Category Archives: Na pokładzie Exalted

Na pokładzie Exalted część 12

swf23_fearfullandscape

I zakończyła się nasza przygoda z “Chronickles of the Gatekeeper”. Dużo spojlerów.

Drużyna prawie że zapłaciła najwyższą cenę, ale po kolei.

Przybycie na Moraband raczej nie zwiastowało jakiegoś nieszczęścia. Czerwona planeta na swój niepokojący sposób wydawała się piękna.  Ale im bardziej zbliżali się do powierzchni planety, tym większe niepokoje odczuwali. Zwłaszcza ci wrażliwi na Moc.

Skanowanie planety przyniosło w końcu jakiś efekt. Odkryto coś, co było statkiem. i faktycznie, był to w połowie już zasypany przez piach Delta-7B.

Delta-7B Aethersprite

Nie znaleziono w nim jednak nic ciekawego, za wyjątkiem bardzo starych plam w kokpicie, które Ree bez problemu zidentyfikowała jako krew. Szukanie igły w stogu siana.

Delta-7B został wyciągnięty przy pomocy Exalted i drużyna ruszyła na zwiad. Część szła przez planetę na piechotę, Roxy natomiast zataczała kolejne koła Exalted. W końca pilotka wypatrzyła jakieś ruiny. Cała załoga podleciała w ich pobliże.

Ruiny okazały się jakąś nekropolią. Jednak tylko drużyna weszła na ich teren, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Cienie zaczęły się poruszać, jakby żywe, a złowroga atmosfera zaczęła wdzierać się w serca naszych bohaterów. Nagle się okazało, że cienie faktycznie żyją, i pragną nakarmić się krwią naszych bohaterów.

Widmowa Bestia z Moraband

Bestie posiadały dwukrotną przewagę i na dodatek otoczyły załogę Exalted. Zaczęła się regularna walka… Chociaż “rzeź” to by było bardziej adekwatne słowo.

Najlepiej sobie radziła Ree i Spark. Ekhri nie miał tyle szczęścia, wysunął się za bardzo do przodu i został dosyć szybko prawie że rozszarpany przez te stwory, które rzuciły się na niego niczym jakaś przerośnięta wygłodniała ławica piranii. Starająca się wycofać “F” też nie miała szczęścia, nim padła nieprzytomna na ziemię, jedna z bestii która się na nią rzuciła, odgryzła jej w przelocie dłoń. Przyszpilona w jednym miejscu Roxy mogła tylko zrozpaczona patrzeć, jak wystraszona Jade (której jedna z bestii odgryzła nogę tuż pod kolanem) desperacko starała się cały czas odczołgać od kolejnych przeciwników, na oślep odstrzeliwując się karabinem.

Naprawdę, nie wyglądało to dobrze. Ale ostatkiem sił udało się pokonać przeciwnika. Przyszła pora na wycofanie się na statek, odlecenie na orbitę planety, i zajęcie się rannymi.

Ree uwijała się jak w ukropie. Wszyscy przezywali to, co się stało. Ale hej, nie takie ciosy przyjmowano na klatę. Po podreperowaniu zdrowia drużyna postanowiła wrócić do nekropoli. Jade tylko załatwiła sobie tymczasową protezę, w postaci nogi od zniszczonego Złomka. W międzyczasie namierzyli też Krąg do Delty-7B, który cały czas orbitował wokół planety.

Przeciwnika nie było nigdzie widać. Zagrożenie jednak tym razem przyszło z całkiem innej strony. Ciemna Strona Mocy zaatakowała w bardziej subtelny sposób,

Tajemniczy ktoś

Ekhri nie wiedział przez chwilę co się dzieje. Poczuł znajome mrowienie na swojej skórze. Usłyszał znajomy charakterystyczny ciężki oddech. I usłyszał znajomy głos.

 – Dlaczego mnie zdradziłeś?

Były szef Ekhriego

– Nie, nie jesteś prawdziwy, ciebie tu nie ma – krzyczał wystraszony Noghri i machał rękami, jakby chciał odpędzić złego ducha.

– Dlaczego nie wykonałeś zadania? Dlaczego mnie zawiodłeś? Myślisz, że coś znaczysz, myślisz, że zmienisz to, czego zmienić się nie da? Jeżeli nie ty, mam kogoś innego, bardziej wiernego. Kogoś, kto wypełni powierzone mu zadanie.

Kiedy Ekhri się odwrócił, zobaczył uciekającą “F”, i kroczącego tuż za nią nieznajomego osobnika z fioletowym mieczem świetlnym. Chciał do niej podbiec, zakryć ją własnym ciałem, zabić prześladowcę, ale jakaś siła go powstrzymywała. Cienie zaczęły oplątywać jego kończyny, nogi zaczęły grzęznąć jakby w ruchomych piaskach. Jego ruchy były ociężale i niezdarne. Tymczasem “F” się wywróciła, a napastnik jednym cięciem odciął jej jej jedyną rękę, jaka jej pozostała. Wstała na klęczki i krzyczała coś w kierunku swojego ukochanego. Ale nieznajomy chwycił ją za włosy.

Ekhri poczuł, że odzyskuje władze w swoich kończynach. Szybko ruszył szarżując prosto na człowieka z mieczem… Jeszcze kilka kroków, jeszcze z 2 metry… Szybkie cięcie i bezgłowe ciało “F” zwaliło się na ziemię. Wysunięte dłonie Ekhriego prawie że pochwyciły głowę ukochanej, która martwym wzrokiem wpatrywała się w niego…

Falko, upiór z przeszłości

Ree nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Falko jak żywy, stał przed nią. Albo raczej za nią.

– Znowu się spotykamy, co? Załatwili mnie, nim mogłaś się na mnie zemścić. Ale wiesz, bardzo żałuję, że nie zdążyłem załatwić tego twojego “wałacha” do końca.

Falko to pojawiał się, to znikał. Mówił o kilku rzeczach. O Sparku, o jej pociągu do Ciemnej Mocy. Ree nie wytrzymała, chciała go uderzyć. Wtedy zniknął, a gdzieś w oddali pojawiła się tajemnicza sylwetka, która odpaliła dwa fioletowe miecze.

– Nie ja, to i tak zabije go ktoś inny – usłyszała jakby na pożegnanie.

– Za tobą – kolejny głos. Znajomy głos.

Kiedy się odwróciła, zobaczyła Gela Marcolfa. Pchnał ją tak, ze wyladowała na czworakach. Chciała się podnieść, ale on już był na niej. Bezczelnie chwytał za piersi i lizał po uchu, szyi i policzku.

– Przecież to lubisz, prawda? Czemu się bronisz?

Ree zaczęła krzyczeć, że wcale nie. Szybko się odwróciła by szybkim cięciem swojego miecza odciąć głowę napastnika. Ku swojemu zdziwieniu, to nie głowa Gela Marcolfa potoczyła się tuż obok niej, ale głowa jej ukochanego, Sparka.

Ree zaczęła wrzeszczeć przerażona…

Jeszcze jeden Duch Przeszłych Świąt

– Stęskniłem się za tobą siostro.

Roxy nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Przed nią stał Jessie, jej brat.

– Już za niedługo się zobaczymy, ale martwi mnie, że zadajesz się z nim. Herne ciebie zdradzi, tak jak zdradził mnie.

– Nie, mylisz się, że Herne… On taki nie jest.

– Czyżby? Tylko ja ciebie tak naprawdę kocham. Tylko na tobie mi zależy. A on? A on ciebie zdradzi i zrani. tylko tyle potrafi.

Podszedł do niej i ją objął. Poczuła jego ciepło, jego bliskość. Zdziwiła się, bo odwrócił ją… Zobaczyła Herne. I Root.

Ona stała oparta o ścianę, taka mała, niewielka, drobna. On nachylał się nad nią. W ich oczach był jakiś taki dziwny błysk. Miłość? Pożądanie? Dotykał jej policzka, a ich usta się spotkały.

– Widzisz? jesteś dla niego nikim. Tylko ja ciebie obronię, jak już będziemy razem. Na przykład przed nim, bo rzucimy mu inny żer na pożarcie.

Roxy zobaczyła znajomego już mężczyznę w masce i z dwoma fioletowymi mieczami świetlnymi. Wtedy, kiedyś, w jej dziwnym śnie, pytał się o Herne… teraz zaś zbliżał się zaś pomału do obściskującej się pary. Root była już bardziej bezczelna i jej małe niebieskie dłonie wędrowały po rozporku Herne. Roxy chciała coś powiedzieć, ale Jessie zaczął ją bardziej przytulać… i całować… I obmacywać. To nie był braterski dotyk.

– Nie Jessie, co ty robisz, tak nie można!

– Tylko ja ciebie kocham, i obdarzę ciebie miłością. Będziemy tylko ty i ja, na zawsze.

Nie wiedziała co ma robić. Brat był coraz bardziej natarczywy, natomiast tajemniczy jegomość już się zbliżył do Herne. Podniósł dwa miecze i przebił go na wylot, razem z Root…

Drużyna zbierała się z piaszczystego podłoża. Wyglądali na zdezorientowanych. “F” ze łzami w oczach błagała Ekhriego, by jej nie zabijał. Jade wyglądała tylko trochę lepiej, i coś tam powtarzała, by Roxy jej nie zdradziła. Spark mocno przytulał i uspokajał rozhisteryzowaną Ree. Chwilę później cała scena wyglądała jeszcze bardziej chaotycznie. Ekhri przemawiał, Ree rzygała, Roxy i Jade zapłakane się tuliły…

– Przepraszam, że przeszkadzam w waszym dziwnym rytuale, ale czy mógłbym w czymś wam pomóc?

Słowa pochodziły od jakiegoś przygarbionego 80/90-letniego starca, który najwyraźniej z zaciekawieniem przyglądał się całej sytuacji.

Samotny dziad na pustyni to klasyka

Drużyna postanowiła porozmawiać z tajemniczym człowiekiem (jak na Suljo Warde był za stary). Część ludzi ufnie, część nieufnie. Zaprosił ich do swojego obozu (na korzeniuszkę, jakże inaczej), i przedstawił swoją historię, oraz grzecznie zaczął odpowiadać na ich pytania.

Powiedział, że jest poszukiwaczem prawdy, który wiele lat temu tutaj przybył. Imię już dawno porzucił, jest więc tylko prostym pustelnikiem, albo eremitą (jak kto woli). Bada i spisuje informacje o cywilizacji, która kiedyś tutaj zamieszkiwała. Kilka lat temu, przybył tutaj śmiertelnie ranny Suljo Warde, ale pustelnik nie mógł mu pomóc. Pochował go w jednym z grobowców, gdzie na straży pozostał jego towarzysz (jednostka R2). Powiedział, że przed śmiercią, Suljo Warde powiedział, ze kiedyś tu przybędzie 6 osób, czworo ludzi, jeden twi’lek i “żaba” (to miało być o Ekhrim). Pustelnik wymienił też dwa imiona, które powtarzał Suljo Warde – Ree i Roxy.

Po rozmowie i krótkim odpoczynku, wszyscy wyruszyli do starego grobowca Sithów. Podróż odbyła się bez większych przygód, toteż w końcu drużyna stanęła pośrodku wielkiej sali z sarkofagami i wyłączoną jednostką R2.

Pielgrzym wyglądał jakby nagle odzyskał siły. Spod szaty wyciągnął miecz świetlny. Powiedział że tak, ze on w istocie nazywa się Suljo Warde. I że już dawno widział przyszłość, że tutaj zostanie przez nich zabity. Ale tanio nie sprzeda swojej skóry.

Suljo Warde we własnej osobie

Drużyna starała się go przekonać, że nie ma sensu walczyć ze sobą. Suljo jednak był odporny na te słowa. Doszło do brutalnej walki, gdzie drużyna mogła się przekonać, co to znaczy być prawdziwym Mistrzem Jedi.

Suljo jak ciął swoim mieczem, to klękajcie narody! Całe szczęście Ekhri miał ze sobą broń łowcy jedi (strzelająca specjalnymi pociskami corthosis) która potrafiła na chwilę wyłączyć miecz Suljo. Ten jednak nawet bez miecza rzucał naszymi bohaterami po komnacie, jakby byli szmaciankami lalkami. Na domiar złego zaczęły się materializować Phantasmy Sithów, którzy dawno temu tutaj żyli.

Suljo oberwał kilka razy, ale bez problemu powalił drużynowych chłopów (19 damage na czysto!) oraz brutalnie ciął przez twarz Ree (permanentne -1 do Prezencji).

Cięcie na Popka mieczem laserowym wygląda tak

Roxy wycelowała w ciężko rannego Suljo.

– Nie chciałam, by to się tak skończyło, nie chciałam tej walki, ale teraz… Teraz to jest albo my, albo ty. Przepraszam.

Pociągnęła za spust. Spodziewała się, że Suljo odbije ten strzał, tak jak poprzednie. On się jednak wyprostował i wyłączył swój miecz… Przyjął strzał prosto na swoją klatkę piersiową.

– Dziękuję, młoda uczennico. Tak miało być.

Roxy szybko dopadła do umierającego starego mężczyzny.

– Ale… Dlaczego?

– Wiele błędów popełniłem, wiele złych rzeczy. Teraz mogę odejść w spokoju. Proszę po to przybiliście. Proszę, niech mój miecz dobrze ci służy…

A jak dziad umierał, to go w ramionach trzymałam… O jakoś tak.

Drużyna się jakoś poskładała do kupy, ale nie była zbyt uradowana. Suljo został pochowany w grobowcu. R2 został uruchomiony – drużyna dostała więc nowego droida – R2-D17.

R2-D17, droid Suljo Warde

Ree przygarnęła zapiski Suljo Warde. Statek Delta-7B dało się przywrócić do stanu używalności. R2 został więc załadowany do myśliwca, i smutna drużyna mogła nastawić koordynaty na Tark III.

Miecz Suljo Warde

Co to była za przygoda. Była długa, a to za sprawą walki z Bestiami Cienia. Tak długiej walki (i tak dramatycznej) dawno nie miałem. Walka z Suljo Warde była krótsza, ale też drużyna musiała się bardzo napocić, i naprawdę, było kilka razy blisko śmierci.

Teraz przerwa ze Star Wars, jakiś miesiąc. Ale jak to kogoś interesuje, powrócimy zarówno z załogą Exalted, jak i z naszą bandą przegrywów robiącą interesy na Nar Shaddaa.

Napisze też o “Chronicles of the Gatekeeper’, o moich spostrzeżeniach, co działało, co nie, gdzie natrafiłem na trudności, i co IMO warto zmienić. Dla tych, którzy chcieliby kiedyś poprowadzić tą (IMO fajną) przygodę.

/Beamhit

Na pokładzie Exalted część 11

tumblr_o21nwihyCR1uh4yaro1_1280

Kolejna sesja (chyba jubileuszowa, bo 20) za nami, kolejny raport. I trochę zmian – przechodzimy z notek z fejsbuka znowu do publikowania na blogu.

Tym razem drużyna ma okazję skonfrontować się z tajemniczym slicerem Root oraz odwiedzić zapomniane sanktuarium Jedi. Druga część raportu zawiera spojlery do przygody “Chronicles of the Gatekeeper”, ale zostaniecie (jeżeli to kogoś interesuje) ostrzeżeni w odpowiednim momencie.

wjp7h9i_GCA

Drużyna starała się przemyśleć sprawę, co zrobić z tajną kryjówką Falko oraz co zrobić z Root, który najwyraźniej bardzo się nimi zaczął interesować (i Gelem Marcolfem). Po  dłuższej dyskusji oraz zaproszeniu i zapoznaniu się ze zdaniem Herne (który był bardzo zainteresowany zabezpieczeniami Root, jakie podobno zamontował w tamtej bazie), drużyna postanowiła sprawdzić i przeczesać spuściznę po Falko. Przy okazji drużyna w końcu postanowiła się dowiedzieć, dlaczego Herne ma jedną rękę bezwładną.

Herne: Jestem uczulony na cybernetykę, taka odmiana rzadkiej choroby.

Bez większego problemu podlecieli pod stary opuszczony kompleks fabryczny. Po przeczesaniu terenu (na pokładzie pozostały tylko Jade i Kaya, z drużyną natomiast ruszył Herne) został odnaleziony jakiś niezbyt wysoki bunkier z dużą bramą wjazdową zabezpieczoną jakimś terminalem. Herne zabrał się do roboty i stwierdził, że jak na robotę legendarnego Root, to była jakaś fuszerka (brzmiał trochę na rozczarowanego). Dalsze ostrożne przyczesywanie budynku zaprowadziło naszych herosów do dużego pomieszczenia z dwoma transporterami A-A5.

A-A5_heavy_speeder_truck

Trast A-A5 Heavy Speeder Truck

Oprócz transporterów, troje drzwi na przeciw, pary schodów na wyższy poziom, nie było tutaj widać nic więcej ciekawego. Ale Ree stwierdziła, że te transportery wcale nie wyglądają na takie, które by stały tutaj od dłuższego czasu. jakby na potwierdzenie jej obserwacji, za kamiennych balustrad z wyższego poziomu wyłoniło się kilku ludzi z bronią gotową do strzału. Nie wyglądało to za ciekawie. Ale przynajmniej nikt jeszcze nie pociągnął za spust.

Chwilę później za drużyną przyszła Kaya… Trzymająca na muszce Jade! Co tu się kurwa wyrabia?

Wywiązała się rozmowa pomiędzy Kayą i Hernem. Okazało się, ze niebieski mały Chiss wcale nie nazywa się Kaya… Tylko to Root we własnej osobie. Od dłuższego czasu chciała przejąć Herne, ale nie miała ku temu okazji. Najwyraźniej tych dwoje slicerów już od ponad roku ścierało się ze sobą w sieci. Okazało się też, że jest starsza (ale jej drobna budowa ciała pozwala udawać jej słodkie dziecko) i tak naprawdę nie jest siostrą Falko. Wszystko było grą, na którą nabrała się cała drużyna.

Root chciała wymienić Herne za Jade. Powiedziała, że nie chce niczyjej śmierci tutaj, gdyż drużyna to bardzo przydatne narzędzie. Najbardziej chyba zrozpaczona była Roxy, która przecież czuła dużą mięte do Herne i Jade.

Roxy: Chcesz się wymienić?
Herne: Tak, oczywiście, tak będzie najlepiej w tej sytuacji.
Roxy: Nie zostawimy ciebie tak… Odbijemy ciebie…
Herne: Zaufaj mi Roxy.

Jade i Herne ruszyli ku sobie. Kiedy już się prawie mijali, Herne powiedział coś w stylu “najlepsze w byciu kaleką jest to, ze nikt ciebie nie docenia”. W tym momencie uniósł swoją lewą bezwładnie zwisającą rękę do góry (Ree się skapnęła, że użył Mocy do tego), rozerwało się na niej ubranie i zostały wystrzelone jakieś pociski. Chwilę później ostre białe światło oślepiło wszystkich i zaczęła się strzelanina.

Shootout_at_StarForge_Station

Co to była za walka. Nikt prawie nic nie widział, ale każdy starał się coś trafić. Roxy starała się ostrzeliwać górę. Ree postanowiła osobiście odwiedzić wyższy teren i zaczęła się tam przedzierać swoim mieczem świetlnym. Pechowo jednak jeden z najemników wykopnął jej broń, która poleciała z powrotem w dół. Niewiele się namyślając Ree skoczyła za nim bardzo bolesnym w skutkach skokiem bohatera. Herne używał Mocy, by wyrzucać kolejnych przeciwników kryjących się za balustradą. Nieuzbrojona Jade schowała się za transporterami. Ekhri chciał sprzątnąć Root, ale nie trafił. Zaszarżował więc na nią, a ta wykorzystała jego masę i pęd przeciwko niemu, i rozłożył się jak długi. Root ruszyła dalej, ale na odchodne boleśnie trafiła naszego ex-komandosa śmierci (jeden z dwóch krytyków jakie zaliczył w tym starciu). Spark ostrzeliwał się z pozostałymi najemnikami, ale kiedy zauważył Root, postanowił załatwić ją z ogłuszających. W końcu Root otoczona przez Ekhriego I Sparka padła od ciosu tego drugiego, ale przed snem poczęstowała go kopniakiem w krocze. Chwilę później niedobitki od Root się poddały i wycofały się z bunkra.

W bunkrze nie było nic ciekawego, oprócz transporterów. Było jasne, że była to tylko pułapka, pytanie tylko co należało zrobić z Root (ponoć Imperium płaciło przynajmniej 20000, Ekhri chciałby powyrywać jej ręce, Ree chciałaby oddać ją Gelowi, Herne chciałby pogadać, Roxy chciałaby… puścić wolno). Drużyna zebrała się więc na stare lądowisko,a Ekhri i Spark zabrali się za prowadzenie dwóch A-A5.

Ekhri: Od dzisiaj jestem rasistą, nienawidzę wszystkich Chissów!

Później, kiedy Root już doszła do siebie, można było ją przesłuchać, pogrozić jej, wyciągnąć jakieś informacje i zdecydować co zrobić z nią dalej. Root jednak stwierdziła, że lubi być przygotowana na każdą ewentualność, ze zna ich (naszą drużynę znaczy się), lepiej, niż oni sami siebie znają, i ze planuje dwa ruchy do przodu. Powiedziała też, że Gel Marcolf to przydatne narzędzie, oraz że wcale nie ma zamiaru krzywdzić kogoś takiego jak Herne. bo takich geniuszy się nie krzywdzi. Nie była już tym słodkim dzieckiem, które używało imienia “Kaya”. Była to zimna, inteligentna i amoralna dziewczyna.

Jej kartą przetargową miało być to, że… Że wiedziała, że brat Roxy tak naprawdę żyje. I że Herne o tym też wie. I że może odszukać dane mówiące o tym, gdzie w najbliższym czasie ma odbyć się transport Jessie’go Kaine.

13244879_572358322924977_3095805271907013801_n

Jessie Kain, miał ponoć nie żyć

Najwyraźniej coś musiało być na rzeczy, bo zdenerwowany Herne wyszedł z pokoju. Ruszyła za nim Roxy. Z rozmów pomiędzy nimi wynikało, że faktycznie Herne zdawał sobie sprawę, ze jej brat naprawdę żyje. Ale ukrywał ta informację przed nią. Nastąpiła bardzo melodramatyczna scena. Takie wiecie, z hasłami “nie wiem czy mogę być z tobą” i inne takie pierdu pierdu z wyciskaczy łez. Było widać, że Herne jeszcze coś gryzie.

W końcu stanęło na tym, że Root zostanie wypuszczona (ale zapowiedziała, że nie odpuści sobie zdobycia Herne). Powiedziała, że w najbliższym czasie przekaże dane o transporcie Jessie’go. Ostrzegła też, że nie tylko ona szuka Herne. Inkwizytor Nolah również jest nim zainteresowany. Oraz, że ostatnio też dla Inkwizytora pracowały Wdowy.

Kiedy odeszła Root, Herne postanowił najwyraźniej zrzucić z siebie cały ciężar, by powiedzieć Roxy jak było naprawdę z jej bratem, i czy po tym naprawdę chce być ona z nim dalej. Jessie był rebeliantem i uczniem Herne, ale zaczął zadawać się z bardziej radykalnym odłamem Rebelii. Jessie był na misji, która miała zniszczyć pewną placówkę Imperium, ale przy okazji miało zginąć wielu niewinnych cywili. Herne się temu sprzeciwiał, i w ostateczności sam sabotował pojazd Jessie’go. Pod koniec rozmowy zapłakana Roxy stwierdziła, że jednak nie chce go tracić.

Tutaj zaczynają się spojlery do “Chronicles of the Gatekeeper”.

KnVOEg9

Po odpoczynku i dojściu do siebie, postanowiono w końcu wsadzić drugi kryształ Strażnika Bramy. Ree stwierdziła, że to będzie dobre ćwiczenie dla Roxy. Strażnik Bramy zdobył więc dalsze wiedzę, oraz mógł się podzielić tym, co wiedział o dalszych losach Suljo Warde.

Suljo Warde faktycznie przewidywał kolejne zdrady wśród Neimodianów, co było powodem wielu aresztowań na Cato Neimodia. Suljo przewidział też, że rozmowy o zawieszeniu broni to tylko przykrywka, i że w najbliższym czasie dojdzie do kolejnego zdradzieckiego ataku ze strony Neimodianów. Chciał przekonać swoich dwoje towarzyszy, ale ci go nie słuchali. Dlatego podczas rozmów pokojowych zaatakował pierwszy i pozabijał prawie wszystkich dyplomatów. Rzucili się jednak na niego jego towarzysze, których pokonał i zabił (tak twierdzi Strażnik Bramy… Ale w pałacu było tylko jedno ciało Mistrza Jedi!). Został jednak śmiertelnie ranny i postanowił uciec na Moraband (legendarną planetę Sithów), które ze swoich tylko znanych pokręconych powodów wybrał na miejsce swojego spoczynku.

Okazało się, ze dane na temat Moraband zostały wykasowane ze wszystkich możliwych danych. Po prostu taka planeta nie istniała. Strażnik Bramy stwierdził, że być może na drugim księżycu Delriss znajdą dane do skoku na Moraband. Tam kiedyś znajdowało się dobrze ukryte Sanktuarium Jedi. Problem polegał jednak na tym, że księżyc był cały pokryty jednym wielkim oceanem.

Drużyna postanowiła się przygotować. opchnęła cały zebrany sprzęt z bunkra wraz z dwoma transporterami u Szarego, w zamian zakupili Pojemnik z Bactą, cztery kombinezony do głębokościowego nurkowania (ponoć Sanktuarium znajdowało się 1000 metrów pod poziomem wody) oraz spłacili część długów Roxy.

bakta

Od pierwszej sesji planowali zakup…

Jeszcze tylko Ekhri postanowił zabrać “F” na statek (no bo teraz masz wolne, a wiesz, jak ostatnio się skończyło, gdy mnie przy ciebie nie było…) i można było odwiedzić Delriss (tutaj dane były łatwo dostępne). Podróż miała trwać 48 godzin, więc drużyna mogła się oddać wylegiwaniu się w Baniaku Bacta, albo wylegiwaniu się na swoim partnerze lub na wyszukiwaniu nowych miejsc na Exalted, gdzie się jeszcze tego nie robiło. Ekhri na “F”, Ree na Sparku i Roxy na Jade.

tumblr_o206egvVIC1uederdo9_1280

Przygody na (S)Exalted wyglądają tak

W końcu drużyna mogła odwiedzić drugi księżyc Delriss. Na powierzchni planety było widać tylko wzburzone wale i sylwetki gigantycznych wodnych stworów. Statek co prawda nie był przygotowany do pływania, ale nie było to niemożliwe. Roxy, pomimo problemów, dopłynęła do Sanktuarium. Nie było widać, by były tu jakieś ślady życia.

Jade w towarzystwie Ekhriego i Sparka opuściła pokład i starała się otworzyć wrota do doku, a później uruchomić zasilanie w Sanktuariam. Udało się to zrobić wszystko bez większych problemów, i drużyna ruszyła na przeczesywanie oświetlonego kompleksu (Tylko “F” została na pokładzie).

Kompleks był opuszczony, ale nie natrafiono na żadne ślady życia, ani nie znaleziono żadnych ciał. Był raczej w kiepskim stanie, na dodatek trudno się po nim poruszało, bo był przechylony w jedną stronę.

Pierwszym ciekawym pomieszczeniem okazała się biblioteka. Niestety, większość zwojów i ksiąg nie nadawała się do niczego (podobnie jak tutejsze komputery). Ale drużyna miała nadzieję odszukać tutaj coś ciekawego. Opuszczając pomieszczenie, drużyna wzbogaciła się o następujące pozycje:

– “Historia Świątyni Jedi”
– “Pamiętnik Separatysty”
– “Pełna specyfikacja techniczna lekkiego myśliwca Delta-7 Aethersprite”

Drużyna dotarła do hangaru, gdzie znajdował się jeden z myśliwców Delta-7. Wbudowany w niego astromech droid był zniszczony, ale można byłoby było przejrzeć jego dane na temat różnych skoków (służył za komputer nawigacyjny).

Jedi_Starfighter_EpII

Delta-7 Aethersprite

Bingo! Udało się wyciągnąć koordynaty na Moraband. trochę przestarzałe, ale jak się nie ma co sie lubi, to się lubi co się ma. Niestety, w tym momencie zatrzęsło całym kompleksem, i przerażona drużyna zobaczyła, jak w oddali jakieś przerośnięty bydle przegryza się przez jeden z tuneli. Najwyraźniej kogoś rozdrażniły światła w opuszczonym Sanktuarium.

ICadZX85_uM

Fuck Fuck Fuck!

Należało się szybko ewakuować, ale nie było łatwo.  Co chwilę kolejne wstrząsy zwalały drużynę z nóg. Najgorzej było już pod sam koniec, kiedy rozerwało się poszycie w przejściu i mocny strumień wody prawie potopił naszych milusińskich. Ree straciła nawet przytomność i swój miecz świetlny. Ale na szczęście udało się go odzyskać.

Powrót na statek wcale nie oznaczał końca problemów. Najpierw trzeba było się przebić przez bramę w dokach, a później uciec przed potworem, który po rozwaleniu Sanktuarium, postawił jeszcze coś małego wrzucić na ząb. Ekhri starał się z działka opóźnić pośćig (strzelanie pod woda nie szło jednak tak łatwo), a Roxy i Spark starali się wyprowadzić maszynę w powietrze. Ale się udało!

Kolejne dwa dni później Exalted przybywa na Moraband…

Moraband

Morabnad

I tyle. Co drużyna odkryje na Moraband i co się stało z Suljo Warde, o tym na kolejnej sesji.

Beamhit