Beamhit Zalicza… No prawie zalicza…

gamer

Przyznaję się, miałem napisać zawsze parę słów o grze komputerowej, którą przejdę na 100% Dzisiaj już wiem, że do niektórych tytułów już nie powrócę. A że szkoda tak wszystko zostawić, no to zobaczmy co tam zaczynałem, a nie skończyłem, i jakie mam o tym zdanie…

aaaa

AaaaaAAaaaAAAaaAAAAaAAAAA!!! for the Awesome

Tak, to nazwa gry. To takie tam wyskakiwanie z wieżowca i lecenie… lecenie… lecenie… lecenie w dół do celu (BASE Jumping). Gra mnie nie kupiła, wytrzymałem w niej 28 minut. Największym chyba mankamentem jest to, że w ogóle nie czułem tej szybkości i spadania. Dziwne, bo latanie przez bramki w starym X-Wingu wywoływało u mnie skoki adrenaliny. Ale tutaj? No nie bangla jak dla mnie ta gra.

NoRussian

Call of Duty: Modern Warfare 2

Hej, podobało mi się. Najlepsze jest jednak to, ze aż tak dużo z tej gry nie pamiętam. Znaczy tak – granie kolejnymi bohaterami, kilka razy oglądanie własnej oskryptowanej śmierci, strzelanie do rosyjskich cywilów (nad którymi nie płakałem i nie dostałem PTSD) i niezły finał – to pamiętam. Filmowy single player był IMO bardzo fajny. Ale nie każcie mi przypominać, czy coś zapamiętałem sprzed roku, kiedy ostatni raz odpalałem grę. Dlaczego nie skończyłem gry? Zostało mi kilka misji bonusowych do zaliczania (głównie na dwóch graczy), ale już nie będę się w to bawił. Licznik pokazuje 27 godzin.

cherno

Chernobyl Commando

To dla odmiany ta gra dała mi PTSD siedem razy, a spędziłem przy niej tylko 35 minut.

crash

Crash Time II

Do tej gry już też raczej nie powrócę… Ale to nie jest zła gra (skoro spędziłem nad nią 5 godzin). To budżetówka, która chyba wala się po kioskach od czasu do czasu po 10 czy 20 zł. Jest to też gra na podstawie jakiegoś niemieckiego serialu. Gramy dwoma gliniarzami i ścigamy różnych przestępców czy inne takie. Czyli taki nowszy remake klasycznego “Chase H.Q.”, ale bez strzelania (bo to Niemcy robili, a oni wolą w grach cycki, niż strzelanie). Sympatyczna gra i nawet nie taka łatwa, zdarzało mi się niektóre misje powtarzać po kilka razy.

Dishonored

Dishonored

Jaka to była kurwa dobra gra. Ostatnio fejsbuk przypomniał mi, że ukończyłem grę rok temu. Corvo, Emily i Daug to bardzo fajni bohaterowie, bardzo fajnie wykreowany świat, i cała ta dziwna otoczka, łącząca industrializm, klimaty wiktoriańskie i magię. Czemu nie 100%? Przeszedłem (wraz z dodatkami) ścieżką Niskiego Chaosu, czyli bardzo ograniczając zabijanie innych postaci. Pozostały jakieś misje poboczne i ścieżka Wysokiego Chaosu (czyli taka gra na RAMBO). Ale jakoś tak mordowanie wszystkiego po drodze, nie sprawiało mi frajdy. 33 godziny.

dungeon-of-elements_5_obliterati-dungeon

Dungeon of Elements

To taki Tetris w fantastycznej otoczce i levelowaniu swojej postaci. Tylko, że cholernie nudne to jest. Zagryzłem poślady i ścisnąłem zęby (czy jakoś tak) i postanowiłem jednak przejść tą grę. I co? Po 6 godzinach grania i ponad rocznej przerwy, stwierdzam, że jednak nie. Po prostu nie dam rady dalej grac w tą grę.

81458484

King Arthur: The Role-Playing Wargame

O, to była nawet dobra gra (no bez jaj, tylko 87 godzin). Strategia z erpegowymi elementami w świecie Mitów Arturiańskich. W czym był problem? No przyznaję się bez bicia, w końcówce gry, nie wiedziałem co zrobić… O łazili ci moje woje po lesie, bo mieli tam coś szukać, ale nic nie znajdywali, tylko kolejne hordy Fey wykrwawiały pomału moich czempionów. Znając życie, pewnie rozwiązanie było bardzo banalne, ale już mam to gdzieś.

mksonya

Mortal Kombat Komplete Edition

To była dobra gra. I wyjątkowa na tej liście, bo zaliczyłem ją całą. Ale lenistwo nie pozwoliło mi o niej napisać po zakończeniu (50 godzin, i to jest sam single player). Ile i czego tu nie było! Bardzo wiele trybów, bardzo fajny gameplay, straszniaste fatalities (a nie te gówna z MK3 i okolic). A, gra jest też ulubionym tytułem do kopania przez feministki, gdyż każda bohaterka ma wstrzykniętą potrójną porcję silikonu w cycki, oraz nosi odpowiedni strój to wykonywanej przez nią pracy. Sonya Blade powyżej jest tego dowodem.

resident-evil-revelations-1920x1080_2

Resident Evil: Revelations

Kolejna jak dla mnie bardzo fajna gra, ale chyba coś czuję, że już nie ukończę całego multiplayera. Że jest to fajny Resident (albo Biohazard, jak kto woli), niech przemówi mój licznik: 101 godzin. Łażenie i strzelanie do zmutowanego gówna było bardzo fajne. Tu pozdrowienia dla Bolka, który czasami dzielnie mi towarzyszył w moich zmaganiach.

ss2_1

Serious Sam II

Nie mylić z “The Second Encounter”. Boże, co za gówno. Wytrzymałem kiedyś całe 30 minut. Chętnie wrzuciłbym tą grę do Mordoru, i to tak z 30 razy.

space

Warhammer 40,000: Space Marine

Całkiem znośna chudzona nawalanko-strzelanka, gdzie głosu głównemu herosowi użyczył Mark Strong. Jakieś 10 godzin na liczniku, bo trochę pobawiłem się w multiplayera, ale nie chwyciło. Czyli można powiedzieć, ze gra na swój sposób zaliczona na 100%.

gfs_42284_1_1

Heroes of Might and Magic II: The Price of Loyalty

Dodatek do drugich Herosów… Ale to była zła gra. O ile dwójka była niczego sobie (którą przeszedłem kiedyś tam), to dodatek mnie tak po prostu wkurwiał. Strategii tu zero więcej przypadku. Serio, większość map zawalało się dlatego, że na początku szło się na przykład w lewo, a nie w prawo. Co powodowało stratę kilku rund, które były potrzebne to zakończenia misji. Przeszedłem 3 z 4 kampanii, i skończyłem na przedostatniej misji z ostatniej z nich… I zmieniłem komputer na lepszy model. Do tej pory mi się nie chciało odpalać starego, by zakończyć tą grę. I nie zamierzam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *