Na pokładzie Exalted część 12

swf23_fearfullandscape

I zakończyła się nasza przygoda z “Chronickles of the Gatekeeper”. Dużo spojlerów.

Drużyna prawie że zapłaciła najwyższą cenę, ale po kolei.

Przybycie na Moraband raczej nie zwiastowało jakiegoś nieszczęścia. Czerwona planeta na swój niepokojący sposób wydawała się piękna.  Ale im bardziej zbliżali się do powierzchni planety, tym większe niepokoje odczuwali. Zwłaszcza ci wrażliwi na Moc.

Skanowanie planety przyniosło w końcu jakiś efekt. Odkryto coś, co było statkiem. i faktycznie, był to w połowie już zasypany przez piach Delta-7B.

Delta-7B Aethersprite

Nie znaleziono w nim jednak nic ciekawego, za wyjątkiem bardzo starych plam w kokpicie, które Ree bez problemu zidentyfikowała jako krew. Szukanie igły w stogu siana.

Delta-7B został wyciągnięty przy pomocy Exalted i drużyna ruszyła na zwiad. Część szła przez planetę na piechotę, Roxy natomiast zataczała kolejne koła Exalted. W końca pilotka wypatrzyła jakieś ruiny. Cała załoga podleciała w ich pobliże.

Ruiny okazały się jakąś nekropolią. Jednak tylko drużyna weszła na ich teren, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Cienie zaczęły się poruszać, jakby żywe, a złowroga atmosfera zaczęła wdzierać się w serca naszych bohaterów. Nagle się okazało, że cienie faktycznie żyją, i pragną nakarmić się krwią naszych bohaterów.

Widmowa Bestia z Moraband

Bestie posiadały dwukrotną przewagę i na dodatek otoczyły załogę Exalted. Zaczęła się regularna walka… Chociaż “rzeź” to by było bardziej adekwatne słowo.

Najlepiej sobie radziła Ree i Spark. Ekhri nie miał tyle szczęścia, wysunął się za bardzo do przodu i został dosyć szybko prawie że rozszarpany przez te stwory, które rzuciły się na niego niczym jakaś przerośnięta wygłodniała ławica piranii. Starająca się wycofać “F” też nie miała szczęścia, nim padła nieprzytomna na ziemię, jedna z bestii która się na nią rzuciła, odgryzła jej w przelocie dłoń. Przyszpilona w jednym miejscu Roxy mogła tylko zrozpaczona patrzeć, jak wystraszona Jade (której jedna z bestii odgryzła nogę tuż pod kolanem) desperacko starała się cały czas odczołgać od kolejnych przeciwników, na oślep odstrzeliwując się karabinem.

Naprawdę, nie wyglądało to dobrze. Ale ostatkiem sił udało się pokonać przeciwnika. Przyszła pora na wycofanie się na statek, odlecenie na orbitę planety, i zajęcie się rannymi.

Ree uwijała się jak w ukropie. Wszyscy przezywali to, co się stało. Ale hej, nie takie ciosy przyjmowano na klatę. Po podreperowaniu zdrowia drużyna postanowiła wrócić do nekropoli. Jade tylko załatwiła sobie tymczasową protezę, w postaci nogi od zniszczonego Złomka. W międzyczasie namierzyli też Krąg do Delty-7B, który cały czas orbitował wokół planety.

Przeciwnika nie było nigdzie widać. Zagrożenie jednak tym razem przyszło z całkiem innej strony. Ciemna Strona Mocy zaatakowała w bardziej subtelny sposób,

Tajemniczy ktoś

Ekhri nie wiedział przez chwilę co się dzieje. Poczuł znajome mrowienie na swojej skórze. Usłyszał znajomy charakterystyczny ciężki oddech. I usłyszał znajomy głos.

 – Dlaczego mnie zdradziłeś?

Były szef Ekhriego

– Nie, nie jesteś prawdziwy, ciebie tu nie ma – krzyczał wystraszony Noghri i machał rękami, jakby chciał odpędzić złego ducha.

– Dlaczego nie wykonałeś zadania? Dlaczego mnie zawiodłeś? Myślisz, że coś znaczysz, myślisz, że zmienisz to, czego zmienić się nie da? Jeżeli nie ty, mam kogoś innego, bardziej wiernego. Kogoś, kto wypełni powierzone mu zadanie.

Kiedy Ekhri się odwrócił, zobaczył uciekającą “F”, i kroczącego tuż za nią nieznajomego osobnika z fioletowym mieczem świetlnym. Chciał do niej podbiec, zakryć ją własnym ciałem, zabić prześladowcę, ale jakaś siła go powstrzymywała. Cienie zaczęły oplątywać jego kończyny, nogi zaczęły grzęznąć jakby w ruchomych piaskach. Jego ruchy były ociężale i niezdarne. Tymczasem “F” się wywróciła, a napastnik jednym cięciem odciął jej jej jedyną rękę, jaka jej pozostała. Wstała na klęczki i krzyczała coś w kierunku swojego ukochanego. Ale nieznajomy chwycił ją za włosy.

Ekhri poczuł, że odzyskuje władze w swoich kończynach. Szybko ruszył szarżując prosto na człowieka z mieczem… Jeszcze kilka kroków, jeszcze z 2 metry… Szybkie cięcie i bezgłowe ciało “F” zwaliło się na ziemię. Wysunięte dłonie Ekhriego prawie że pochwyciły głowę ukochanej, która martwym wzrokiem wpatrywała się w niego…

Falko, upiór z przeszłości

Ree nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Falko jak żywy, stał przed nią. Albo raczej za nią.

– Znowu się spotykamy, co? Załatwili mnie, nim mogłaś się na mnie zemścić. Ale wiesz, bardzo żałuję, że nie zdążyłem załatwić tego twojego “wałacha” do końca.

Falko to pojawiał się, to znikał. Mówił o kilku rzeczach. O Sparku, o jej pociągu do Ciemnej Mocy. Ree nie wytrzymała, chciała go uderzyć. Wtedy zniknął, a gdzieś w oddali pojawiła się tajemnicza sylwetka, która odpaliła dwa fioletowe miecze.

– Nie ja, to i tak zabije go ktoś inny – usłyszała jakby na pożegnanie.

– Za tobą – kolejny głos. Znajomy głos.

Kiedy się odwróciła, zobaczyła Gela Marcolfa. Pchnał ją tak, ze wyladowała na czworakach. Chciała się podnieść, ale on już był na niej. Bezczelnie chwytał za piersi i lizał po uchu, szyi i policzku.

– Przecież to lubisz, prawda? Czemu się bronisz?

Ree zaczęła krzyczeć, że wcale nie. Szybko się odwróciła by szybkim cięciem swojego miecza odciąć głowę napastnika. Ku swojemu zdziwieniu, to nie głowa Gela Marcolfa potoczyła się tuż obok niej, ale głowa jej ukochanego, Sparka.

Ree zaczęła wrzeszczeć przerażona…

Jeszcze jeden Duch Przeszłych Świąt

– Stęskniłem się za tobą siostro.

Roxy nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Przed nią stał Jessie, jej brat.

– Już za niedługo się zobaczymy, ale martwi mnie, że zadajesz się z nim. Herne ciebie zdradzi, tak jak zdradził mnie.

– Nie, mylisz się, że Herne… On taki nie jest.

– Czyżby? Tylko ja ciebie tak naprawdę kocham. Tylko na tobie mi zależy. A on? A on ciebie zdradzi i zrani. tylko tyle potrafi.

Podszedł do niej i ją objął. Poczuła jego ciepło, jego bliskość. Zdziwiła się, bo odwrócił ją… Zobaczyła Herne. I Root.

Ona stała oparta o ścianę, taka mała, niewielka, drobna. On nachylał się nad nią. W ich oczach był jakiś taki dziwny błysk. Miłość? Pożądanie? Dotykał jej policzka, a ich usta się spotkały.

– Widzisz? jesteś dla niego nikim. Tylko ja ciebie obronię, jak już będziemy razem. Na przykład przed nim, bo rzucimy mu inny żer na pożarcie.

Roxy zobaczyła znajomego już mężczyznę w masce i z dwoma fioletowymi mieczami świetlnymi. Wtedy, kiedyś, w jej dziwnym śnie, pytał się o Herne… teraz zaś zbliżał się zaś pomału do obściskującej się pary. Root była już bardziej bezczelna i jej małe niebieskie dłonie wędrowały po rozporku Herne. Roxy chciała coś powiedzieć, ale Jessie zaczął ją bardziej przytulać… i całować… I obmacywać. To nie był braterski dotyk.

– Nie Jessie, co ty robisz, tak nie można!

– Tylko ja ciebie kocham, i obdarzę ciebie miłością. Będziemy tylko ty i ja, na zawsze.

Nie wiedziała co ma robić. Brat był coraz bardziej natarczywy, natomiast tajemniczy jegomość już się zbliżył do Herne. Podniósł dwa miecze i przebił go na wylot, razem z Root…

Drużyna zbierała się z piaszczystego podłoża. Wyglądali na zdezorientowanych. “F” ze łzami w oczach błagała Ekhriego, by jej nie zabijał. Jade wyglądała tylko trochę lepiej, i coś tam powtarzała, by Roxy jej nie zdradziła. Spark mocno przytulał i uspokajał rozhisteryzowaną Ree. Chwilę później cała scena wyglądała jeszcze bardziej chaotycznie. Ekhri przemawiał, Ree rzygała, Roxy i Jade zapłakane się tuliły…

– Przepraszam, że przeszkadzam w waszym dziwnym rytuale, ale czy mógłbym w czymś wam pomóc?

Słowa pochodziły od jakiegoś przygarbionego 80/90-letniego starca, który najwyraźniej z zaciekawieniem przyglądał się całej sytuacji.

Samotny dziad na pustyni to klasyka

Drużyna postanowiła porozmawiać z tajemniczym człowiekiem (jak na Suljo Warde był za stary). Część ludzi ufnie, część nieufnie. Zaprosił ich do swojego obozu (na korzeniuszkę, jakże inaczej), i przedstawił swoją historię, oraz grzecznie zaczął odpowiadać na ich pytania.

Powiedział, że jest poszukiwaczem prawdy, który wiele lat temu tutaj przybył. Imię już dawno porzucił, jest więc tylko prostym pustelnikiem, albo eremitą (jak kto woli). Bada i spisuje informacje o cywilizacji, która kiedyś tutaj zamieszkiwała. Kilka lat temu, przybył tutaj śmiertelnie ranny Suljo Warde, ale pustelnik nie mógł mu pomóc. Pochował go w jednym z grobowców, gdzie na straży pozostał jego towarzysz (jednostka R2). Powiedział, że przed śmiercią, Suljo Warde powiedział, ze kiedyś tu przybędzie 6 osób, czworo ludzi, jeden twi’lek i “żaba” (to miało być o Ekhrim). Pustelnik wymienił też dwa imiona, które powtarzał Suljo Warde – Ree i Roxy.

Po rozmowie i krótkim odpoczynku, wszyscy wyruszyli do starego grobowca Sithów. Podróż odbyła się bez większych przygód, toteż w końcu drużyna stanęła pośrodku wielkiej sali z sarkofagami i wyłączoną jednostką R2.

Pielgrzym wyglądał jakby nagle odzyskał siły. Spod szaty wyciągnął miecz świetlny. Powiedział że tak, ze on w istocie nazywa się Suljo Warde. I że już dawno widział przyszłość, że tutaj zostanie przez nich zabity. Ale tanio nie sprzeda swojej skóry.

Suljo Warde we własnej osobie

Drużyna starała się go przekonać, że nie ma sensu walczyć ze sobą. Suljo jednak był odporny na te słowa. Doszło do brutalnej walki, gdzie drużyna mogła się przekonać, co to znaczy być prawdziwym Mistrzem Jedi.

Suljo jak ciął swoim mieczem, to klękajcie narody! Całe szczęście Ekhri miał ze sobą broń łowcy jedi (strzelająca specjalnymi pociskami corthosis) która potrafiła na chwilę wyłączyć miecz Suljo. Ten jednak nawet bez miecza rzucał naszymi bohaterami po komnacie, jakby byli szmaciankami lalkami. Na domiar złego zaczęły się materializować Phantasmy Sithów, którzy dawno temu tutaj żyli.

Suljo oberwał kilka razy, ale bez problemu powalił drużynowych chłopów (19 damage na czysto!) oraz brutalnie ciął przez twarz Ree (permanentne -1 do Prezencji).

Cięcie na Popka mieczem laserowym wygląda tak

Roxy wycelowała w ciężko rannego Suljo.

– Nie chciałam, by to się tak skończyło, nie chciałam tej walki, ale teraz… Teraz to jest albo my, albo ty. Przepraszam.

Pociągnęła za spust. Spodziewała się, że Suljo odbije ten strzał, tak jak poprzednie. On się jednak wyprostował i wyłączył swój miecz… Przyjął strzał prosto na swoją klatkę piersiową.

– Dziękuję, młoda uczennico. Tak miało być.

Roxy szybko dopadła do umierającego starego mężczyzny.

– Ale… Dlaczego?

– Wiele błędów popełniłem, wiele złych rzeczy. Teraz mogę odejść w spokoju. Proszę po to przybiliście. Proszę, niech mój miecz dobrze ci służy…

A jak dziad umierał, to go w ramionach trzymałam… O jakoś tak.

Drużyna się jakoś poskładała do kupy, ale nie była zbyt uradowana. Suljo został pochowany w grobowcu. R2 został uruchomiony – drużyna dostała więc nowego droida – R2-D17.

R2-D17, droid Suljo Warde

Ree przygarnęła zapiski Suljo Warde. Statek Delta-7B dało się przywrócić do stanu używalności. R2 został więc załadowany do myśliwca, i smutna drużyna mogła nastawić koordynaty na Tark III.

Miecz Suljo Warde

Co to była za przygoda. Była długa, a to za sprawą walki z Bestiami Cienia. Tak długiej walki (i tak dramatycznej) dawno nie miałem. Walka z Suljo Warde była krótsza, ale też drużyna musiała się bardzo napocić, i naprawdę, było kilka razy blisko śmierci.

Teraz przerwa ze Star Wars, jakiś miesiąc. Ale jak to kogoś interesuje, powrócimy zarówno z załogą Exalted, jak i z naszą bandą przegrywów robiącą interesy na Nar Shaddaa.

Napisze też o “Chronicles of the Gatekeeper’, o moich spostrzeżeniach, co działało, co nie, gdzie natrafiłem na trudności, i co IMO warto zmienić. Dla tych, którzy chcieliby kiedyś poprowadzić tą (IMO fajną) przygodę.

/Beamhit

One thought on “Na pokładzie Exalted część 12

  1. Viluir

    Sesja była świetna! Pełna emocji, wrażeń i w ogóle chwil grozy. Były momenty gdzie strach dało się odczuć nie tylko jako postać.

    Dodam tylko od siebie kilka wspominek.
    Pierwsza walka to w zasadzie tylko Ree i Spark zostali bez szram (no dobra, chłop ucierpiał ale -4 HP przy całkowitym W. TH. 19 to nic). Ale cóż, jak biedny Ekhri usłyszał wewnętrzny zew Angezego “Żegnaj okrutny świecie!” to co poradzić? Dobrze, że “F” przeżyła. To był jeden z większych destiny pointowych cudów 😉

    Za to starcie z Suljo było masakryczne. Co z tego, że mu Ree zdjęła 17 HP jak ostatnich trzech nie dała rady (damm it! damm it! damm it!). Jednorazowe wrzucenie 19 dmg z ignorowaniem soaka też nie należało do najprzyjemniejszych (biedny, biedny Spark).
    Żałuję tylko tego, że wbrew pozorom, było krótkie. Z bestiami męczyliśmy się zdrowo ale Suljo padł stosunkowo szybko. W sumie gdyby drugie cięcie miecza było skuteczniejsze to padłby w drugiej rudzie.
    A Ree miała tyle pytań do niego o Gela i Neimodian… 😉

    W ogóle całe Kroniki zakończyły się bilansem:
    1 urwana noga łowcy nagród
    2 urwane ręce (Ree i “F”)
    1 urwana noga Jade
    1 para oczu Jade (krytyk od Flako – blinded)
    2x wchodziły w postacie ataki z wysokimi modyfikatorami do rzutów (Roxy w lochach u Falko, Ree VS Suljo)
    1 zabita matka z dzieckiem
    2 martwe, zabytkowe droidy

    Gdyby zdobyć korpus, to mając 2 urwane nogi, dwie urwane ręce można by złożyć jakiegoś koszmarka.

    Z “kfiatków” to może nie tyle tekst co sytuacja:
    Ree: To ja biorę miecz oraz swój medyczny sprzęt i… w sumie to w ruinach mogą się przydać holokrony!
    MG: Nie udźwigniesz. Przeciążają cię.
    Ree: …
    Twi’lek z BR 1. Tyle wygrać! 😉

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *