Beamhit Zalicza – Blackguards

BlackGuards

Pomalutku, pomalutku, przeszedłem sobie Blackguards (z jedynym dostępnym DLC). Przeszedłem ją łącznie w 40 godzin.

Średnia gra (chyba jak większość sygnowana “Czarnym Okiem”), ale jednak można fajnie sobie pograć, jak ktoś lubi gry taktyczne. Niby RPG, ale tak naprawdę chodzimy od walki do walki. Niby jesteśmy takimi niby łotrami z pod ciemnej gwiazdy, ale nie gwałcimy, nie zjadamy dzieci, i nie wyznajemy mrocznych bogów.

Fabuła? Jesteśmy sobie jakimś tam chłopkiem (lub panienką), które ponoć pewnego dnia morduje jakąś tam księżniczkę. I tak lądujemy w lochu na torturkach, przyjaciele się od nas odwracają, a my czekamy na nasz nędzny koniec.

No ale w tym momencie poznajemy innych parszywców, którzy pomogą nam uciec z więzienia, zemścić się, i przy okazji uratować 1001 raz świat. Mimo, że jesteśmy ściganymi mordercami.

das_schwarze_auge_blackguards

Zgraja która do nas dołącza, to z założenia malownicze typki. Krasnolud, który morduje i pali wszystko, co ma związek ze smokiem (nawet jeżeli jest to “Smocza Karczma”). Niezbyt atrakcyjny czarodziej łamany z klasą pies-na-baby. Elfka narkomanka. Dzikus gladiator. I wiedźma kultystka. W praktyce, to typowa drużyna z DnD ma więcej na sumieniu. Ale przynajmniej jeden plus. Nie wszyscy dożyją do końca przygody.

Ale skoro już narzekam, to dorzucę jeszcze kilka minusów. Grafika taka sobie, modele postaci tak brzydkie, że nikt nie pokusił się o “nude patch”, spolszczenie wyrywkowe i mieszająca płeć bohatera, AI czasami dziwnie działa (dość powiedzieć, że ostatni boss… sam się zabił; ja po prostu stałem i klikałem “następna tura”), w angielskich dialogach słychać silny niemiecki akcent, a w ogóle głos naszej głównej bohaterki kojarzy mi się z jakąś dobrą ciotką przy herbatce, a nie ściganą morderczynią i wojowniczką (po prostu mnie wkurzał). No i jakoś tak mało ekwipunku. Jak na postać, która specjalizowała się w walce na miecze jednoręczne, to znalazłem tylko trzy typy mieczy (krótki, długi i jeden specjalny).

Ale… O dziwo, grało mi się przyjemnie.

katze

Moja postać na końcu drogi

No właśnie, pomimo wielu błędów, niedociągnięć, takiej sobie fabuły, to te taktyczne walki były niczego sobie. Jasne, ze większość przechodziło się z palcem w nosie, ale zdarzały się mi restarty, bo coś poszło nie tak. Ta gra ma też dla mnie jedną fajną zaletę. Mogłem sobie ją odpalić, zagrać jedną lub dwie walki, i wyłączyć. Jak wracałem czasami po tygodniu do gry, nie czułem się zaginiony. Tak, tak właśnie mam z niektórymi dużymi erpegami. jeżeli odłożę jakiś tytuł na tydzień, to później nie wiem po odpaleniu, do czego mam ręce wsadzić.

Tutaj tego problemu nie miałem. Po prostu klikałem sobie kolejne kółko na mapie i przeprowadzałem następną walkę.

blackguardsfight

Czyli co? Średniak bez fajerwerków, tyłka nie urywa. Ale pograć jak najbardziej można.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *