[Recenzja] Mad Max – Fury Road

Mad-Max-Fury-Road-lovely-day

Super! Zajebiaszczy! 11/10! Orgazm! Ruchałbym! Mogę już umrzeć!

Tak krzyczy internet.

Ja się jednak do chóru nie przyłączę.

“Mad Max – Fury Road” to film akcji, nastawiony tylko na akcję, na bycie wspaniałym widowiskiem, na bycie ucztą dla oczu. I właściwie tylko tyle.

mad_max_fury_road_wallpaper_1920x1080_by_sachso74-d8r49ti

Fabułę chyba znają już wszyscy – pewien twardy babsztyl buntuje się przeciwko głównemu bossowi na zrujnowanych post-apokaliptycznych terenach, porywa jego baby rozpłodowe, po drodze zgarnia Mad Maxa i spierdala wielką ciężarówką. Boss wysyła za nimi wszystko co ma. I tyle. Cała reszta to jeden wielki pościg. A czego można się spodziewać po filmie?

AKCJI – właściwie cały film to jedna wielka akcja z pomniejszymi postojami. Co tam się nie dzieje, co tam nie wybucha.

POPRAWNEGO AKTORSTWA – Tom Hardy jako bardzo znerwicowany Mad Max, którego głównym zadaniem jest stać, mrocznie gadać i wyglądać na kolesia “co ja tu kurwa robię” wypadł poprawnie. Charlize Theron którą kojarzę głównie z ról seksownych blondynek, jako bezręka twarda baba wypadła lepiej niż poprawnie. Nicholau Hoult, który ma już za sobą jedną dziwną bladą rolę (Zombie R w “Warm Bodies”), jako fanatyczny Nux, wypadł obłąkańczo zajebiście (zresztą jedno z haseł reklamowych nowego Mad Maxa – “What a Lovely Day”, pada właśnie z jego ust). Hugh Keays-Byrne jako Immortan Joe wypadł też poprawnie. A cała reszta dziwaków i innych wariatów wypada równie kolorowo i zajebiście, jak armia orków do Warhammera 40000,

filmy-2015-premiery-1500x937

NIEZŁEJ MUZYKI – Ścieżka dźwiękowa daje radę. Daję też wam słowo, że zakochacie się w filmowym gitarzyście,

TWARDYCH BAB – Główna bohaterka Imperator Furiosa jest bohaterką o jaką walczą feministki, i bohaterką przy której płacze MRA. Ale mamy też zaradny gang emerytek na motorach, a i same dziewczyny Immortan Joego nie są też typowymi “Damami w opałach”.

ZAJEBISTYCH POJAZDÓW – Jest to fetysz-raj dla wszystkich masturbujących się ludzi do pojazdowej stylistyki post-apo.

mad-max-fury-road-vehicles

FAJNYCH WIDOKÓW – To co widać w plenerach wygląda zajebiście. A to przecież głównie pustynia.

PUSZCZANIE OCZKA DO FANÓW MAD MAXA – A to broń nie zadziała w dziwnie znajomy sposób, a to przez chwilę pojawi się ręczna pozytywka. i pewnie cała masa innych dupereli, których fani będą się doszukiwać.

Innych rzeczy w filmie nie ma. Zapomnijcie o ciekawych dialogach, bo tych ogólnie jest jak kot napłakał. Zapomnijcie o jakimś głębszym przedstawieniu postaci – to po prostu doba z życia bohaterów, w czasie której dostaniemy kilka szczątkowych informacji na ich temat. Bohaterowie po prostu “są”, i brakowało mi czegoś, co kazałoby mi się do nich bardziej przywiązać. Nie czuję też potrzeby zobaczenia tego filmu jeszcze raz. Ale nie muszę, grupa fanów jest już wielka, i dla nich film już jest kultowy.

Tak, to najlepszy film post-apo od “Mad Max 2”. Co raczej wskazuje, jak słabo lub beznadziejnie jest to eksploatowany gatunek filmowy. Ale właściwie, gdyby ostra muzyka leciała cały czas, i wycięto by tych kilka scen z przestojami, to wyszedłby nam 1.5 godzinny teledysk MTV.

MadMax-FuryRoad-ImmortanJoe

I to jest właściwie równocześnie zaletą, jak i zgubą tego filmu. Szybkie kino akcji, które właściwie poza akcją, nie ma nic więcej do zaoferowania. Oglądało mi się dobrze (żona usypiała), ale za pół-roku raczej wiele już pamiętać z tego nie będę.

PS. Wróżę wysyp sesji w “Neuroshimie”, “Apocalypse World” i innych post-apo systemach.

5 thoughts on “[Recenzja] Mad Max – Fury Road

  1. Tsar

    100% moich odczuć. Dodam, że amerykańska poprawność warsztatowa operatora była rozczarowująca. Po fantastycznym prowadzeniu kamery w dwóch pierwszych częściach Maxa nie ma najmniejszego śladu. Wielka szkoda.

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *