Tag Archives: Twórczość Własna

[Wspomnień Czar] Exclusive – Saga o Katanie

Gdzieś w poprzednim roku napisałem taką oto małą głupotkę, nim została wydana Saga o Katanie. Ot, taki mały mój własny hołd dla gry, przy której spędziłem wiele czasu. A przy okazji było to puszczenie oka do znawców tematu, parodia, i trochę prześmiewcze spojrzenie na crowfunding związany z Sagą o Katanie. Coś, co miało przeczytać być może 100 osób.

Niestety, wpis zaczął żyć własnym wpisem. zaczął być szerowany, licznik dobił 3000, zostałem przy okazji oskarżony o pisanie sponsorowanych artykułów i tworzenie czarnego pijaru na zamówienie. Niestety, kiedy wyszła książka, okazało się ponoć, że trudno odróżnić parodię od oryginału.

Tym samym, dla potomności, przerzucam moje dzieło na erpegowe piekiełko.

Katan ruszył przed siebie krokiem zwykłym powolnym typowym dwunożnym. Oto nadeszła jego chwila, tak jak kiedyś nadeszła chwila poprzedniego Katana, przedostatniego Katana, przed-przedostatniego Katana i w ogóle każdego poprzedniego Katana. Największe wyzwanie, legendarny Labirynt Śmierci, jeden z siedmiuset tajemniczych Labiryntów Śmierci, stał przed nim otworem. A należy zauważyć, że tylko Katan, albo najodważniejsze grupy poszukiwaczy przygód na wysokich poziomach doświadczenia odważali się wejść do Labiryntu Śmierci.

Katan szedł krokiem zwykłym powolnym typowym dwunożnym sam. Ale to wcale nie znaczyło, że chciał iść sam krokiem zwykłym powolnym typowym dwunożnym. Wiedział, że potrzebuje towarzysza, kogoś, kto będzie godny wiecznej nieśmiertelności. Wysłał wiele zaproszeń do najpotężniejszych z najpotężniejszych, między innymi do takich legend jak paladyn Arturius czy upadły paladyn Shadowtears, jak Kurzymiś, jak Signur i jak Yossa. Niestety, żaden z nich nie kwapił się z wpłaceniem wejściówki do Labiryntu Śmierci, bowiem 500000 złotych dla większości z nich było granicą nie do przeskoczenia. Co prawda Yossa próbował utargować obniżkę proponując coś innego w zamian (Kładź się dziwko?), ale Katan był nieugięty na takie amory.

I tak Katan szedł krokiem zwykłym powolnym typowym dwunożnym przez pierwszy korytarz na pierwszym poziomie. A poziomów było siedemset, a na każdym było siedmiuset przeciwników, a każdy z nich należał do innej z siedmiuset ras. A to był dopiero poziom pierwszy. Z siedmiuset.

I czuł Katan, że regeneracja i infrawizja jest z nim, i czuł, że się samozauważa. Czuł, ale postanowił uciec się do podstępu, i w prawicy dzierżył pochodnię zwykłą typową jednoręczną, by zmylić przeciwnika w ten sposób. Chciał, by przeciwnik poczuł, że Katan nic nie czuł.

Nagle, za pierwszym z siedmiuset zakrętów na tym poziomie, półboskie uruk-haiskie oczęta dostrzegły coś. To był ociosany arcy-pal dwuręczny wbity w ziemię. I jak zawsze do ociosanego arcy-pala dwuręcznego była przymocowana ludzka niewiasta. Jak zawsze naga i jak zawsze dobrze związana, tak jak nakazywała tradycja.

Katan szybko przyjrzał się dziewoi i jej lewej piersi nienaturalnie jędrnej jednoręcznej i prawej piersi nienaturalnie jędrnej jednoręcznej. Przed jego półboską infrawizją nie mógł schować się żaden zakamarek jej wspaniałego ciała. Katan samozauważył też, że jego arcy-kuśka wielka dwuręczna też się ożywiła. Zrozumiał, że musi ją uwolnić (dziewoję, nie arcy-kuśkę wielką dwuręczną) i dorzucić do swojego haremu Katana. Bo w haremie Katana zawsze było miejsce na kolejną niewiastę. Bo jak mówiło stare sharańskie przysłowie – tylko trzy rzeczy są nieskończone: Astral, głupota pół-orków i harem Katana.

Ale tam gdzie była naga i związana niewiasta, zawsze czaił się potwór. Zazwyczaj jak była naga kobieta, to i była naga krokodylowa w pobliżu, ale nie była to reguła. W końcu Katan zauważył potwora. Potwór zauważył też Katana. Katan też się samozauważył. Potwór się nie samozauważył, bo nie miał do tego predyspozycji półboskich. Z dzikim okrzykiem ruszyli na siebie.

Katan w myślach starał się szybko zidentyfikować potwora, ale nie było to łatwe zadanie. Recytacja siedmiuset rodzajów potworów z poziomu pierwszego Labiryntu Śmierci Typowego Grupowego było zawsze mało ciekawym zajęciem dla naszego bohatera. Ale nagle dostał przebłysku. To była strzyga. Teraz tylko trzeba było zrozumieć, czy była to strzyga tępogłowa czy miękkogłowa. Jak było wiadomo, tępogłowe martwiaki były tępe i szarżowały na oślep, a miękkogłowe były sprytne i stosowały wymyślną taktykę. Katan zdawał sobie sprawę, że od następnej decyzji wynikającej z poprawnej oceny sytuacji, miał zależeć jego następny ruch. Natarcie czy powstrzymanie? Nagle jednak przez jego głowę przeszła kolejna złowróżbna myśl. A co, jeżeli jest to strzyga miękkogłowa, a stwór za życia był debilem? W końcu na Orchii praktycznie co piąta osoba miała jakąś ułomność, a co pięćdziesiąta osoba z ułomnością była debilem. Katan szybko więc obliczył, że szansa na debilną strzygę miekkogłową wynosi dwieście-pięćdziesiąt do jednego. A to nie była taka mała szansa. W końcu z tysiąca oddanych gwardzistów Katana czterech było debilami. A przy okazji czterech innych było nekrofilami, czterech było jąkałami, a czterech było tchórzami. A to nie był koniec listy ułomności. Ba, najgorsze było to, że czterech oddanych gwardzistów na tysiąc cierpiało na arcyułomność. I wygrywaj tu bitwy, jak jedna piąta armii to jednostki które nie powinny tam w ogóle trafić.

Katan postanowił jednak postawić wszystko na jedną kartę. Nie na natarcie, nie na powstrzymanie, ale na młynek. Dwa razy wolniejszy atak, ale dwa razy więcej odciętych kończyn. Musiał jeszcze tylko zdecydować czy sięgnąć po szalapar typowy zębaty półtoraręczny, czy po tarsar typowy długi jednoręczny. Zdecydował się odrzucić pochodnię zwykłą typową jednoręczną i sięgnąć ostatecznie po szlapar typowy zębaty półtoraręczny. Chwilę później cios krytyczny odrąbał łapę strzygi niewiadomojakiejgłowej. Ale jak na martwiaka przystało, taki krytyk był dla strzygi tylko draśnięciem. Strzyga szybko rzuciła się z drugą ręką, na której były pazury zakrzywione półtoraręczne, ku szyi (jak to miały w zwyczaju) Katana.

Katan musiał wejść w obronę, bowiem strzyga po pierwszym ataku zaczęła wyprowadzać kombinację ciosów. Okazało się, że martwiak dobrze opanował sztuki walki aniko, drajiku i branniu. Wskazywało to też, że strzyga nie była debilem.

Katan musiał szybko coś wykombinować. Najpierw przycelował, ale i tak nie trafił. Chwilę później roztrącenie okazało się też mało skuteczną techniką, zwłaszcza w walce z jednym przeciwnikiem. Wysadzenie jeźdźca z siodła też dziwnym trafem nie dało pożądanych rezultatów. Walka w trudnych warunkach i walka w tłoku były zdecydowanie bardziej przydatnymi zdolnościami w tej chwili. Niestety, kiedy miał wykonać już śmiertelny cios, wykonał przystawienie. Było to na tyle niepoważne, że zaskoczyło to nie tylko strzygę, ale i Katana. W końcu Katan nie wytrzymał, i potwór poznał czym jest legendarny Gniew Katana. Najpierw nasz bohater wpadł w szał bitewny, a później w fanatyzm (bo jak wiadomo, Katan jest sam dla siebie pracodawcą), a kilka precyzyjnych pchnięć i cięć szybko zakończyło tą nierówną walkę.

Niestety, Katan nagle zauważył, że u jego stóp leża nagie rozkrwawione zwłoki niedoszłej kolejnej nałożnicy z jego Haremu. A skoro tu leżała dziewoja, oznaczało to, że przy ociosanym arcy-palu dwuręcznym jest strzyga miękkogłowa. Katan zrozumiał, że jego odporność na iluzję go zawiodła. Odwrócił się w ostatniej chwili, by zobaczyć szpony potwora zbliżające się do jego tętnicy. W takiej sytuacji mógł zrobić tylko jedno. Samozauważyć siebie i samozawierzyć sobie. Przemiana półboska była jedynym rozwiązaniem z tej parszywej sytuacji…