Monthly Archives: April 2015

O starości, zrzędzeniu, sprzedaży i innych takich pierdołach na czasie

fart_dust

Namnożyło się nam wpisów erpegowych ostatnio, takich co to ludzie zgrzytają i narzekają (w większości), albo wprost przeciwnie – piszą, że jest dobrze (w mniejszości). No to też postanawiam dorzucić swoje pierdnięcie.

Teoretycznie tak naprawdę nic się nie zmieniło na przestrzeni 15 lat. W praktyce zaś, mamy większy wybór erpegów na rynku. I tu jest (według mnie oczywiście, bo każdą teorię można starać się obalić) pierd pogrzebany.

Jestem starym graczem. Widzę nasz rynek, widziałem jego początki i mogę się do niego jakoś odnieść. W kategorii “jak było kiedyś, i jak jest dzisiaj”.

Kiedyś panie to było tak. Kupowałem Magię i Miecz. Kupowałem wszystko jak leci do Łorhammera. I postanowiłem, że będę kupował wszystko, co rypygy na rynku naszym, zwanym dalej rynkiem polskim. Niestety, postanowienie szybko poszło w cholerę, kiedy okazało się, że kieszonkowego jest mało. I tak przeszło koło nosa wszystko co Cyberpunk (kumpel kupował), Cthulhu (jeszcze inny kumpel kupił) czy MERP (nikt nie kupił). A wracając do kupowania – kupowałem też Talizmany, Złote Smoki i inne fanziny K6 (czy jakoś tak). Ale do czego zmierzam. Inni moi znajomi nie kupowali. I to nie pojedyncze przypadki. Powiem, że większość moich znajomych graczy (i z grupy, i z zabrzańskiego klubu Rivendell) nie kupowała.

Teraz, kiedy poznałem grupę młodych erpegowców (takich co to nie udzielają się na poltkach), widzę tam dokładnie to samo podejście. Kupuje mistrz gry, gracze nie inwestują (bo i bieda w Polsce panie) w podręczniki. Co najwyżej wolą kupić sobie kilka boosterów do Magica (swego czasu Trzewiczek bardzo kurwował i jechał po karciarzach na łamach swojego pisma).

Nic się nie zmieniło. Repek napisał u nerv0 – “RPG nie umiera w sensie grania. Pojedź na Pyrkon – erpegowców jest tona i chcą grać oraz rozmawiać. Tylko nie bardzo gry chcą kupować”. Tylko, że kiedyś było tak samo.

Ale jak to? Co z Warhammerem? Co z późniejszymi dedekami? Co z Neuro? Przecież sprzedawały się tak dobrze!

Oczywiście. Ale każdy z tych systemów trafił do sprzedaży w okresie jakiejś tam posuchy. Bo nadchodzi taki moment, kiedy rynek jest wypchany na maksa. To przytrafiło się z Deadlandsami (tymi pierwszymi) i Gasnącymi Słońcami – trafiły na rynek w złym momencie. Tak jak dzisiaj – jest tyle erpegów do wyboru, że hej. A nie tylko Warhammer i Zły Cień.

Powiedzmy, że jest 100 kupujących Masterów. Wychodzi pierwszy system. Każdy z nich kupuje swój egzemplarz. Później wychodzi drugi system – egzemplarz kupuje już tylko 80 osób. Później trzeci – w system inwestuje już 60. I tak dalej.

A wy stare dziadki w której grupie jesteście? Półka z książkami zaczyna pomału wam puchnąć? Ile gracie sesji w tygodniu? Jedną? Dwie? Jak wiele jesteście w stanie przemielić kampanii i systemów RPG w ciągu 5 lat? I raczej nie kieruję tutaj pytania do wyjątków, bo one tylko potwierdzają regułę.

No i masz na półce powiedzmy 6 systemów. Kupisz siódmy?

Czyli nic się nie zmieniło na przestrzeni ostatnich 15 lat, tylko systemów jest więcej do wyboru. Kupujących jest tyle samo, tylko zamiast 10 systemów, mają do wyboru 500.

Wpis powstał równo dwa lata temu. Z mojego punktu widzenia – teoretycznie, nic się nie zmieniło. Może tylko na Pyrkonie jest mniej chętnych do grania w RPG? Powstały też grupy ludzi którzy grają – tworzą własne systemy, albo sięgają po darmowe produkcje. A tych przecież tak mało nie ma.

Cyberpunk – czy potrzebne są kable?

kable

Luźne przemyślenia.

Jestem starym erpegowym graczem (pochodzącym z drugiej fali, czyli z chwili kiedy pojawiło się w 1993 pismo Magia i Miecz na rynku). A to znaczy, że cyberpunk kojarzy mi się z topornymi komputerami, topornym sprzętem i toną kabli wystającą z tej czy innej części ciała. Tak to bowiem kiedyś wyglądało. “Niestety” wszystko poszło na przód, i w wyobrażaniu o cyberpunku zagościły nowe twory. Zamiast kabli, mamy jakieś Wi-Fi czy inne Bluetoothy, obok wirtualnej przestrzeni mamy rzeczywistość rozszerzoną, zamiast metalowych topornych kształtów mamy sterylne gładkie kuliste plastiki. I miniaturyzację.

Efekt jest taki, że w większości przypadków wizja kabli wystająca z różnych części ciała odeszła do lamusa (retropunk? vintagepunk?). Podstawowe jednak pytanie – czy stare dobre kable mają dalej zastosowanie w świecie, gdzie wszystko jest do siebie podłączone niewidzialną siecią?

kable2

I zaczynam sobie luźno gdybać. Oczywiście, że kable są zajebiste i powinny być podstawą egzystencji każdego szanującego się cyberpunka z ulicy. Bo nie oszukujmy się – wszystko co znajduje się w otwartej sieci, da się kontrolować.

Masz swój pistolet, który odbiera sygnał z twojego cyberoka? Samochód, który łączy się z twoimi myślami? Masz w sobie 20 kilogramów sprzętu bojowego, który świeci w rozszerzonej rzeczywistości jak choinka bożonarodzeniowa? Nazywasz siebie cyberpunkiem, shadowrunnerem, solosem i ulicznym samurajem, a ja nazwę cię trupem.

kable3

Korporacje i rządy mają tylko jeden cel – kontrolować biedne owieczki. Decydują, co mogą oglądać, co kupić, co posiadać. A wszystko, co jest dostępne z poziomu sieci, da się kontrolować. Da się wyłączyć, tak po prostu. Broń palna, środek transportu, komputer (czy tez odpowiednik takowego w danym świecie) i lodówka. PSTRYK! I nie strzeli, nie pojedzie, nie ściągniesz filmu z torrenta 3500, zgniłe śmierdzące żarcie stanie się jeszcze bardziej zgniłe i śmierdzące.

kable4Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby podstawowa jednostka służb bezpieczeństwa / policji korporacyjnej / policji prywatnej składałaby się z trzech osób. Z hackera, którego zadaniem byłoby wyłączenie wszystkiego co podłączone do sieci u przeciwnika, i dwóch gości, którzy pilnowaliby inteligenta. Podobnie wjazd grup antyterrorystycznych lub antycyberpsychopatycznych – najpierw szarża mózgowców, później mięśniaków.

Kabli nie da się kontrolować. Twój smartgun podpięty pod kabel w twojej łapie nie zawiedzie ciebie, samochodem do którego podepniesz bezpośrednio swój mózg uciekniesz, odpowiednik peceta nie złapie wirusa i nie spowoduje, że spam w twojej głowie nakaże ci żreć tylko chrupki Mishima. A lodówce zagrozi tylko brak prądu.

Nie będzie mnie dziwić, jeżeli sprzęt wyłączony z sieci, a łączący się z innymi peryferiami tylko poprzez kable, zostanie prawnie zakazany. Nielegalny handel kablowym sprzętem będzie podstawą dla cyberkillerów. A spotkanie na ulicy gości z wystającymi kablami będzie na zwykłego obywatela działało tak, jak dzisiaj na zwykłych obywateli działa grupa pseudokibiców – nie patrzeć, nie prowokować, spierdalać.

Stary tekst, który miał pojawić się jeszcze na starym blogu, ale tak jakoś nigdy nie miałem czasu dokończyć. Ale co tam, niech ujrzy światło dzienne. Trochę zredagowany, trochę poprawiony, kilka zdań dopisanych.

Beamhit Zalicza – Mortal Kombat II

mortal

Teraz wszyscy przeżywają Mortal Kombat X, a ja, skoro swego czasu przeszedłem jedynkę, postanowiłem od jakiegoś czasu przemęczyć część oznaczoną jako II (wydaną w Mortal Kombat Kollektion).

2015-04-10_00006

2015-04-10_00007

2015-04-10_00009

2015-04-10_00010

“Przemęczyć” jest tutaj słowem kluczem. Ale najpierw trochę mojej historii z MK II.

Mortal Kombat II pierwszy raz widziałem na automatach gdzieś we Włoszech. Patrzyłem na tytuł jak zaczarowany, kiedy dwoje graczy starało siebie zmasakrować. Moje próby zagrania w to na automatach przemilczę.

Później przyszedł czas zdobycia gry na 4 amigowych dyskietkach, i malownicze rżnięcie w to z kumplami, robienie turniejów grupowych, i w ogóle zachwycanie się na całego, i sikaniu po majtach, jak odkryło się jakiegoś fatala (nim wyszedł Secret Service z ciosologią).

Czasy odeszły. Myślę, że MK II może dalej być dobrą gra, zwłaszcza jak spotka się kilku starych kumpli, i przy piwie postanowi powspominać stare czasy. Ale ja tutaj chcę ocenić jak grało mi się z komputerem.

tl;dr – Gra jest chujowa.

Komputer to kawał sukinkota i oszusta, gra jakby przewidywał przyszłość, wykonuje szybciej ciosy specjalne, i w ogóle walka z nim to jeszcze mniejsza przyjemność, niż odczuwałem grając w część pierwszą. Skoki może działają tylko na pierwszych trzech przeciwników, jedyną skuteczną techniką jest dorwanie przeciwnika na podcięcie, i modlenie się, by łyknął tak z 4-5 takich pod rząd. A paradoksalnie, najłatwiejsi przeciwnicy to ostatni dwaj bossowie – Kintaro i Shao Kahn.

Jeżeli ktoś nie wie, czym się różni dwójka od jedynki, to tak w wielkim skrócie podaję. 12 grywalnych zawodników, zamiast 7. 5 postaci tylko dla komputera, wcześniej 3. Postacie mają teraz po 2 Fatality (niektóre nawet 3). Dodatkowe nie brutalne finishery zwane Friendship i Babalyty. 3 plansze ze swoim własnym fatalem (w jedynce tylko 1 taka plansza). Wywalono minigierkę z łamaniem desek. A teraz, parę słów o zawodnikach, i jak mi się nimi grało.

LIU KANG 2015-04-19_000032015-04-10_000012015-04-10_00003

Liu Kang to dobra postać. Dużą jego zaletą jest wysoki kopniak z wyskoku, co wyjątkowo czyni go dobrym zawodnikiem na Johny Cage i Mileena. Swoje strzelające pierdy może walić na dowolnej wysokości. Grało mi się nim dobrze, ale są oczywiście lepsi zawodnicy od niego, jeżeli chcemy zagrać z komputerem.

KUNG LAO2015-04-10_000122015-04-10_000142015-04-10_00015

Najlepszy zawodnik, jeżeli chcemy walczyć z komputerem. A sekretem jest jego specjalny cios z powietrza – wślizg. Oraz wysokie kopnięcia z wyskoku, dzięki którym obok Liu Kanga jest jedynym zawodnikiem, który ma gdzieś rzucane sai Mileeny i zielonego pierda Cage. Ale wracając do ciosu specjalnego – komputer po prostu łyka go jak pelikan. Pozostałe ciosy mało przydatne powyżej trzeciej walki. Rozcinanie zaś na pół, to jeden z lepszych fatali w MK II.

JOHNY CAGE2015-04-19_000042015-04-11_000032015-04-11_00004

Nasz aktorzyna powrócił, ale na komputer tak naprawdę nie jest za dobry. Wszystkie jego specjale, jak zielone pierdy, mirażowe kopniaki i ciosy z łokcia, oraz jajecznika, to najbardziej niewchodzący zestaw specjali w dwójce chyba. Gra nim to była prawdziwa męczarnia.

JAX2015-04-10_000112015-04-18_000032015-04-18_00004

Jax to nowy zawodnik, pierwszy czarnoskóry zabijaka w MK II, i chyba jedyny do tej pory (jeżeli się mylę, to sorry). Dobry zawodnik, gdyż jego cios specjalny, w którym łapie przeciwnika i nawala po ryju, wchodzi częściej w porównaniu do większości pozostałych ciosów specjalnych. Ma też przechwyt w powietrzu, co czasami ratuje tyłek. I fatality z wyrwaniem rączek, taki czarny humor.

RAIDEN2015-04-10_000042015-04-19_000112015-04-19_00012

Bóg piorunów powrócił, z zestawem najgłupszych do odpalenia fatality w MK II. Jego ciosy prawie te same co w jedynce, tylko lot może odpalić na dowolnej wysokości. Ale tak ogólnie czegoś mi w nim brakowało, chociaż lepszy od powolnego i nisko skaczącego Cage. A, jakoś tak z Dragon Ball’em mi się kojarzy.

KITANA2015-04-19_000062015-04-18_000012015-04-18_00002

Ładniejsza z bliźniaczek, oraz ta, która sobie lepiej radzi z komputerowym przeciwnikiem. Jej cios specjalny, ten w którym macha wachlarzami i wysyła przeciwnika w górę, bardzo łatwo wchodzi w komputerowego ciołka. Technika to ciągłe cofanie się, i czekanie jak przeciwnik podejdzie w zasięg. Cios wachlarzem (tył + HP) też niczego sobie. Dobra zawodniczka, może śmiało stanąć obok Kunga Lao.

MILEENA2015-04-19_000072015-04-19_000012015-04-19_00002

Czyli ta brzydsza z bliźniaczek, która nie ma takich możliwości jak Kitana. Czasami turlanie fajnie wejdzie, i można zrobić z tego combo, ale tak, to średnia postać do walki przeciwko komputerowi. No ale jest przynajmniej pierwsze oficjalne mortalowe Love Story 😉

SHANG TSUNG2015-04-19_000082015-04-11_000092015-04-11_00010

Główny Boss z jedynki powraca odmłodzony i kopie tyłki. Bo tak naprawdę, skoro może zamienić się w dowolną grywalną postać (a nawet w Kintaro przy jednym fatality), to znaczy, że zawsze może zostać najlepszą postacią w grze.

SCORPION2015-04-10_000052015-04-19_000092015-04-19_00010

Najlepsza postać na komputer z jedynki została zdegradowana do takiej sobie postaci. Jasne, przy walkach z żywym przeciwnikiem to niewątpliwie często wybiera postać, ale ani sznurowadło, ani teleport (pokraczne i nieprzydatne nożyce pominę) nie pomagają w walce z komputerowym przeciwnikiem.  Buuu…

SUB-ZERO2015-04-11_000022015-04-11_000072015-04-11_00008

 Sub-Zero też powraca, albo raczej – jego młodszy brat się pojawia. Podobny problem jak ze Scorpionem – dobra postać z jedynki, staje się taka sobie w dwójce (przeciwko komputerowi oczywiście). Ma jednak pewne przewagi nad żółtym ninja. Jedną jest wślizg, czasami przydatny. Druga to zamrożenie podłoża – specjal który potrafi sparaliżować komputer. Bo ten wtedy tylko stoi, i czasami nic nie robi. Wyrwanie głowy z kręgosłupem odeszło jednak do lamusa…

REPTILE2015-04-19_000132015-04-11_000052015-04-11_00006

Reptile to oczywiście nasz tajemniczy ninja (ukryty mini-boss) z części pierwszej, który powrócił w tej odsłonie jako grywalna postać. Ze starych ciosów został mu tylko wślizg, a tak może zostać niewidzialny (nawet trochę działa na komputer, pod warunkiem że pozwoli ci odpalić sekwencję), pluć jadem i rzucić jakąś dziwną kulę. Jakoś tak na komputer klasyfikuje mi się pomiędzy Sub-Zero, a Scorpionem, czyli taki sobie średniak. Ale fatality ze zjadaniem głowy fajne.

BARAKA2015-04-19_000052015-04-18_000052015-04-18_00006

Kolejna fajna postać do walki z komputerem, a to za sprawą jego szatkowania, które wchodzi często, jak zastosować odpowiednią technikę. I które na dodatek zabiera dużo punktów życia. Podobnie jak Kitana, ma też dobry cios “tył + HP”. Jeden z trzech najlepszych zawodników, jakiego możemy wybrać do walki z komputerem.

Do Mortal Kombat II, podobnie jak do Mortal Kombat I, już raczej nie powrócę (no, chyba że z kimś zagram na żywo). Kilka godzin męczarni. Ranking bohaterów? Na komputer najlepsze są trzy debiuty – Kung Lao, Kitana i Baraka. Tuż za nimi Liu Kang. Później cała reszta, jakoś z Jaxem na czele i Scorpionem na końcu. A tytuł najgorszego fightera do walki z komputerem zdobywa Johny Cage.

Więźniowie Narracji

Tharizdun

Może to znacie , może nie. Sesja miała się odbyć normalnie jak co tydzień, wszyscy zjawili się oczywiście na umówione spotkanie, miało być pięknie jak zawsze.

A wychodzi kupa. Może to ciśnienie, może MG się nie przygotował, albo boli go ząb. Może po prostu nikomu tego dnia nie chciało się grać, albo jeden element na sesji spowodował, że zaczął się zjazd na równi pochyłej. Albo MG bardzo źle dobrał przeciwników i skończyło się jednym wielkim TPK. Albo macie czternaście lat i zgwałciliście właśnie postać jedynej waszej graczki, bo 40-letni bezrobotny erpegowy guru wam wmówił, że tak jest realistyczniej.

Do czego porównujecie sesję RPG? Zazwyczaj pierwszą odpowiedzią jest: Teatr. Później pada też hasło: Film, Powieść, Komiks. Są też oczywiście inne porównania, które w tym przypadku pominę. Ale co różni RPG?

Jedną bardzo istotną różnicą jest to, że autor powieści (lub sztuki) i scenarzysta zawsze może zmienić to, co już nabazgrał. Stara niepisana prawda o RPG zaś mówi, że to co się już wydarzyło na sesji, wyryte jest w kamieniu.

Gówno prawda wam powiem.

Jesteśmy ludźmi i jako ludzie mamy prawo się mylić, przyznać się do błędu, i co najważniejsze – go naprawić. Co więc zrobić ze zwaloną sesją, po której zostaje niesmak, kwas i sraczka?

Wywalić. Wyciąć. Wypieprzyć. W przypadku zaś gwałtu – dodatkowo pokajać się przed koleżanką i przeprosić. Pod warunkiem, że chce z nami jeszcze rozmawiać. I omijać z daleka waszego piwnicznego guru.

Jeżeli zaś zgrzyta tylko jeden element – można tylko ten jeden element wywalić lub zmienić.

Oczywiście – wywalenie czegoś to nie jedyna rzecz, jaką można zrobić. Zawsze można coś dopisać. Albo pobawić się w alternatywną historię.

Wersja Reżyserska – mówi wam to coś?

Zdarza się, że po sesji czasami mamy różne przemyślenia – w stylu “szkoda, że to się nie wydarzyło”. Pytanie więc, dlaczego na następnym spotkaniu nie dopisać jakiejś dodatkowej sceny? Albo rozszerzyć scenę już odbytą i teoretycznie zamkniętą? Hej, jesteśmy dorosłymi ludźmi, wszystko jest do obgadania i uzgodnienia. Wszystko w imię funu.

Doujinshi i Fanfic

Pomijając to, że to pierwsze to pożywka dla grubych mamroczących otaku, a drugie dla śliniących się miłośniczek paringu Harry/Draco, to możemy z tego wyciągnąć też coś dla siebie. Czasami jak nie ma pomysłu na sesje, albo po prostu z czystej ciekawości, możemy poprowadzić coś w stylu “co by było, gdyby…”. Marvel nas raczył serią “What if…”, więc my i też możemy. Co by było, gdyby Luke nie trafił? Albo gdyby Gotrek chwalebnie zginął? Telimena uwiodła Tadeusza (prahistoria polskiego fanficu przecież)?

Stary wpis, pierwotnie do 39 karnawału blogowego. Dalej się pod nim podpisuję dwiema rękami i racicami. Jeżeli zaś ktoś myśli, że to tylko takie moje wyssane z palca przemyślenia i techniki, to John Harper w “Blades in the Dark” podaje podobne techniki – jak coś nagle zgrzyta lub nie pasuje, zmień to, zrób rewrite.

Graj Fetyszem – Furry

furry_ratio_by_iareninja

Ostatnio było futanari, teraz pora na kolejną część przeglądu fetyszów nerdów. Dzisiaj na tapetę idzie furry.

Fetyszofurryści erpegowi mają ogólnie lepiej niż miłośnicy pań z dodatkowym ciężarem, czy miłośniczki yaoi. Jest szansa, że grupa furrystów się zbierze, i będą razem wspólnie oddawać się rzucaniu kośćmi, odgrywaniu, i yiffowaniu w jednym z furry erpegów. Najsławniejszym przedstawiciel jest tutaj chyba “Albedo RPG”, którego recenzja była zamieszczona w “Magii i Mieczu” (nr 41/42). Inny klasyczny przedstawiciel, to “Usagi Yojimbo RPG”, albo “Teenage Mutant Ninja Turtles & Other Strangeness” (system trochę niesławny, bo w pierwszej edycji nasze zmutowane zwierzaki mogły nabawić się pedofilii, a i homoseksualizm był chorobą psychiczną) . Zawsze też można przerobić pod siebie jakiś uniwersalny system, jak “Anima Prime” czy “Savage Worlds”. Albo sięgnąć bo któreś z wymienionych poniżej tytułów:

Shard RPG

Ironclaw

Jadeclaw

Furry Pirates

Ponyfinder

Psia Krew

Oczywiście problemy zaczynają się, kiedy jesteśmy jedynym furrystą w grupie – mamy wtedy ograniczone możliwości. Należy więc zrobić rekonesans, by zapoznać ewentualne systemy z możliwością grania futrzakiem. A później namówić MG by prowadził właśnie te systemy.

Cyberpunkowe systemy – Teoretycznie większość systemów cyberpunkowych pozwala na grę pół-ludziem, pół-zwierzakiem. Chimery, hybrydy, moreau – nazw wiele, efekt ten sam. Problemem może być to, że większość tych systemów przyjmuje założenie, że hybrydy powstały jako wojskowy bojowy eksperyment. Jednak nie powinno to aż tak stanąć nam na drodze do szczęścia. Systemy te pozwalają też na małe kosmetyczne zmiany ludzi (catgirls and dogboys), jeżeli furry to dla ciebie za dużo.

610_088190_69

Dedeki i okolice – Tu naprawdę nie ma problemu. Sieć pełna jest własnych wersji antropomorficznych zwierzaków do DnD 3.0/3.5, DnD 4.0 oraz Pathfindera (a pewnie lada chwila do DnD 5.0). Albo można zakupić jakiś dodatek, jak np. Fursona.

PZOPDFSUSFURSONAE_500

Exalted – System który daje nam duże możliwości dla każdego nerdowskiego zboczeńca. Fetyszraj. Po pierwsze mamy Lunarów, zmiennokształtnych którzy mają trzy formy – ludzką, zwierzęcą i furrystyczną. Problem może się zacząć, gdy MG nie dopuści nam wybrańców Luny do gry. Na to też się jednak znajdzie sposób – kiedy Lunar pod postacią zwierzęcą spółkuje z ludzką kobietą, a i do Wylda blisko, z takiego związku rodzą się zwierzoludzie (pisałem coś o Fetyszraju?). Taki zwierzoczłek może zostać Solarem.

2e_Lunars___Magnificent_Jaguar_by_kiyo

Crystalicum – Mamy też polski akcent. Gra o której pamiętają tylko najstarsi górale. W tym systemie można było grać kotowatym Ka-Dis lub psowatym Kalb. Zaleta? Cena, 25 złotych na Rebelu.

_bg33233

Hot Chicks RPG – Zły seksistowski system ze złymi paskudnymi ilustracjami i ze złą mechaniką (no dobra, widziałem gorsze mechaniki) doczekał się własnego złego dodatku o furry. Sam tytuł dodatku też jest zły: “Yiffy, Yaoi, and Yahooey!” Ogólnie jeżeli już twój MG to prowadzi, to wiedz, ze coś się dzieje.

61296

[Recenzja] Millennium War: Aegis

aegis

Millennium War: Aigis” to gra online, która łączy ze sobą cechy rpg i tower defense. A na dodatek jest to wszystko podlane hentajowym sosem.

Fabuła, jak na klasycznego jrpg (japońskie konsolowe gry rpg), była już opowiedziana wiele razy. Kiedyś, bla bla bla, był demon lord, bla bla bla, zabił go bohater, bla bla bla, pomagała mu bogini, bla bla bla, wiele lat minęło, bla bla bla, demony powróciły, bla bla bla, teraz jesteś księciem potomkiem bohatera, bla bla bla, zdobądź 99 poziom i, bla bla bla, zgładź gnoja definitywnie (i tak powróci w następnej odsłonie).

Książę, czyli my, nie będzie jednak osamotniony w walce o punkty doświadczenia. Podobnie jak w serii Fire Emblem czy Suikoden, przyjdzie nam zebrać całą masę dzielnych wojów ubranych poprawnie, i jeszcze większą rzeszę dzielnych wojowniczek ubranych zazwyczaj w pancerze. które wywołują palpitację serca u każdej szanującej się feministki.

cecily

Sama rozgrywka właściwa, to klasyczny Tower Defense (kojarzy mi się z Defender’s Quest), gdzie mamy punkty do których nie mogą dojść potwory, i punkty na które możemy stawiać nasze jednostki (osobne dla walczących wręcz, osobne dla strzelców). Różne jednostki mają różne zdolności, i tak Żołnierz może blokować dwóch przeciwników, Wiedźma potrafi ich spowalniać, a Zabójca zabić jednym celnym ciosem.

bitwa

Jak napisałem, jest kilka rodzajów jednostek, które dzielą się ze względu na klasę, jak i na rzadkość wylosowania. Na przykład spotkałem dwa rodzaje bezimiennych łuczników o poziomie rzadkości “Iron”, łucznika Ars (Bronze) i łuczniczki Soma i Daniela (Silver). Są jeszcze poziomy Gold, Platinum i Black. Poziomy doświadczenia za bitwy zdobywa tylko Książę. Pozostali zdobywają poziomy, poprzez łączenie ich z innymi jednostkami. Jeżeli połączymy dwie takie same jednostki, dostaną one więcej PD, dodatkowo istnieje szansa, że zwiększy się ich poziom zdolności specjalnej, albo obniży się koszt wystawienia. Możemy też zmieniać klasy postaci. I tutaj uwaga – wymagane są do tego jednostki o poziomie rzadkości “Silver””, więc nie przetapiajcie “srebrnego” nadmiaru.

steel

Należy zauważyć, że nie jest to MMORPG, tylko klasyczna gra single player. Nie spotkamy tutaj innych graczy, nie wymienimy się jednostkami, nie wyzwiemy towarzysza na pojedynek. Jedyne co nam przypomina, że to gra on-line, to wyskakujący komunikat, czy chcemy zakupić dodatkowe kryształy. Obecnie, kiedy piszę te słowa, mam już poziom 20, i da się grać bez sięgania po portfel.

Dodatkowym ważnym elementem, jest zaciśnięcie więzi z naszymi podwładnymi. Dziewojom dajemy kwiaty i klejnoty, facetom różne odmiany wódy. Wysoki poziom “Bond” nie tylko daje bonusy do cech naszym podopiecznym, ale też odblokowuje statyczne scenki, zazwyczaj hentajowe, ale nie jest to reguła.

assassin

Scenki hentajowe, no są. Dostajemy obrazek i opis na poziomie fanfika napalonej 16-latki. Lepsze rzeczy są w necie. Dobrze, że gierka (jak dla mnie) ratuje się sama. Jeżeli ktoś chce jednak grać tylko dla xxx-rated scen, to droga wolna. I tyle.

PS. Co mi przypomina, nie jest to jedyna on-line hentajowa gra na rynku. Bliźniacza karcianka “Lord of Valkyrie” też jest dostępna, ale jakoś nie wciągnęła mnie.

Graj Fetyszem – Futanari

futa1Oto pierwsza część nowej nieregularnej serii – Graj Fetyszem (nie mylić z Graj Faszystą). Będzie to przekrój poprzez różne fetysze i dziwności (od prawie normalnych, do tych najdziwniejszych, najstraszniejszych i najobrzydliwszych). Przede wszystkim jednak postaram się spojrzeć, które fetysze najłatwiej przemycić do różnych systemów RPG. W końcu po 20 latach gry może się znudzić łażenie po lochach, mroczne odgrywanie mrocznego cierpiętnika oraz skakanie od jednego indie-srindie do drugiego. Zaczyna się szukanie większych podniet.

Na pierwszy ogień coś, co przylazło do nas z zepsutej Japonii. Futanari. Dziewoja z fiutkiem. Nie mylić z transseksualizmem. Futanari (futa w skrócie) to głównie wytwór czysto fantastyczny.

Futa to albo hermafrodyta, albo kobietka z czymś po prostu extra. A te extra może być w kilku wariantach. I zazwyczaj jest też extra duże:

  • Tylko sam penis i wagina. Penis zazwyczaj wychodzi z pochwy lub jest przemienioną łechtaczką. Często pomimo braku jąder, tryska często i ochoczo.
  • Penis z jądrami oraz wagina. Tryska równie często i chętnie jak jego poprzedni, ale to już nie powinno dziwić.
  • Sam penis.
  • Kilka penisów. Combo Killer.

Przy czym penis nie zawsze jest ludzki. Może być demoniczny, zwierzęcy, lub nie wiadomo jaki. Info dla niekumatych – drewniany to nie futanari (zazwyczaj), tylko strap-on, lub dildo na majtkach.

Nasze futanari mogą oczywiście uczestniczyć w wielu różnych scenach. Z inną futanari, z dziewczyną, z panem (o dziwo, równie często na górze, jak i na dole), w orgiach, sado-maso i w samoobciąganiu. Przy czym jeżeli nazwiesz miłośnika scen Futa x Guy gejem, to ten się obrazi. Ach ta pokręcona ludzka logika.

Pytanie, czy jest możliwość, by ktoś mógł ziścić swoje fantazje erotyczne, i zagrał / spotkał futanari na sesji. Można walić oczywiście logikę i wyjść z założenia, że skoro każda bohaterka z mangi i anime ma swoją fanowską wersję z fajfusem, to i w naszym świecie gry takie rzeczy się zdarzają. Ale czasami nasz MG to konserwatywny beton. Trzeba nasze zapędy poprzeć opisem świata lub mechaniką. Oto kilka systemów które pozwalają nam stworzyć naszą przefapowatą postać:

Warhammer i Warhammer 40.000 – Slaanesh. Kiedyś bóg rozkoszy i sado-maso, obecnie tylko patron gitar elektrycznych (WH40K) i znudzonych szlachciców (WH). Nie trudno sobie wyobrazić, że nasz bóg obdarza swoje wyznawczynie przepotężnym 30-centymetrowcem ładowanym od tyłu. Oczywiście, twój MG to pewnie konserwatywny beton i nie dopuszcza granie chaosytami. Pozostaje więc zwykła mutacja. Musisz tylko udowodnić swojemu MG, że strasznie z tego powodu cierpisz i jesteś bardzo nieszczęśliwą postacią. UWAGA!!! W klasycznym Warhammerze po “The End Times” granie futanari może być trudniejsze.

futa2

Cthulhutech – Wada “Outsider Tainted” ma w swoim opisie, że możesz posiadać, cytuję: “Hentai Genitalia”. 2 do 2 i mamy cztery. Masz babkę z fiutem, masz cztery dodatkowe punkty na rozwój postaci, posiadasz dwa razy więcej zasobów do rzucania zaklęć. Minusy? Kto by tam patrzył na minusy, skoro masz coś dużego w plusach.

Wszelkie Cyberpunkowe systemy – zazwyczaj modyfikacje genetyczne we wszelkich Interface Zero i innych Cyberpunk 2020 są dosyć rozwinięte. Skoro mamy pół-ludzi pół-delfiny, to czemu nie 95% kobiety i 5% mężczyzny? Sztucznie wyhodowany człowiek czy po prostu kobieta z dodatkowym cyber/bio wszczepem? Wybór należy do ciebie. Zawsze możesz też wmówić, ze jesteś nową wersją Człowieka 2.0 (Człowiek 33,3).

Gasnące Słońca – Co tu robią Gasnące? Otóż mało kto wie, ze wśród Ur-Obunów rodzą się hermafrodyci. Może nie jest to częste, ale zawsze coś. Dodatkowo jest to uważane za wielki dar. Hermafrodyci dodają sobie premię przy kontaktach z Or-Obunami.

Exalted – w tym systemie odgórnie jest wszystko. Możesz być God-bloodem o takich parametrach, albo blisko Wylda chodzić na grzybki (i obudzić się z jednym z nich pomiędzy nogami). Gdyby jednak twój MG był konserwatywnym betonem (a skoro tyle razy to napisałem, to pewnie jest), To pozostaje nam stworzenie Lunara z dostępem do “Twin-Faced Hero”. To nam pozwala biegać postacią dwupłciową. Jako człowiek. Jako furry. Jako zwierzę. Uważaj tylko, by samemu się nie zapłodnić.

High Fantasy – na pewno istniej jakiś czar lub rytuał który ci pozwoli przemienić swoją maguskę w pełnowartościową futanari. W DnD chociażby Życzenie może to załatwić. Bo kto by tam chciał mieć +1 do Intelektu, skoro może mieć +30 do Charyzmy. UWAGA! V edycja DnD pozwala ci bez problemu stworzyć taką postać. Dwa lata minęły od pierwszej wersji tego tekstu, a tu takie zmiany w fandomie.

Monastyr – jesteś starą babą z mroczną tajemnicą. Zgadnij co to za Tajemnica. Podpowiedź: Tajemnica bardzo ci ciąży.

Eclipse Phase – I pewnie inne trans-human rpg. Skoro ciało to tylko powłoka którą można wymieniać i kształtować dowolnie, to granie futanari, to nie problem. Ale po co, skoro można mieć siedemnaście penisowatych macek wyrastających z pleców?

Armie Apokalipsy – Czyli nasz polski system o BDSM aniołach. Anioły ciągnie do fetyszowych rzeczy, mają dostęp do zaawansowanej technologii, okultyzmu, rytuałów i… do Charyzmatu “Przeistoczenie”, które na trzecim poziomie pozwala dowolnie kształtować swoją płeć.

Uniwersalny System Mangowy – Jak B.ES.M. czy O.V.A. Rozumie się samo przez siebie.

W innych systemach po lepszym przyjrzeniu pewnie też dałoby się coś wykombinować.

Autorem dzieł jest Dmitrys.

futa3

Mój pierwszy wpis z serii “Graj Fetyszem”. Minęły dwa lata… A świat się zmienił. Przynajmniej ten erpegowy stał się bardziej lewacki, niż prawicowy. I kiedy najważniejszy system RPG na świecie pisze ci, że możesz grać hermafrodytą, to wiedz, że coś się dzieje.

Wpis trochę zredagowany, i uzupełniony o kilka nowych linijek. Napisany pół-żartem. Ale to oznacza, że napisany też jest pół-serio.