O Bondzie słów chaotycznych kilka (filmy 9-12)

No to kontynuacja, obracamy dalej Rogera Moora.

bond8

“Człowiek ze złotym pistoletem”, czyli pojedynek pomiędzy Jamesem Bondem, a Hrabią Draculą, Darth Tyranusem, kardynałem Wyszyńskim, Śmiercią, Sarumanem, Dr. Fu Manchu i Rasputinem, czyli Christopherem Lee (R.I.P.), zaliczony. Tak, to już dziewiąty Bond.

Główny przeciwnik nazywa się Scaramanga i ma rozkładany złoty pistolet strzelający złotymi kulami. Ponoć chce zabić Bonda, ale w połowie filmu okazuje się, że to nie tak! (dum dum dum duuuuum)

Film mógłby nazywać się “Człowiek z trzema sutkami”, bo Scaramanga w średniowieczu miałby czym karmić czarnego kota.

Scaramanga ma pomocnika, karła o imieniu Nick Nack. Ich relacje są bardzo specyficzne. Nick Nack służy swojemu panu, gotuje mu, dba o dom, i czasami znosi jego głupie dowcipy, w zamian wynajmuje płatnych morderców, którzy mają zabić Scaramangę. Jeżeli Scaramanga zginie, pozostawi w spadku swojemu pomocnikowi cały dobytek.

W ogóle Scaramanga ma obsesję chyba na temat swojego pistoletu, lubi jak kobiety oralnie się z nim bawią.

Co mi przypomina, że książkowy Scaramanga ma mieć według raportu ciągoty homoseksualne, bo nie umie gwizdać. Nie no, serio. Kiedyś wierzono, że jak facet nie potrafi gwizdać, jest gejem.

Pierwszy Bond, w którym 007 tak namiętnie obściskuje gołe męskie pośladki.

Sam Bond ma przez cały film więcej pecha, niż chyba w pozostałych 8 razem wziętych filmach. W ogóle poziom humoru sytuacyjnego (Bond połykający złotą kulę – bezcenne) też się zwiększył trzykrotnie.

Bond ma walczyć w szkole karate na śmierć i życie, ale przeciwnicy nie wiedzą, że Bond miał szkolenie Ninja. I jak na wojownika ninja przystało, walczy podstępem i podstępnie ucieka.

Ale jak go otaczają, to całe szczęście ma przy sobie dwie azjatyckie bojowe uczennice, które walczą za niego. Takie anime.

Ku zaskoczeniu wszystkich, powraca rasistowski szeryf J.W. z “Żyj i pozwól umrzeć”. Pewnie, by było bardziej komicznie. Tym samym J.W. jest drugą postacią z tych bardzo drugoplanowych, która pojawia w dwóch filmach z Bondem. Pierwsza to była Sylvia Trench, dziewczyna Bonda z dwóch pierwszych filmów. Więcej odmiany słowa “dwa” w tym ustępie chyba nie wycisnę.

Dużo pościgów, i jeden sławny skok kaskaderski samochodem i obrotem o 360 stopni.

Jedynym niesamowitym gadżetem Bonda w tym filmie jest doklejany trzeci sutek.

Za to Scaramanga ma swój złoty pistolet, samochód przerabiany na samolot i działo na energię słoneczną.

Dobra, kwatera wywiadu brytyjskiego na pół-zatopionym okręcie jest zarówno śmieszna, jak i zajebista. I ten “skośny” wystrój.

poklad

“Wszyscy znają Bonda, tajnego agenta z licencją na zabijanie.” <—– I jak tu po takim stwierdzeniu być dalej tajnym agentem?

Ciekawe ile osób czytając moje wypociny, starało się zagwizdać (badummm tsss).

Ktoś wpadł na pomysł, by jedna z dziewczyn Bonda była stereotypową super-blond-idiotką. No i by było “zabawniej”, postanowiono, by była agentką.

Tym samym projekt za kilka miliardów został rozjebany przez blondynkę w pięć minut.

Druga dziewczyna Bonda kiedy stoi pod prysznicem, wyciąga pistolet nie wiadomo skąd. Jedna z nieodkrytych tajemnic kinematografii.

Pierwszy Bond, gdzie widać nagą dziewczynę. Od tyłu i w wodzie, ale zawsze.

Rozmowa M z Bondem o odsuwaniu od sprawy, rezygnacji i urlopie to piękne nawiązanie do “W tajnej służbie jej Królewskiej Mości”.

Roger Moore pokazuje, że potrafi też lać po twarzy dziewczyny jak jego poprzednicy. I jeszcze potrafi ją szarpać. I wykręcać rękę.

Film został zjechany ponoć za zbyt duży poziom humoru, ale dla mnie osobiście jest to dobry kierunek, i dobry film.

bond10

Wpis o “Szpieg, który mnie kochał”, czyli dziesiątym Bondzie.

Jak dla mnie, film ważny tak samo jak “Goldfinger”, bowiem całkowicie wyznacza kierunek w jakim pójdzie wyobrażenie o Bondzie. Więcej humoru i więcej niesamowitych zabawek.

Oglądając po kolei Bondy widać fajnie jak następowały skoki technologiczne. Pod tym względem też można analizować te filmy.

Zabawek ma Bond więcej, niż w poprzednich filmach. Ma pierwszy raz elektroniczny zegarek (który drukuje mu smsy), posiada wystrzałowe kijki do nart, miniaturowy odtwarzacz mikrofilmów skryty w papierośnicy i dostaje super samochód, który zamienia się w łódź podwodną.

Sam jestem zdziwiony, że dostaje dopiero drugi super samochód. Od Goldfingera minęło już trochę czasu.

“Przeciwnicy” też nie próżnują, mają swoje zabawki – motocykl z rakietową przyczepą pasażera, papierosy z gazem, stalowe szczęki.

Tak, Szczęki. Jeden z najbardziej znanych przeciwników Bonda. Wielki facet który stalową szczęką zagryza ofiary. Filar tego i następnego filmu.

Szczęki jest Polakiem, gdyby ktoś nie wiedział.

Szczęki, wbrew pozorom, to bardzo inteligentny gość. Zastawia pułapki, potrafi wyrolować przeciwnika, i do tego jest niezniszczalny.

Szczęki to chyba jedyny gość, który robi w serii o Bondzie tak epickie rzeczy. Tutaj zagryza na przykład rekina.

Widać też eksperymenty i zabawy z kamerą. Ujęcia i zbliżenia (głównie na naszego Zagryzacza) to coś, czego wcześniej nie było. Szczęki w budce telefonicznej, czy Szczęki w szafie (ciekawostka – żona się wystraszyła).

No dobra, fabuła – Jest taki szaleniec, który chce zniszczyć świat, by ten odrodził się pod wodą.

W tym celu porywa podwodne okręty atomowe, jeden od Ruskich i jeden od Wyspiarzy.

Tym samym Bond musi współpracować z najlepszym rosyjskim agentem XXX, by odkryć co się dzieje.

Nazwa XXX zobowiązuje, więc nasza agentka głównie jest po to, by pokazać nogę i pół cycka. No i po to, by dać się porwać na końcu, w celu rozmnażania się z głównym złym.

Cyckuff jest więcej, bowiem to pierwszy Bond walący sutkami po oczach. Co prawda należą do panienek z gazet porozklejanych na brytyjskiej łodzi podwodnej, ale zawsze.

Oczywiście jest dramat, bo Bond zabija wcześniej chłopaka XXX. Ta mu przyrzeka śmierć. Najwyraźniej wyrok chce wykonać poprzez zachędożenie 007 na śmierć.

– Musimy się tam dostać! – powiedział Bond.
– Ja to zrobię! – powiedział młody komandor o aparycji 15-latka.
I zginął.
Najbardziej rozczarowująca scena w filmie.

Logika w Bondzie: Hej marynarze, widzicie tą podwodną bazę, w którą władowano niesamowicie dużo forsy, która technologicznie wyprzedza wszystko, co do tej pory posiadamy, i na pokładzie znajduje się tylko stara dziadyga i facet cierpiący na gigantyzm? Bez problemu możemy przejąć nad nią kontrolę, ale nie, lepiej to po prostu rozpieprzmy torpedami.

Coś jeszcze?

Pierwszy Bond w którym pojawia się rosyjski odpowiednik M – Generał Gogol.

Pierwszy Bond w którym pojawia się Sir Frederick Gray, Minister Obrony.

Pierwszy Bond, w którym pojawia się pijący turysta.

Była też gra komputerowa, w którą grałem namiętnie na moim Commodore C-64.

Szczęki rządzi.

bond11

11 Bond – Moonraker.

Geneza powstania?

– Ludwik, musimy nakręcić kolejnego Bonda, by mieć grubą kasiorkę.
– No mamy kręcić Albercik “Tylko dla twoich oczu”.
– No ale Ludwiczku mój kochany, ludzie nie chcą klasycznego Bonda, te ludzie jarają się teraz Gwiezdnymi Wojnami, oszaleli na punkcie laserów i walk w kosmosie.
– Och nie, nikt nie pójdzie na “Tylko dla twoich oczu”, musimy mieć inny plan…
– A może Bond w kosmosie?
– G E N I A L N E! Zmiana planów, twórzcie na szybko coś o lataniu w kosmosie, “Tylko dla twoich oczu” poczeka. Lasery, wybuchy i strzelanie do małych celów! Jazda do roboty! Liczmy już grube miliony.
– A szefie, ale tam na końcu Luke musi trafić w coś małego.
– To Bond trafi jeszcze w coś mniejszego!

Największy grzech tego filmu – jest wtórny. Ja rozumiem, są pewne elementy które muszą się powtarzać, i trudno nie odnieść się, czy być oryginalnym w stosunku do poprzednich 10 filmów. Ale ten film opowiada prawie dokładnie tą samą historie, co “Szpieg który mnie kochał”.

Tu i tu jest bogaty milioner; tu i tu chce zniszczyć całą ludzkość; tam chce odbudować cywilizację pod wodą, tutaj w kosmosie; pierwszy zagryza kobiety rekinem, drugi psami; pierwszy i drugi wynajmuje Szczęki, by ten zabił Bonda; w jednym i drugim Bond współpracuje z agentką innego wywiadu; w obydwóch Bond wyjeżdża czymś z wody, i mamy scenę z pijącym turystą (bodajże asystent reżysera); w obydwu filmach muszą rozpierdolić wielką bazę; no i na końcu wszyscy muszą oglądać pieprzącego się Bonda.

Czyli film zyskuje, jeżeli nie widziano poprzedniej odsłony.

Piosenka otwierająca film jest najnudniejszą i najbardziej usypiającą jaką do tej pory słuchałem oglądając Bondy.

Tak, powraca Szczęki. Dostał jeszcze większą role, jak i dostał więcej komizmu. Ale dalej to sprytny facet, który z powodu siły ma czasami pecha. Przeżywa jeszcze więcej niesamowitych sytuacji, epicznie przegryza metalową linę na której utrzymuje się kolejka górska (!!!), i znajduje sobie dziewczynę i się nawraca na dobro. Awww…

Aktorka która wciela się w postać Dolly (dziewczyna Szczęki) ma taki sam wzrost, jak żona Kiela (aktora grającego Szczęki).

Jak powszechnie wiadomo (albo i nie), partnerem z CIA dla Bonda był zawsze Felix Leiter. No ale, że 30 lat przed Genderem trudno było pokazać Bonda w łóżku z innym facetem, dostał więc partnerkę z CIA, której nazwisko jak zawsze u Bonda jest seksualnie dwuznaczne (Goodhead).

Należy jednak zauważyć, że pani Goodhead jest bardziej zaradna, niż Agentka XXX z poprzedniej odsłony. I ma własne zabójcze zabawki.

Bond dostaje właściwie tylko strzelający zegarek, jeżeli chodzi o gadżety.

I supermotorówkę, którą rozpieprza po 5 minutach.

Główny zły (Hugo Drax) miał nawet nieźle zrobioną scenę z przedstawieniem go, dopóki kamera nie pokazała twarzy. Jakoś tak… Czułem się rozczarowany jego aparycją.

Nim Drax wynajmuje Szczęki, ma innego człowieka od mokrej roboty. Gościu nazywa się Chang, ale my go znamy jako video-blogera o ksywie Cyber Marian.

Plan Draxa jest prosty – wybić ludzkość przy pomocy starożytnej rośliny, a w kosmos wywieść wszystkich młodych porno-aktorów ze Szwecji, by się rozmnażali.

GroupShot5

Niestety, pożycza jeden swój wahadłowiec USA, ale okazuje się, że nie, że jednak go potrzebuje, więc go kradnie. Jakby nie mógł przesunąć planu o 6 miesięcy, albo zerwać umowy… #logikafilmówporno

Jest to chyba pierwszy Bond z tak chamskim lokowaniem produktów, przynajmniej pierwszy w którym mi się to tak rzucało w oczy. Lista sponsorów na końcu była długa, więc nie dziwią jednak te wszystkie 7up czy Seiko wyskakujące co chwila na ekranie, niby tak mimochodem.

Film do tej pory ma Rekord Guinnessa, jako “największa ilość użytych Zero Gravity Wires w jednej scenie”.

I na kłoniec się strzelajom loserami, ło jakie to zajebiaszcze, ło…

bond12

“Tylko dla twoich oczu” zaliczone.

To dwunasty Bond, piąty z Rogerem Moorem.

Na początku filmu postanowiono całkowicie i definitywnie rozwiązać sprawę z Blofeldem. Bond ostatecznie spuszcza swojego Nemezis do komina, robiąc mu po łysince “Benny Hilla” na pożegnanie.

Tak, miał być Szczęki i jego ślub z Dolly. Ale postanowiono zrobić poważny film. Dranie.

Pożegnaliśmy wielkich geniuszy-magalomaniaków chcących zniszczyć świat. Tym razem mamy zwykłą sprawę szpiegowską i chęć zarobienia kupy kasy.

Pierwszy Bond, gdzie okazuje się, że “główny zły”, to jednak nie “główny zły’, ale ten co miał pomagać, to jest “główny zły”. Tak, mamy pierwszego Bonda z Wielkim Twistem w Zmianie Głównego Złego.

Zabawek Bond ma jakoś mało.

Ma Lotusa znanego ze “Szpiega który mnie kochał”. Ale się wysadza. Później Bond dostaje drugiego Lotusa, dla odmiany czerwonego.

Zegarek Bonda już nie drukuje smsów na metalowej taśmie, tylko je wyświetla. Technika poszła do przodu.

Kelnerzy nagrywają. “Sowa i Przyjaciele” historia prawdziwa.

Melina Havelock to pierwsza chyba tak kompetentna bohaterka w Bondzie. Żyje dla zemsty, strzela celnie z kuszy, a nawet ratuje (o mój borze zielony) dupę Bondowi.

Ale chyba nie będzie dużego spojlera, jeżeli napiszę, że na końcu uprawiają seks?

O tyle to zabawne, że człowiek był przygotowany na już oklepany koniec oglądania wygibasów Bonda przez wszystkich jego przełożonych. Wyjątkowo, film strollował widza w tym momencie.

W filmie pojawia się Margaret Thatcher. Znaczy aktorka ją udająca, by nie było. Znaczy, nie, nie zostaje ona dziewczyną Bonda.

Co do dziewczyn Bonda, są jeszcze dwie.

Pierwsza obowiązkowo ginie po seksie z Bondem.

Druga wyglądająca na napaloną 15-latkę została spławiona przez Bonda. Phi, też mi poziom moralność. Bond gwałcący (Goldfinger) i szantażujący (Operacja Piorun) nagle dostał oporów, przed najbardziej chętną na niego dziewczynę, jaka pojawiła się w filmach.

W ogóle jakiś miękki zrobił się ten James. Mógłby sobie na czole wytatuować “Nie zabijaj”.

Nie, serio. Bond zabijający ludzi, których mógłby bez problemu aresztować (właściwie do tej pory okazał tylko litość Nick Nackowi), przy Melinie zamienia się w jakiegoś buddyjskiego myśliciela, rzucającego mądrościami pokroju “szykując zemstę wykop dwa groby”.

Co pewnie tłumaczy, że jak zranili kolesia, to go pięknie szybko opatrzyli.

Przeciwnicy Bonda to prawie zwykli ludzie. Kristatos to człowiek interesu, milczący Locque wygląda złowieszczo (i przypomina nowego Q z restartowanej serii o Bondzie), Kriegler wpisuje się zaś dobrze w spis blond adonisów (zapoczątkowanych przez Red Granta w “Pozdrowienia z Rosji”).

Scena ucieczki małym Citroenem fajna.

Scena z trzema mordercami hokeistami pomysłowa.

40 minut filmu w drugiej połowie to jedna dłużyzna, można przespać spokojnie.

A najbardziej rozwalająca scena, to ta ze wspinającym się Bondem.

Bond się wspina, lezie, idzie po tej cholernej ścianie. I lezie, i lezie… I już ma wejść! A tu gościu kopie go w twarz i Bond to co wlazł, to spadł. No to dalej lezie i się wspina. Co robi ciołek, który go kopnął? Biegnie do pozostałych i krzyczy, że mają intruza! Znaczy tak zrobiłby każdy normalny koleś, ale ten nie, musi przywiązać line, i zejść sprawdzić co się dzieje z Bondem. No to Bond się wspina, a ten mu zaczyna odbijać kolejne śledzie ze ściany. Cała sekwencja więc wygląda jak jakaś durna scena QTE. My szybko klikamy by się wspinać, a tam koleś odbija kolejne śledzie…

A tak, mamy Q przebranego za jakiegoś popa, oraz używającego super komputera identyfikującego ludzi z całego świata. Przemilczę tę scenę pokazującą technologiczne możliwości komputerów w 1981 roku.

I znowu – chcesz zabić Bonda, to go zabij. A nie wlecz za motorówką na linie, z nadzieją że go może jakiś rekin zeżre.

Bo rekiny przy Bondzie nie myślą logicznie. Po cholerę maja płynąć do krwawiącego agenta 007, który siedzi już w tej wodzie 10 minut, lepie się rzucić na przypadkowego gościa, który wpadł do wody 3 sekundy wcześniej.

I nie rzuca się Bondem o Jezuska, bo to przynosi śmierć rzucającemu.

Polski akcent. Generał Gogol leci helikopterem z napisem “PZL Świdnik”.

Pierwszy Bond bez M (możliwe, że jedyny). M jest tylko wspominany. Powód? Aktor Bernard Lee zmarł niestety, i postanowiono chwilowo nie dawać nowego aktora na jego miejsce.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *