Tag Archives: Gry Komputerowe

Beamhit Zalicza – Golden Axe 2

1413469483307

Tak jak mówiłem, kontynuuję moje komputerowe podboje w barbarzyńskich klimatach. Przeszedłem “Golden Axe 2”.

20160828215343_1

Na początek może parę słów wyjaśnień. W 1992 roku wyszły dwie kontynuacje “Golden Axe”, i są to dwie różne gry. Dwójka właściwa (ta tutaj opisywana) wyszła tylko na konsolę SEGA Mega Drive. “Golden Axe: The Revenge of Death Adder” natomiast wyszedł (niestety) tylko na automaty.

“Golden Axe” oznaczone numerkami 2 i 3 są raczej mało znane, bowiem w przeciwieństwie do jedynki, kontynuacje wyszły tylko na jedną platformę. Mamy więc podobną sytuacje jak przy Capcomowym “Final Fight”, gdzie pierwsza część jest znana prawie przez wszystkich (albo przynajmniej prawie przez wszystkich starych dziadów komputerowych), bo wyszła chyba na wszystkie platformy growe z tamtego okresu. Natomiast część 2 i 3, które wyszły tylko na SNES, są już zdecydowanie mniej znane.

20160828214602_1

Jeżeli kogoś interesuje rysunek znajdujący się na wstępie, jest to okładka do gry. Wykonał ją sam Boris Vallejo, artysta znany ze swoich prac w klimatach barbarzyńskich.

20160828212955_1

Jakie różnice w stosunku do poprzedniej części? Jeżeli chodzi o bohaterów, mamy tą samą trójkę co poprzednio. Główna różnica do ich poprzednich wcieleń, to chyba animacja ciosu specjalnego. Najfajniej chyba wygląda to u krasnoluda, który wbija topór w ziemię i zakręca się na nim niczym zawodowy tancerz go-go.

Zmieniono system magii. Znaczy można ustawić w opcjach na klasyczne odpalenie magicznej bomby atomowej, ale po co? Po prostu tym razem mamy możliwość odpalenia czaru za mniej many, nie musimy zużywać całego zebranego zapasu punktów magii.

Wyleciały gdzieś małe złodziejskie skrzaty, które się butowało dla łupów w poprzedniej części. Na ich miejsce weszli mali czarodzieje, którzy w przeciwieństwie do skrzatów, mogą oddać nam teraz cios.

Pojawiło się kilka nowych stworów. Są jaszczuroludzie, minotaury i ożywione zbroje.

Poprawiono grafikę, gra jest też dłuższa, częściej atakuje nas też naraz 4 przeciwników.

Główny zły nazywa się Darth Maul! Tfu… Dark Guld! Gnojek nie jest tak trudny jak Death Bringer w jedynce, ale cały czas przywołuje upierdliwe szkielety.

O wiele dłużej można sobie teraz pojeździć na różnych bestiach. Bo w jedynce zabawa kończyła się, nim zaczęła się na dobre.

Podobnie jak w jedynce (wersja Mega Drive), tutaj też mamy możliwość rozegrania kolejnych pojedynków w “The Duel”.

20160901002753_1

Dwójka jest zdecydowanie ciekawsza i lepiej zrobiona niż jedynka. Dostępna jest na platformie Steam, jeżeli kogoś to interesuje. A ja pomału zabieram się za trójkę.

Beamhit Zalicza – Golden Axe

frontcover1

Jako, że ostatnio mam jazdę na barbarzyńskie gry, odświeżam sobie klasykę. Na początek “Golden Axe”.

20160826225615_1

Każdy chyba szanujący się stary dziad komputerowy zna tą grę. W końcu “Golden Axe” było chyba wydane na każdą szanującą się platformę grową. Szanownej młodzieży zaś powiem, że to taka naparzanka w conanowskim klimacie, gdzie idzie się ciągle w prawo i tłucze się kolejnych niemilców.

20160827185939_1

Jako że wyszło kilka wersji tej gry (jak już wspomniałem), to napiszę, że grałem w tą wersję przeznaczoną na konsolę SEGA Mega Drive. Zresztą chyba w tej chwili jest to jedyna dostępna legalna wersja na peceta (na Steamie).

Historia? Jest taki sobie zły gostek, zwany Death=Adder. Naszej głównej trójce bohaterów pozabijał on bliskie osoby (jak to na Jesienną Gawendę przystało) oraz zabił ich kumpla, niejakiego Alexa (w niektórych wersjach gry jest scena jak go niemilcy szlachtują, w wersji na Mega Drive jest to jednak tylko wspomniane).

20160827200521_1

Mamy do wyboru troje bohaterów, amazonkę, barbarzyńcę i krasnoluda. Każde z nich ma trochę innych wachlarz ciosów, również każde z nich ma trochę inną zdolność specjalną (zwaną u Sapkowskiego “pół megatony” lub “trotylem i napalmem”, a w grze nazwana po prostu “MAGIC”). I tak krasnolud jest najmniej magiczny, natomiast amazonka potrafi przywołać (jak zbierze odpowiednią ilość butelek z maną) ognistego smoka.

20160826230940_1

Wersja na Mega Drive zawiera 8 poziomów (niektóre wersje, jak Amigowa czy na automatach miała 6 poziomów), samego Death=Addera usieczemy na 6 poziomie. Na 8 zaś czeka ostateczny boss, Death Bringer. Gra znana też z tego, że wprowadziła możliwość jeżdżenia na różnych bestiach, oraz ze scenek przerywnikowych, gdzie podczas odpoczynku małe skrzaty kradną nam flaszki i musimy im nakopać, by je odzyskać. Bo barbarzyńca bez flaszki, to dupa, nie barbarzyńca.

Gra długa nie jest, walk nie ma dużo, poziom trudności jednak jest zacny, więc musiałem zagrać kilka razy, by rozgryźć kilku bossów (zwłaszcza finalnego, któremu towarzyszą upierdliwe nieśmiertelne szkielety).

20160828104215_1

Co mogę napisać na koniec? Gra zestarzała się okropnie. Ale hej, to rocznik 1989 (dziwnie się czuje pisząc to i wiedząc, że większa część moich graczy erpegowych jest młodsza od tej gry), nie ma się czemu dziwić. Ogólnie polecam chyba tylko odpalić, by poznać ten kawałek klasycznej historii gier komputerowych. A teraz u mnie na celowniku “Golden Axe II”.

20160828104901_1

PS. Pytanie do starych dziadów – przyznać się, kto poszedł odpalić teraz (lub ma taki zamiar) “Golden Axe”?

Beamhit Zalicza – Age of Barbarian Extended Cut (+poradnik)

b6398ec18bfb9d8878da6549406e15c6

“Age of Barbarian” to włoska gra z 2012 roku, a wersja EC to jej odświeżona wersja. Gra nawiązuje do wielu starych klasyków, jak Barbarian I i II, seria Golden Axe, ale też Prince of Persia czy nawet nasze swojskie Doman – Grzechy Ardana. Gra wizualnie również nawiązuje do klasycznych dzieł mistrzów malowanej barbarzyńskiej fantastyki, jak Boris Vallejo czy Frank Frazetta. A na czym właściwie polega gra? Po prostu idziemy naszym dzielnym barbarzyńcą lub barbarianną i tniemy naszych przeciwników na plasterki (jak Hegemon przykazał).

20160823173045_1

Gra nie stara się być oryginalna, opowiada klasyczną historię o zemście z opaskami biodrowymi w tle. Naszą przygodę możemy zacząć jako Rahaan (barbarzyńca któremu wojska Necrona wybiły wioskę, a jego samego przybito do krzyża) lub Sheyna (księżniczka sprzedana Necronowi jako niewolnica, która zostaje później wybrana przez Boginię na swoją czempionkę). Każde z bohaterów ma swój własny specjalny prolog do rozegrania, później jednak przyjdzie nam przechodzić te same poziomy (z innymi jednak cut-scenkami).

20160822193631_1

Mamy też małe elementy wzięte z RPG. Nasza postać zdobywa poziomy, ma dwie statystyki (POW i DEF), zbiera przedmioty, może odczuwać głód, zdobywa nową broń. Sama gra jest też dosyć brutalna, latają kończyny, mózgi wylatują z rozłupanych czaszek, flaki wylatują z brzucha, kutasy odpadają (to w przypadku Sheyny, która wie gdzie samców najbardziej boli). Oprócz krwi i flaków, gra oferuje też trochę nagości (jeżeli włączymy odpowiednią opcję w menu). Główną bohaterkę można więc czasami pooglądać w nowonarodzeniowym stroju, ale też część przeciwników lata z fujarą na wierzchu.

20160821222401_1

Grało mi się przyjemnie (przeszedłem grę każdą postacią), co nie zmienia faktu, że czasami trafiają się upierdliwe błędy. A to gra się zwiesi, to nasz heros się zawiesi, to nie może przejść dalej przez drzwi, to się okazuje, że cios który miał trafić przeciwnika, jakimś cudem go nie trafił. Ale pomimo tego, to całkiem przyjemna gra, a twórcy obiecują co jakiś czas wrzucać nowe rzeczy (w ostatnim patchu był to nowy boss – smok).

20160822112514_1

Mam nabite 15 godzin na liczniku. Ale gra, jak już wiadomo gdzie, co i jak, nie jest długa (jakieś 3 godziny gry). Jednak moja pierwsza podróż gdy odkrywałem świat “Age of Barbarian” i jego sekrety, trwała 7 godzin. Dodatkowo, jak wspominałem, gra cały czas dostaje nowe patche i nowe elementy, więc pewnie powrócę do gry w najbliższym czasie.

20160822115704_1

A teraz mały poradnik.

  • Pannica jest szybszą postacią, facet jest za to bardziej silny i żywotny. Oprócz tego różnią się trochę ciosami oraz przeturlaniem się po ziemi. To ostatnie robi różnicę przy rozcinających wahadłach, gdzie Rahaan może przeturlać się pod ostrzem, a Sheyna musi pomału przejść kucając.
  • Kopniakiem można zwalać bele podtrzymujące most, drzewa by robiły kładkę, albo nabijać przeciwników na pułapki. Jest to ważne, bo zwykłymi ciosami bronią nie da się tego zrobić.
  • Poziomy nie są liniowe. By odkryć wszystkie sekrety, musisz przejść każdy z nich przynajmniej z dwa razy.
  • Na poziomach Forest of Azga, Mountains of Kar-Azza i Jungle of Cuth można uratować damy w opałach. By dostać się do pomieszczenia z “dziewicą składaną w ofierze”, musisz odszukać klucz na danym poziomie.
  • Na tych samych poziomach poukrywane też są artefakty. Właściwie nie wiem, po co one, ale lepiej je chyba mieć. Czwarty artefakt znajduje się w Fortecy Necrona.
  • W Wyverns Den jest czarownica, którą musisz pokonać, by ostatecznie zabić Necrona. Dostaniesz się do niej tylko, jeżeli uratujesz wcześniej trzy damy w opałach.
  • U kupca możesz kupić nową lepszą broń. Każdy bohater może kupić tam dwa rodzaje broni – polecam olać zwykły topór i od razu polować na lepszą broń. Czyli na miecz dla panny i obosieczny topór dla barbarzyńcy.
  • Trzecia broń, najlepsza w grze, jest nagrodą za pokonanie smoka w Furon-Azza Fire Mountains (opcjonalna walka).
  • Czasami podczas snu jesteśmy napadani. Jeżeli się nie obudzimy na czas następuje… Game Over. Ale natychmiast ładowany jest stan gry przed snem, więc można sobie spokojnie olać nawalanie w klawiaturę, i delektować się sceną “A Very Bad Night”.
  • Czerwone runy zwiększają tymczasowo POW, niebieskie DEF. Nie opłaca się ich jednak kupować.
  • Zombie zabijesz albo ucinając mu głowę, albo rozłupując go na pół. Zabijesz więc go ciosem Low Attack+High Attack, albo tą sama kombinacją przycisków odpaloną z wyskoku.
  • Szkielet zabijesz rozłupując mu czaszkę. Działa ta sama kombinacja co przy zombie, za wyjątkiem ataku Sheyny z wyskoku, który to jest w ich przypadku jest nieskuteczny (tylko barbarzyńca z wyskoku może rozwalić czaszkę szkieletowi).
  • Zwracaj uwagę na światło prześwitujące przez ścianę. Parę ciosów w taką ścianę i znajdujemy przejście do sekretnego pomieszczenia. Nie jest to jednak reguła, niektóre ściany niczym się nie wyróżniają, natomiast by uratować dziewczynę w Jungle of Cuth będziesz musiał rozciąć pewne nie rzucające się w oczy liany (hint: tam gdzie znajdziesz czaszkę).
  • Bossowie dzielą się na beznadziejnie łatwych i upierdliwie morderczych. Innych nie ma. Jakby co, podpowiem na priv jak załatwić jakiegoś gnoja 😉

Beamhit Zalicza… No prawie zalicza…

gamer

Przyznaję się, miałem napisać zawsze parę słów o grze komputerowej, którą przejdę na 100% Dzisiaj już wiem, że do niektórych tytułów już nie powrócę. A że szkoda tak wszystko zostawić, no to zobaczmy co tam zaczynałem, a nie skończyłem, i jakie mam o tym zdanie…

aaaa

AaaaaAAaaaAAAaaAAAAaAAAAA!!! for the Awesome

Tak, to nazwa gry. To takie tam wyskakiwanie z wieżowca i lecenie… lecenie… lecenie… lecenie w dół do celu (BASE Jumping). Gra mnie nie kupiła, wytrzymałem w niej 28 minut. Największym chyba mankamentem jest to, że w ogóle nie czułem tej szybkości i spadania. Dziwne, bo latanie przez bramki w starym X-Wingu wywoływało u mnie skoki adrenaliny. Ale tutaj? No nie bangla jak dla mnie ta gra.

NoRussian

Call of Duty: Modern Warfare 2

Hej, podobało mi się. Najlepsze jest jednak to, ze aż tak dużo z tej gry nie pamiętam. Znaczy tak – granie kolejnymi bohaterami, kilka razy oglądanie własnej oskryptowanej śmierci, strzelanie do rosyjskich cywilów (nad którymi nie płakałem i nie dostałem PTSD) i niezły finał – to pamiętam. Filmowy single player był IMO bardzo fajny. Ale nie każcie mi przypominać, czy coś zapamiętałem sprzed roku, kiedy ostatni raz odpalałem grę. Dlaczego nie skończyłem gry? Zostało mi kilka misji bonusowych do zaliczania (głównie na dwóch graczy), ale już nie będę się w to bawił. Licznik pokazuje 27 godzin.

cherno

Chernobyl Commando

To dla odmiany ta gra dała mi PTSD siedem razy, a spędziłem przy niej tylko 35 minut.

crash

Crash Time II

Do tej gry już też raczej nie powrócę… Ale to nie jest zła gra (skoro spędziłem nad nią 5 godzin). To budżetówka, która chyba wala się po kioskach od czasu do czasu po 10 czy 20 zł. Jest to też gra na podstawie jakiegoś niemieckiego serialu. Gramy dwoma gliniarzami i ścigamy różnych przestępców czy inne takie. Czyli taki nowszy remake klasycznego “Chase H.Q.”, ale bez strzelania (bo to Niemcy robili, a oni wolą w grach cycki, niż strzelanie). Sympatyczna gra i nawet nie taka łatwa, zdarzało mi się niektóre misje powtarzać po kilka razy.

Dishonored

Dishonored

Jaka to była kurwa dobra gra. Ostatnio fejsbuk przypomniał mi, że ukończyłem grę rok temu. Corvo, Emily i Daug to bardzo fajni bohaterowie, bardzo fajnie wykreowany świat, i cała ta dziwna otoczka, łącząca industrializm, klimaty wiktoriańskie i magię. Czemu nie 100%? Przeszedłem (wraz z dodatkami) ścieżką Niskiego Chaosu, czyli bardzo ograniczając zabijanie innych postaci. Pozostały jakieś misje poboczne i ścieżka Wysokiego Chaosu (czyli taka gra na RAMBO). Ale jakoś tak mordowanie wszystkiego po drodze, nie sprawiało mi frajdy. 33 godziny.

dungeon-of-elements_5_obliterati-dungeon

Dungeon of Elements

To taki Tetris w fantastycznej otoczce i levelowaniu swojej postaci. Tylko, że cholernie nudne to jest. Zagryzłem poślady i ścisnąłem zęby (czy jakoś tak) i postanowiłem jednak przejść tą grę. I co? Po 6 godzinach grania i ponad rocznej przerwy, stwierdzam, że jednak nie. Po prostu nie dam rady dalej grac w tą grę.

81458484

King Arthur: The Role-Playing Wargame

O, to była nawet dobra gra (no bez jaj, tylko 87 godzin). Strategia z erpegowymi elementami w świecie Mitów Arturiańskich. W czym był problem? No przyznaję się bez bicia, w końcówce gry, nie wiedziałem co zrobić… O łazili ci moje woje po lesie, bo mieli tam coś szukać, ale nic nie znajdywali, tylko kolejne hordy Fey wykrwawiały pomału moich czempionów. Znając życie, pewnie rozwiązanie było bardzo banalne, ale już mam to gdzieś.

mksonya

Mortal Kombat Komplete Edition

To była dobra gra. I wyjątkowa na tej liście, bo zaliczyłem ją całą. Ale lenistwo nie pozwoliło mi o niej napisać po zakończeniu (50 godzin, i to jest sam single player). Ile i czego tu nie było! Bardzo wiele trybów, bardzo fajny gameplay, straszniaste fatalities (a nie te gówna z MK3 i okolic). A, gra jest też ulubionym tytułem do kopania przez feministki, gdyż każda bohaterka ma wstrzykniętą potrójną porcję silikonu w cycki, oraz nosi odpowiedni strój to wykonywanej przez nią pracy. Sonya Blade powyżej jest tego dowodem.

resident-evil-revelations-1920x1080_2

Resident Evil: Revelations

Kolejna jak dla mnie bardzo fajna gra, ale chyba coś czuję, że już nie ukończę całego multiplayera. Że jest to fajny Resident (albo Biohazard, jak kto woli), niech przemówi mój licznik: 101 godzin. Łażenie i strzelanie do zmutowanego gówna było bardzo fajne. Tu pozdrowienia dla Bolka, który czasami dzielnie mi towarzyszył w moich zmaganiach.

ss2_1

Serious Sam II

Nie mylić z “The Second Encounter”. Boże, co za gówno. Wytrzymałem kiedyś całe 30 minut. Chętnie wrzuciłbym tą grę do Mordoru, i to tak z 30 razy.

space

Warhammer 40,000: Space Marine

Całkiem znośna chudzona nawalanko-strzelanka, gdzie głosu głównemu herosowi użyczył Mark Strong. Jakieś 10 godzin na liczniku, bo trochę pobawiłem się w multiplayera, ale nie chwyciło. Czyli można powiedzieć, ze gra na swój sposób zaliczona na 100%.

gfs_42284_1_1

Heroes of Might and Magic II: The Price of Loyalty

Dodatek do drugich Herosów… Ale to była zła gra. O ile dwójka była niczego sobie (którą przeszedłem kiedyś tam), to dodatek mnie tak po prostu wkurwiał. Strategii tu zero więcej przypadku. Serio, większość map zawalało się dlatego, że na początku szło się na przykład w lewo, a nie w prawo. Co powodowało stratę kilku rund, które były potrzebne to zakończenia misji. Przeszedłem 3 z 4 kampanii, i skończyłem na przedostatniej misji z ostatniej z nich… I zmieniłem komputer na lepszy model. Do tej pory mi się nie chciało odpalać starego, by zakończyć tą grę. I nie zamierzam.

[Beamhit Zalicza] Akane the Kunoichi

cover_02

Dawno nie przeszedłem żadnej gry w całości, no ale w końcu trafiło na taką platformówkę “Akane the Kunoichi”.

Do gry mają nas zachęcać cycki. Bo to mangowa gra, a jak wiadomo, kunoichi (kobiety-ninja) według logiki japońskiej, im więcej ciała pokazują, tym lepiej zakradają się do wroga i są dla niego niewidoczne. Inaczej niż ninja penisododatni, którzy ten sam efekt uzyskują poprzez skuteczne zakrycie całego swojego ciała.

ninja

Historia prosta jak but. Jest sobie taki Japoński przystojniacha, z obowiązkową łysiną, nazywa się Goro. Wszystkie laski na niego lecą, w tym nasza Akane, która u niego służy. No ale jakaś zła kobieta też ma na niego chrapkę, i go porywa. Och nie, uratuj swojego Goro i jego dziewictwo przed tą lafiryndą! Czy jakoś tak.

Jak więc widać, historia jak w “Ghosts and Goblins”, tylko na odwrót. Tylko o ile w pierwowzorze nasz męski bohater trafiony tracił swe ubranko, to tutaj tego nie zaimplementowano.

Całość wygląda jak gra zrobiona w “Game Makerze”. Przed nami 5 etapów podzielonych na trzy poziomy. Ostatni poziom to zawsze walka z Bossem. Do obrony służy nam kunai (nóż ninja) którym rzucamy przed siebie. Znalezione “power-upy” pozwalają nam rzucać jednak większą ilością naraz nożykami. Mamy jeszcze trzy specjalne ataki. Przeciwników (nie licząc Bossów) jest tylko cztery rodzaje, więc jest biednie. Na etapach poszukujemy jeszcze kimona (trzy na każdym poziomie, na tych z Bossami też), co ma wpływ na zakończenie. Nędzne zakończenie.

Grę zaliczyłem w 6 godzin (bo starałem się zdobyć wszystkie kimona). Poziom trudności nie za duży (problematyczny jest tylko ostatni poziom, jeżeli chce się zdobyć kimona), na pewno daleko mu do “Giana Sisters“, o takim “Meat Boyu” czy “Eryi’s Action” nie wspominając.

Taka sobie gra za jakieś 10 złotych, ale często trafia się w bundlach.

kuno01

Beamhit Zalicza – Blackguards

BlackGuards

Pomalutku, pomalutku, przeszedłem sobie Blackguards (z jedynym dostępnym DLC). Przeszedłem ją łącznie w 40 godzin.

Średnia gra (chyba jak większość sygnowana “Czarnym Okiem”), ale jednak można fajnie sobie pograć, jak ktoś lubi gry taktyczne. Niby RPG, ale tak naprawdę chodzimy od walki do walki. Niby jesteśmy takimi niby łotrami z pod ciemnej gwiazdy, ale nie gwałcimy, nie zjadamy dzieci, i nie wyznajemy mrocznych bogów.

Fabuła? Jesteśmy sobie jakimś tam chłopkiem (lub panienką), które ponoć pewnego dnia morduje jakąś tam księżniczkę. I tak lądujemy w lochu na torturkach, przyjaciele się od nas odwracają, a my czekamy na nasz nędzny koniec.

No ale w tym momencie poznajemy innych parszywców, którzy pomogą nam uciec z więzienia, zemścić się, i przy okazji uratować 1001 raz świat. Mimo, że jesteśmy ściganymi mordercami.

das_schwarze_auge_blackguards

Zgraja która do nas dołącza, to z założenia malownicze typki. Krasnolud, który morduje i pali wszystko, co ma związek ze smokiem (nawet jeżeli jest to “Smocza Karczma”). Niezbyt atrakcyjny czarodziej łamany z klasą pies-na-baby. Elfka narkomanka. Dzikus gladiator. I wiedźma kultystka. W praktyce, to typowa drużyna z DnD ma więcej na sumieniu. Ale przynajmniej jeden plus. Nie wszyscy dożyją do końca przygody.

Ale skoro już narzekam, to dorzucę jeszcze kilka minusów. Grafika taka sobie, modele postaci tak brzydkie, że nikt nie pokusił się o “nude patch”, spolszczenie wyrywkowe i mieszająca płeć bohatera, AI czasami dziwnie działa (dość powiedzieć, że ostatni boss… sam się zabił; ja po prostu stałem i klikałem “następna tura”), w angielskich dialogach słychać silny niemiecki akcent, a w ogóle głos naszej głównej bohaterki kojarzy mi się z jakąś dobrą ciotką przy herbatce, a nie ściganą morderczynią i wojowniczką (po prostu mnie wkurzał). No i jakoś tak mało ekwipunku. Jak na postać, która specjalizowała się w walce na miecze jednoręczne, to znalazłem tylko trzy typy mieczy (krótki, długi i jeden specjalny).

Ale… O dziwo, grało mi się przyjemnie.

katze

Moja postać na końcu drogi

No właśnie, pomimo wielu błędów, niedociągnięć, takiej sobie fabuły, to te taktyczne walki były niczego sobie. Jasne, ze większość przechodziło się z palcem w nosie, ale zdarzały się mi restarty, bo coś poszło nie tak. Ta gra ma też dla mnie jedną fajną zaletę. Mogłem sobie ją odpalić, zagrać jedną lub dwie walki, i wyłączyć. Jak wracałem czasami po tygodniu do gry, nie czułem się zaginiony. Tak, tak właśnie mam z niektórymi dużymi erpegami. jeżeli odłożę jakiś tytuł na tydzień, to później nie wiem po odpaleniu, do czego mam ręce wsadzić.

Tutaj tego problemu nie miałem. Po prostu klikałem sobie kolejne kółko na mapie i przeprowadzałem następną walkę.

blackguardsfight

Czyli co? Średniak bez fajerwerków, tyłka nie urywa. Ale pograć jak najbardziej można.