O Bondzie słów chaotycznych kilka (filmy 1-4)

Postanowiłem obejrzeć wszystkie Bondy. I tak na fejsbuku narodził się taki cykl, w którym w paru zdaniach rzucam kilka uwag o danym filmie. Nie była to recenzja per se, tylko właśnie, zbiór luźnych i często chaotycznych myśli. Ale niektórym się spodobało, i padła prośba, by zebrać i umieścić na blogu, co i robię (poprawiając błędy i czasami coś dopisując). W cyklu będę wrzucał po cztery filmy.

Dr_No_-_French_Poster

Postanowiłem sobie zaliczyć z żoną wszystkie Bondy. No to “Doktor No” jest już za nami.

Pierwszy Bond jest całkiem normalny, nawet o ile mnie pamięć nie myli, jest bardzo bliską adaptacją książki. Książkę jednak czytałem dawno temu (właściwie to jedyna książka o Bondzie jaką czytałem), i wiele rzeczy już mi umknęło.

Ale jest smok, jest super kaleka jako główny zły, jest zakłócanie rakiet. Wycięto tylko ptasie gówno, które to zbierał Doktor. Stwierdzono więc też, że śmierć poprzez topienie się w radioaktywnej wodzie jest bardziej klimatyczna, niż zrzucenie ptasiej kupy na łepetynę.

Właściwie film zaczyna być nudny od kiedy Bond wchodzi do rury. Później mamy długą sekwencję gdzie nic się nie dzieje, zakończoną 20 sekundową walką pomiędzy głównym dobrym, a głównym złym. I wybuch. I seks w łódce. I w ogóle mało tego Doktora No w tym filmie.

No serio, jak na gościa który gra tytułową rolę, to naprawdę mało go w filmie.

Poznajemy też amerykańskiego odpowiednika Bonda, który będzie przewijał się czasami przez kolejne Bondy. Ale i tak nikt nie pamięta Felixa.

Mamy wędrującą skarpetę i nogawkę Bonda. W scenie z Profesorem Denem jego garderoba zachowuje się w magiczny sposób.

Poznajemy też Sylvię Trench. Jedyna dziewczyna Jamesa Bonda która pojawia się w dwóch filmach. I to postać bez której by nie było sławnego przedstawienia “Bond. James Bond”.

russia

Drugi Bond, czyli “Pozdrowienia z Rosji” zaliczone. Film który chyba wyznaczył kierunek, w jakim podążać będą kolejne filmy (Bo “Doktor No” wyznaczył tylko “dziewczynę Bonda”). Pierwszy raz Bond dostaje niesamowitą zabawkę, która jest walizką z nożem, forsą, wybuchowym pieprzem i ze składaną snajperką. Pojawiają się chyba też najbardziej znane narzędzia mordu szpiegów z popkultury – garota w zegarku i zatrute ostrze w bucie.

Poziom testosteronu i seksizmu bohatera zwiększa się dwukrotnie, i Bond zalicza nawet trójkąt z dwiema cygankami (widzowie dostają przy okazji takie porno, na jakie pozwalała brytyjska kinematografia w tamtym okresie – czyli cat-fight i taniec brzucha). I daje po mordzie głównej bohaterce, ale ona dalej go kocha.

Bond ma nawet telefon komórkowy, ale chyba nazwa telefon samochodowy jest bardziej adekwatna. No i ma pager, który piszczy.

W tym filmie zyskują źli. Są oczywiście na pierwszym miejscu “Złowieszcze ręce które głaszczą futerko”. Jest genialny szachista, ale występuje na ekranie tylko trochę krócej, niż Doktor No. Ale podobnie szybko ginie. Jest też zła kobieta. Jest zła, bo jest lesbijką. Albo jest lesbijką, bo jest zła. Logika lat 60.

Fajny jest główny morderca WIDMA. Wydaje się przez większość filmu dużą, umięśnioną, niemą tępą kukłą, ale okazuje się, że to całkiem sprytny gościu. No i jest go dużo, wlecze się za Bondem, jak skutek za przyczyną.

I tutaj uwaga – blondyniasty adonis morderca ustanowił pewien trend, więc się nie zdziwcie, jak w kolejnych Bondach czasami będą pojawiać się jego klony.

Niestety, porno z 007 jest niszczone, nie dane więc nam obejrzeć “Jednej nocy z Jamesem Bondem”.

goldfinger

Trzeci Bond, czyli Goldfinger zaliczony.

Sean Connery poprawił wygląd. Schudł, zmienił perukę, zamalował długie rzęsy, a jakiego krzaczaste brwi a’la Baron von Sydonis del Dracul jakoś się pomniejszyły.

To pierwszy film, w którym Bond dostaje super-auto (dopisek po czasie – i jakoś tak naprawdę dużo ich nie miał).

To pierwszy film, gdzie Bond zasłania się dziewczyną przed ciosem.

To pierwszy film, gdzie zabijają Bondowi laskę. I to dwa razy.

Pierwszy raz Bondowi nie udaje się podryw (dopisek po czasie – naprawdę jeden z nielicznych takich przypadków) .

Dowiadujemy się, że Bond jest po prostu chorym człowiekiem. To erotoman, pies na baby. Jak widzi fajną panienkę, to wariuje. Musi wtedy walczyć ze swoimi wewnętrznymi demonami, bo inaczej gwałci. Należy mu współczuć (scena jak widzi seksowną laskę, i zamiast skupić się na misji, to myśli o seksie, ale walczy z tym mówiąc do siebie “uspokój się 007”).

Fleming uwielbiał nazywać kobiety dwuznacznie. Tutaj mamy Pussy Galore. Ale na miłość boską, drodzy tłumacze, nie musieliście spolszczać jej imienia na Cipcia Obfita…

Bond jak gwałci złą kobietę, to ta staje się dobra. Logika lat 70.

Goldfingera jest dużo. Ale to obleśny wieprz, dobrze że zginął.

Powrócił Felix. Z przystojniaka stał się małym łysym grubym karzełkiem.

Pojawia się jeden ze sławniejszych przeciwników Bonda – Oddjob. Mały krasnoludzki silny Azjata w cylindrze z metalową obręczą. Z ciekawostek, kapelusz wykonała firma Lock and Co. – czyli ta sama, gdzie kapelusz kupował Valentine w Kingsman (jeżeli kogoś interesują odniesienia).

Bojowa babcia rządzi. No serio, emerytka dorabiająca jako stróż na budce parkingowej z kałachem pod stolikiem jest wypas.

Z odcinka na odcinek Bond staje się coraz większym trollem. Dzisiaj pewnie po godzinach siedziałby na Polterze z trzema lewymi kontami.

To chyba jeden z najważniejszych filmów o Jamesie Bondzie (w moim rankingu), jeżeli chodzi o Sean Connerego. Już trąci bardzo myszką, ale to ten film wyznaczył pewien kanon i “bondowe tropes”. 

10850003_814429695259166_610825139683255953_n

Czwarty film z Jamesem Bondem, czyli “Operacja Piorun”, zaliczony.

Jest to jedyna historia (Casino Royale nie liczę), która została dwa razy przedstawiona na dużym ekranie. “Nigdy nie mów nigdy” to ten drugi film.

Film zaczyna się od tego, jak Bond zabija transwestytę.

Bond bierze kobietę siłą, a jak nie siłą, to szantażem. Przynajmniej za karę został dobrze wyruchany przez pewną maszynę.

Wraca kumpel Bonda, Felix Leiter, czyli ten gościu, o którym nikt nigdy nie pamięta, że był w filmie. Aktor podobny do tego z Dr. No, czyli dobrze. Bo ten z Goldfingera wyglądał jak łysy 45-latek chowany od 20 roku życia na pączkach.

Pierwszy Bond, gdzie w sławnym openingu (przez lufę pistoletu) występuje aktor grający Bonda. Tak jest, w pierwszych trzech widzieliśmy kaskadera, nie Sean Connerego.

Nowe zabawki Bonda jakieś takie mało widowiskowe. Ale wykorzystany w filmie “Bell Rocket Belt” działa naprawdę.

Drugi film, w którym Bond zasłania się kobietą. Tym razem ze skutkiem śmiertelnym dla niewiasty.

Przeciwnicy – po epizodzie z Golfingerem, powraca Widmo i głaskanie kotka. Główny przeciwnik Bonda to jednooki Emilio Largo, czyli Numer Dwa. Duży skok jakościowy w roli głównego złego po Goldfingerze.

Natomiast przydupasy nie zapadają w pamięć, brakowało jakiegoś Oddjoba. Był co prawda Vargas, który nie pił, nie palił, nie ciupciał. Ale po prostu pojawił się po to, by go Bond przybił do drzewa harpunem. No i polski akcent, czyli Doktor Ladislav Kutze. Imię wskazuje na Czechosłowaka, ale było wspomniane, że pracował w Warszawie.

Pierwsza epicka walka w Bondzie. Grupowa naparzanka pod wodą. Tylko dziwnym trafem w tej finalnej epickiej walce ludzie zaczęli krwawić dopiero wtedy, kiedy chciano wprowadzić rekina.

Końcówka filmu jakoś tak wyjątkowo z dupy. I były dłużyzny. Goldfinger zdecydowanie lepszy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *