyczaj pierwszą odpowiedzią jest: Teatr. Później pada też hasło: Film, Powieść, Komiks. Są też oczywiście inne porównania, które w tym przypadku pominę. Ale co różni RPG?

Jedną bardzo istotną różnicą jest to, że autor powieści (lub sztuki) i scenarzysta zawsze może zmienić to, co już nabazgrał. Stara niepisana prawda o RPG zaś mówi, że to co się już wydarzyło na sesji, wyryte jest w kamieniu.

Gówno prawda wam powiem.

Jesteśmy ludźmi i jako ludzie mamy prawo się mylić, przyznać się do błędu, i co najważniejsze – go naprawić. Co więc zrobić ze zwaloną sesją, po której zostaje niesmak, kwas i sraczka?

Wywalić. Wyciąć. Wypieprzyć. W przypadku zaś gwałtu – dodatkowo pokajać się przed koleżanką i przeprosić. Pod warunkiem, że chce z nami jeszcze rozmawiać. I omijać z daleka waszego piwnicznego guru.

Jeżeli zaś zgrzyta tylko jeden element – można tylko ten jeden element wywalić lub zmienić.

Oczywiście – wywalenie czegoś to nie jedyna rzecz, jaką można zrobić. Zawsze można coś dopisać. Albo pobawić się w alternatywną historię.

Wersja Reżyserska – mówi wam to coś?

Zdarza się, że po sesji czasami mamy różne przemyślenia – w stylu “szkoda, że to się nie wydarzyło”. Pytanie więc, dlaczego na następnym spotkaniu nie dopisać jakiejś dodatkowej sceny? Albo rozszerzyć scenę już odbytą i teoretycznie zamkniętą? Hej, jesteśmy dorosłymi ludźmi, wszystko jest do obgadania i uzgodnienia. Wszystko w imię funu.

Doujinshi i Fanfic

Pomijając to, że to pierwsze to pożywka dla grubych mamroczących otaku, a drugie dla śliniących się miłośniczek paringu Harry/Draco, to możemy z tego wyciągnąć też coś dla siebie. Czasami jak nie ma pomysłu na sesje, albo po prostu z czystej ciekawości, możemy poprowadzić coś w stylu “co by było, gdyby…”. Marvel nas raczył serią “What if…”, więc my i też możemy. Co by było, gdyby Luke nie trafił? Albo gdyby Gotrek chwalebnie zginął? Telimena uwiodła Tadeusza (prahistoria polskiego fanficu przecież)?

Stary wpis, pierwotnie do 39 karnawału blogowego. Dalej się pod nim podpisuję dwiema rękami i racicami. Jeżeli zaś ktoś myśli, że to tylko takie moje wyssane z palca przemyślenia i techniki, to John Harper w “Blades in the Dark” podaje podobne techniki – jak coś nagle zgrzyta lub nie pasuje, zmień to, zrób rewrite.

Graj Fetyszem – Furry

furry_ratio_by_iareninja

Ostatnio było futanari, teraz pora na kolejną część przeglądu fetyszów nerdów. Dzisiaj na tapetę idzie furry.

Fetyszofurryści erpegowi mają ogólnie lepiej niż miłośnicy pań z dodatkowym ciężarem, czy miłośniczki yaoi. Jest szansa, że grupa furrystów się zbierze, i będą razem wspólnie oddawać się rzucaniu kośćmi, odgrywaniu, i yiffowaniu w jednym z furry erpegów. Najsławniejszym przedstawiciel jest tutaj chyba “Albedo RPG”, którego recenzja była zamieszczona w “Magii i Mieczu” (nr 41/42). Inny klasyczny przedstawiciel, to “Usagi Yojimbo RPG”, albo “Teenage Mutant Ninja Turtles & Other Strangeness” (system trochę niesławny, bo w pierwszej edycji nasze zmutowane zwierzaki mogły nabawić się pedofilii, a i homoseksualizm był chorobą psychiczną) . Zawsze też można przerobić pod siebie jakiś uniwersalny system, jak “Anima Prime” czy “Savage Worlds”. Albo sięgnąć bo któreś z wymienionych poniżej tytułów:

Shard RPG

Ironclaw

Jadeclaw

Furry Pirates

Ponyfinder

Psia Krew

Oczywiście problemy zaczynają się, kiedy jesteśmy jedynym furrystą w grupie – mamy wtedy ograniczone możliwości. Należy więc zrobić rekonesans, by zapoznać ewentualne systemy z możliwością grania futrzakiem. A później namówić MG by prowadził właśnie te systemy.

Cyberpunkowe systemy – Teoretycznie większość systemów cyberpunkowych pozwala na grę pół-ludziem, pół-zwierzakiem. Chimery, hybrydy, moreau – nazw wiele, efekt ten sam. Problemem może być to, że większość tych systemów przyjmuje założenie, że hybrydy powstały jako wojskowy bojowy eksperyment. Jednak nie powinno to aż tak stanąć nam na drodze do szczęścia. Systemy te pozwalają też na małe kosmetyczne zmiany ludzi (catgirls and dogboys), jeżeli furry to dla ciebie za dużo.

610_088190_69

Dedeki i okolice – Tu naprawdę nie ma problemu. Sieć pełna jest własnych wersji antropomorficznych zwierzaków do DnD 3.0/3.5, DnD 4.0 oraz Pathfindera (a pewnie lada chwila do DnD 5.0). Albo można zakupić jakiś dodatek, jak np. Fursona.

PZOPDFSUSFURSONAE_500

Exalted – System który daje nam duże możliwości dla każdego nerdowskiego zboczeńca. Fetyszraj. Po pierwsze mamy Lunarów, zmiennokształtnych którzy mają trzy formy – ludzką, zwierzęcą i furrystyczną. Problem może się zacząć, gdy MG nie dopuści nam wybrańców Luny do gry. Na to też się jednak znajdzie sposób – kiedy Lunar pod postacią zwierzęcą spółkuje z ludzką kobietą, a i do Wylda blisko, z takiego związku rodzą się zwierzoludzie (pisałem coś o Fetyszraju?). Taki zwierzoczłek może zostać Solarem.

2e_Lunars___Magnificent_Jaguar_by_kiyo

Crystalicum – Mamy też polski akcent. Gra o której pamiętają tylko najstarsi górale. W tym systemie można było grać kotowatym Ka-Dis lub psowatym Kalb. Zaleta? Cena, 25 złotych na Rebelu.

_bg33233

Hot Chicks RPG – Zły seksistowski system ze złymi paskudnymi ilustracjami i ze złą mechaniką (no dobra, widziałem gorsze mechaniki) doczekał się własnego złego dodatku o furry. Sam tytuł dodatku też jest zły: “Yiffy, Yaoi, and Yahooey!” Ogólnie jeżeli już twój MG to prowadzi, to wiedz, ze coś się dzieje.

61296

Graj Fetyszem – Futanari

futa1Oto pierwsza część nowej nieregularnej serii – Graj Fetyszem (nie mylić z Graj Faszystą). Będzie to przekrój poprzez różne fetysze i dziwności (od prawie normalnych, do tych najdziwniejszych, najstraszniejszych i najobrzydliwszych). Przede wszystkim jednak postaram się spojrzeć, które fetysze najłatwiej przemycić do różnych systemów RPG. W końcu po 20 latach gry może się znudzić łażenie po lochach, mroczne odgrywanie mrocznego cierpiętnika oraz skakanie od jednego indie-srindie do drugiego. Zaczyna się szukanie większych podniet.

Na pierwszy ogień coś, co przylazło do nas z zepsutej Japonii. Futanari. Dziewoja z fiutkiem. Nie mylić z transseksualizmem. Futanari (futa w skrócie) to głównie wytwór czysto fantastyczny.

Futa to albo hermafrodyta, albo kobietka z czymś po prostu extra. A te extra może być w kilku wariantach. I zazwyczaj jest też extra duże:

  • Tylko sam penis i wagina. Penis zazwyczaj wychodzi z pochwy lub jest przemienioną łechtaczką. Często pomimo braku jąder, tryska często i ochoczo.
  • Penis z jądrami oraz wagina. Tryska równie często i chętnie jak jego poprzedni, ale to już nie powinno dziwić.
  • Sam penis.
  • Kilka penisów. Combo Killer.

Przy czym penis nie zawsze jest ludzki. Może być demoniczny, zwierzęcy, lub nie wiadomo jaki. Info dla niekumatych – drewniany to nie futanari (zazwyczaj), tylko strap-on, lub dildo na majtkach.

Nasze futanari mogą oczywiście uczestniczyć w wielu różnych scenach. Z inną futanari, z dziewczyną, z panem (o dziwo, równie często na górze, jak i na dole), w orgiach, sado-maso i w samoobciąganiu. Przy czym jeżeli nazwiesz miłośnika scen Futa x Guy gejem, to ten się obrazi. Ach ta pokręcona ludzka logika.

Pytanie, czy jest możliwość, by ktoś mógł ziścić swoje fantazje erotyczne, i zagrał / spotkał futanari na sesji. Można walić oczywiście logikę i wyjść z założenia, że skoro każda bohaterka z mangi i anime ma swoją fanowską wersję z fajfusem, to i w naszym świecie gry takie rzeczy się zdarzają. Ale czasami nasz MG to konserwatywny beton. Trzeba nasze zapędy poprzeć opisem świata lub mechaniką. Oto kilka systemów które pozwalają nam stworzyć naszą przefapowatą postać:

Warhammer i Warhammer 40.000 – Slaanesh. Kiedyś bóg rozkoszy i sado-maso, obecnie tylko patron gitar elektrycznych (WH40K) i znudzonych szlachciców (WH). Nie trudno sobie wyobrazić, że nasz bóg obdarza swoje wyznawczynie przepotężnym 30-centymetrowcem ładowanym od tyłu. Oczywiście, twój MG to pewnie konserwatywny beton i nie dopuszcza granie chaosytami. Pozostaje więc zwykła mutacja. Musisz tylko udowodnić swojemu MG, że strasznie z tego powodu cierpisz i jesteś bardzo nieszczęśliwą postacią. UWAGA!!! W klasycznym Warhammerze po “The End Times” granie futanari może być trudniejsze.

futa2

Cthulhutech – Wada “Outsider Tainted” ma w swoim opisie, że możesz posiadać, cytuję: “Hentai Genitalia”. 2 do 2 i mamy cztery. Masz babkę z fiutem, masz cztery dodatkowe punkty na rozwój postaci, posiadasz dwa razy więcej zasobów do rzucania zaklęć. Minusy? Kto by tam patrzył na minusy, skoro masz coś dużego w plusach.

Wszelkie Cyberpunkowe systemy – zazwyczaj modyfikacje genetyczne we wszelkich Interface Zero i innych Cyberpunk 2020 są dosyć rozwinięte. Skoro mamy pół-ludzi pół-delfiny, to czemu nie 95% kobiety i 5% mężczyzny? Sztucznie wyhodowany człowiek czy po prostu kobieta z dodatkowym cyber/bio wszczepem? Wybór należy do ciebie. Zawsze możesz też wmówić, ze jesteś nową wersją Człowieka 2.0 (Człowiek 33,3).

Gasnące Słońca – Co tu robią Gasnące? Otóż mało kto wie, ze wśród Ur-Obunów rodzą się hermafrodyci. Może nie jest to częste, ale zawsze coś. Dodatkowo jest to uważane za wielki dar. Hermafrodyci dodają sobie premię przy kontaktach z Or-Obunami.

Exalted – w tym systemie odgórnie jest wszystko. Możesz być God-bloodem o takich parametrach, albo blisko Wylda chodzić na grzybki (i obudzić się z jednym z nich pomiędzy nogami). Gdyby jednak twój MG był konserwatywnym betonem (a skoro tyle razy to napisałem, to pewnie jest), To pozostaje nam stworzenie Lunara z dostępem do “Twin-Faced Hero”. To nam pozwala biegać postacią dwupłciową. Jako człowiek. Jako furry. Jako zwierzę. Uważaj tylko, by samemu się nie zapłodnić.

High Fantasy – na pewno istniej jakiś czar lub rytuał który ci pozwoli przemienić swoją maguskę w pełnowartościową futanari. W DnD chociażby Życzenie może to załatwić. Bo kto by tam chciał mieć +1 do Intelektu, skoro może mieć +30 do Charyzmy. UWAGA! V edycja DnD pozwala ci bez problemu stworzyć taką postać. Dwa lata minęły od pierwszej wersji tego tekstu, a tu takie zmiany w fandomie.

Monastyr – jesteś starą babą z mroczną tajemnicą. Zgadnij co to za Tajemnica. Podpowiedź: Tajemnica bardzo ci ciąży.

Eclipse Phase – I pewnie inne trans-human rpg. Skoro ciało to tylko powłoka którą można wymieniać i kształtować dowolnie, to granie futanari, to nie problem. Ale po co, skoro można mieć siedemnaście penisowatych macek wyrastających z pleców?

Armie Apokalipsy – Czyli nasz polski system o BDSM aniołach. Anioły ciągnie do fetyszowych rzeczy, mają dostęp do zaawansowanej technologii, okultyzmu, rytuałów i… do Charyzmatu “Przeistoczenie”, które na trzecim poziomie pozwala dowolnie kształtować swoją płeć.

Uniwersalny System Mangowy – Jak B.ES.M. czy O.V.A. Rozumie się samo przez siebie.

W innych systemach po lepszym przyjrzeniu pewnie też dałoby się coś wykombinować.

Autorem dzieł jest Dmitrys.

futa3

Mój pierwszy wpis z serii “Graj Fetyszem”. Minęły dwa lata… A świat się zmienił. Przynajmniej ten erpegowy stał się bardziej lewacki, niż prawicowy. I kiedy najważniejszy system RPG na świecie pisze ci, że możesz grać hermafrodytą, to wiedz, że coś się dzieje.

Wpis trochę zredagowany, i uzupełniony o kilka nowych linijek. Napisany pół-żartem. Ale to oznacza, że napisany też jest pół-serio.

Program do tworzenia kart postaci

charsheet-screen-1-large

Zaryzykuję stwierdzenie, że prawie każdy erpegowiec wcześniej czy później tworzy kartę postaci. Nie ważne, czy spolszcza wersję angielską, tworzy kartę do swojego heartbreakera, czy po prostu chce stworzyć bardziej mroczną i jesienną kartę do I edycji Warhammera.

Dzień gdzie w ruch idą Wordy, darmowe Gimpy, mniej darmowe Corele i Photoshopy, arkusze kalkulacyjne i pedeefmajkery nadchodzi.

Do tej gromadki warto dodać program NBOS Character Sheet Designer v2.0.

Program który może nie tworzy arcydzieł wizualnych, przy których oczy tryskają ze szczęścia. Ale tworzy karty funkcjonalne.

Inne istotne cechy tego programu to:

– Możliwość trzymania wypełnionych kart postaci i możliwość ich edycji w NBOS Character Sheet Viewer
– Automatycznie potrafi obliczać wartości
– Możesz dodawać własne skrypty
– Prostota
– Jest darmowy

Jako bonusowo możecie też załapać sobie program do generowania różnych nazw, czyli Inspiration Pad Pro v3.0.

 

O trójkątach w RPG

artur

Jak powszechnie wiadomo (albo i nie) konflikt na sesji rpg nie musi ograniczać się do walki, zemsty, wojny i podziału łupów. Chcę porozmawiać o zazdrości. O tym, co się może stać, gdy pojawi się ten trzeci lub trzecia. O konflikcie moralnym bohatera. O słabościach i chuci.

Część ludzi grających w rpg lubi tworzyć związki, zakładać rodziny i robić wszystko dla wybranka lub wybranki. Takie tam symulacjonistyczne pierdoły jakby to powiedzieli niektórzy. Ogólnie sprowadza się to do tego, że gracz jest szczęśliwy, a jego ukochany NPC (specjalnie pomijam związek dwójki bohaterów graczy, bo te zawsze rządzą się niepojętnymi prawidłami), od czasu do czasu jest porywany przez Wielkiego Złego Bossa.

A teraz drogi Mistrzu Gry pobawimy się w Nolanowskiego Jokera. Po prostu zrobimy rzecz, i będziemy patrzeć jak wali się domek z kart.

W życiu NPC pojawi się ktoś trzeci.

Najważniejsze – nie musi to być od razu zdrada łóżkowa. Przypomina mi się scena z CthulhuTech, gdzie wystarczyło że ukochany jednej graczki na dyskotece zatańczył z pewną egzotyczną pięknością. Graczka chciała rozszarpać “sukę i zdzirę” na miejscu.

Pytanie teraz najważniejsze – co zrobi nasz bohater? Wybaczy? Pobije tego drugiego? Odejdzie? Zabije obydwoje kochanków? Stworzą zgodny trójkąt (kłania się “Savages”)? Lub (oh my God) sam się zabije?

I pytanie niemniej ważne – dlaczego? Bohater wolał szlajać się po podziemiach z kumplami niż siedzieć w domu z ukochaną? Brak zaspokojenia seksualnego, lub niechęć partnera wobec fantazji seksualnych ukochanego? Czar lub inny Urok? Brak potomstwa? Bo MG jest wredny i nie potrzebuje powodu? A może Zeus czy inny Uther podszył się pod bohatera?

Ilu graczy, ile grup, tyle pewnie możliwości (pomijam oczywiście graczy/grupy gdzie takie elementy jak romanse czy zabawa w simsy nie występują).

Sookie-Has-Threesome-Dreams

A teraz coś dla graczy. Nie bądź betonem.

Gracze lubią grać monolitami. Albo są bardziej prawi, paladyńscy i dobrzy niż Matka Teresa, albo bardziej źli i zepsuci niż potomek Stalina, Jasona Voorheesa i Theodora Bundego. Ewentualnie są tak neutralni, że aż nieneutralni.

Monolity nie są złe. Ale zaproponuję wam je trochę skruszyć. Zwłaszcza te dobre. Każdy chyba słyszał o Lancelocie?

Po prostu niech twój bohater zakocha się w nieodpowiedniej osobie. Paladyn w żonie swojego wasala. Barbarzyńca w kobiecie swojego brata. Amazonka w niewolniku innej amazonki. Samurai-Ko (kobieta samuraj, jeżeli nie wiesz co to Legenda 5 Kręgów) w żonie Pana (bo czemu nie?).

Stwórz graczu konflikt, nie bój się.

Oczywiście, ten trzeci w związku nie musi być osobą. To może być bóg (kapłanka lub kapłan żyjący w czystości zaczyna czuć zakazane uczucia do innej postaci), zakon rycerski, korporacja lub Pikachu. Coś co może być równie ważne dla bohatera, jak inna osoba. Ale to raczej temat na inny wpis.

PS. Pamiętajcie, że gracze są różni. Niektórzy zbyt angażują się w imaginowane światy i zdrada ich “wymyślonego ukochanego” może spowodować darcie szat i popsucie stosunków wewnątrz grupy.

Wpis ten pierwotnie pojawił jako wpis do 36 edycji Karnawału Blogowego (październik 2012), w miedzy czasie przekonałem się, że nie tylko ja myślę o “trójkątach”, jako o podstawie napędzania fabuły. Vincent D. Baker zachęca do tego chociażby w Apocalypse World, gdzie pisze wprost, że dobry bohater niezależny to taki, który tworzy trójkąt z dwójką graczy. I nie chodzi tu tylko o zależność typowo seksualną, o nie nie. Ukochany jednego z graczy, nich będzie wrogiem drugiego. I takie tam inne ciekawe zależności 🙂